Kola z Palucha
1042/06, domek nr 50

Wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia dla kochanego Kolaka i jego cudownych Opiekunów !!!

3 maja 2009 r.

Serdeczne pozdrowienia z Bełchatowa przesyła Kola ...ze swoją rodzinką ...

PS. Kola jest staruszkiem ...ale radosnym .....Wszystko Go interesuje ....i dzielnie asystuje nam w różnych pracach ogrodowych ....

****************************************************************************

19 września 2007 r.

Witamy serdecznie!!!
Pozdrowienia z jesiennego , kolorowego Bełchatowa przesyła Kola z rodzinką. Wszyscy bardzo miło Panią wspominamy!!!Zaglądamy na strony Palucha (prowadzone przez Wolontariuszy ) - wychwytujemy owczarki collie (przebywające na Paluchu ) i wstawiamy je na forum collie. Kola czuje się dobrze - to dzielny piesek.Nadal (dla jego dobra - chore serduszko) - wnosimy go na 4 piętro - schodzi bez problemu sam. Chodzi na dość długie spacery , które uwielbia. Mamy nadzieję , że od listopada (lub
trochę później) przeprowadzimy się do domu z ogrodem. Już go zakupiliśmy - tylko czekamy na klucze.Wtedy - być może (raczej to pewne) - zaadoptujemy drugiego collie ze schroniska lub w inny sposób pokrzywdzonego przez los. Kola bardzo dobrze znosi towarzystwo innych psów. To w ogóle bardzo przyjazny dla wszystkich pies.Ostatnio - miał okazję poznać naszą małą 6 -miesięczną wnuczkę(przyjechała z Włoch - gdzie mieszka).Kola na powitanie obwąchał Ją całą -polizał po główce i przyjął do swego stada, Był w stosunku do niej bardzo opiekuńczy i czuły. Spał przy Jej
łóżeczku. Bardzo pozytywnie nas zaskoczył - do tej pory nie znaliśmy stosunku Koli do małych dzieci.
Pozdrawiamy Panią bardzo serdecznie oraz wszystkich Wolontariuszy
Barbara , Włodzimierz i Kola
Ps.W załączeniu przesyłamy zdjęcie Koli pilnującego Mai w łóżeczku - a że Koli się przysnęło , a Majeczkę ktoś porwał - no cóż - zdarza się ......

****************************************************************************

1 lipca 2007 r.

"Dzisiaj mija miesiąc od początku choroby Koli.Kola jest jeszcze na minimalnych dawkach leków - ale za parę dni - mamy taką nadzieję - będzie to już tylko przeszłością.Jest trochę słabszy fizycznie - niż przed chorobą - ale też mamy nadzieję , że to tylko kwestia czasu.Kola robi już dość długie spacery - 3 razy dziennie - samodzielnie (bez naszej pomocy).Jeszcze tylko korzysta z pomocy mego męża przy schodzeniu i wchodzeniu - na te nasze 4 piętro ( tzn jest nadal wnoszony i znoszony).
W załączeniu przesyłamy dzisiejsze zdjęcie naszego Koli - na którym wygląda już całkiem zdrowo (i tak jest w rzeczywistości).
Pozdrawiamy serdecznie i dziękujemy za trzymanie kciuków.Jak widać - pomogło."

****************************************************************************

23 czerwca 2007 r.

"Nie chcemy zapeszyć - ale Kola z każdym dniem lepiej sobie radzi. Jeszcze półtora tygodnia temu szczytem naszych marzeń było, aby Kola mógł przejść po obwodzie trawnika przed naszym blokiem. Obecnie robi na spacerze (samodzielnie) trasę 4 razy dłuższą. Czasami przytrafiają mu się zachwiania i upadki - ale Kola nie zraża się. Jest w nim duża wola życia i walki. To bardzo dzielny piesek. W chwili obecnej Kola jest na bardzo minimalnych dawkach leków i w najbliższych dniach wycofamy się z nich ostatecznie. Zostaną jedynie witaminy i odżywki."

17 czerwca 2007 r.

****************************************************************************

"Kola z każdym dniem czuje się silniejszy i coraz pewniej korzysta ze swoich czterech łapek. Powoli wycofywujemy się z podawanych leków. Od dzisiaj nie otrzymuje już antybiotyków - we wtorek lekarz oceni stan Koli - i określi dalsze postępowanie. Od wczoraj Kola jest już na mniejszej dawce Luminalu - i też dobrze to znosi - czyli za parę dni - znów zmniejszymy kolejną dawkę. Nadal znosimy go i wnosimy ( pomimo tego , że Kola zaczyna już w tym temacie protestować). Jeszcze będzie musiał przez jakiś czas korzystać z naszej pomocy. Na dworze Kola chodzi sam ( troszeczkę jak pijany) , ale potrzeby fizjologiczne załatwia już sam - bez podtrzymywania. Jeśli nic złego się nie wydarzy (lekarze uprzedzali , że zdarzają się powtórki choroby) - to mamy nadzieję , że wkrótce Kola będzie już zupełnie samodzielnym pieskiem."

****************************************************************************

11 czerca 2007 r.

"W chorobie Koli są dni lepsze i gorsze. Dzisiejszy dzień należy do tych najlepszych do tej pory. Boję się prorokować na przyszłość - ale dzisiaj Kolunia radzi sobie całkiem dobrze. Jeszcze tak dobrze jak dzisiaj nie chodził. Już nawet próbował podnieść łapkę przy siusianiu - i troszeczkę to mu się udało. Jesteśmy pełni optymizmu. Może finał tej choroby będzie dla Koli i dla nas szczęśliwy. Bardzo dziękujemy za pamięć o Koli i wsparcie duchowe. Trzymania kciuków jeszcze nie odwołujemy."

****************************************************************************

9 czerwca 2007 r.

"Kola czuje się lepiej. Nadal sam je i pije. Dwa razy dziennie znosimy go na trawniczek przed blokiem - jesteśmy tam około 40 minut. Kola chodzi (podtrzymywany przez męża) , jeszcze się chwieje - ale z każdym dniem jest lepiej. Wszyscy sąsiedzi (widzą nas z okien swoich mieszkań - czasami schodzą do nas) - trzymają kciuki za Kolę i podziwiają go za wolę walki z chorobą. Kola robi siusiu na dworze (stoi na 4 łapkach - ale robi) - kupę zresztą też. Zmoczenie się w domu zdarza mu się już rzadko. W domu porusza się już sam. Chwieje się na nóżkach jeszcze - ale chodzi sam. Nie zraża się upadkami. Weterynarz próbował już ograniczyć podawany Koli Luminal - ale w efekcie pół nocy Kola był silnie pobudzony , zalękniony , chodził na oślep. Więc (w porozumieniu z weterynarzem ) wróciliśmy do 3 dawek dziennie po 50 mg. W najbliższych dniach będziemy próbowali powolutku wycofywać się z Luminalu. Na razie Kola bardzo potrzebuje wyciszenia - jest to niezbędny element terapii. Oprócz środków uspakajających - bierze wszystkie potrzebne leki. Jest pod kontrolą weterynarza - który jako pierwszy badał Kolę ( na drugi dzień po przybyciu Koli do Bełchatowa) i który budzi nasz podziw za zaangażowanie w leczeniu Koli. To jest weterynarz z powołania."

****************************************************************************

6 czerwca 2007 r.

"Pierwszego czerwca - Kola doznał zatoru ?? wylewu krwi do mózgu ???? , lub może to być efekt procesu nowotworowego w mózgu????. Przyczynę mógłby wyjaśnić rezonans magnetyczny - ale objawy i leczenie we wszystkich tych przypadkach są jednakowe. Wzięłam wolne z pracy - jestem w domu - sama robię Koli kroplówki , podaję leki , masuję ciałko i łapki ,zmieniam pieluchy. Raz dziennie odwiedza nas weterynarz (w razie konieczności częściej - jest pod telefonem) , daje Koli potrzebne zastrzyki i kontroluje postępy w leczeniu. Od wczoraj Kola już nie bierze kroplówek - sam je i pije .Wczoraj były też pierwsze samodzielne próby opuszczenia posłanka i zrobienie parę (chwiejnych) kroczków. Jeszcze ma duże trudności z chodzeniem - ale myślimy , że z każdym dniem będzie lepiej.Weterynarz twierdzi , że rokowania są ostrożne. Ale my mamy nadzieję...... Od listopada mamy zamieszkać w domku z ogródkiem - nie możemy przecież tego zrobić bez Koli. I to jest pierwszy i już wystarczający powód - żeby Kola wyzdrowiał. Kola jest niesamowity - cały czas pragnie naszej obecności przy sobie. Wczorajsze pierwsze kroczki i wstanie z posłania - też były spowodowane chęcią pójścia za mną - w tym czasie opuściłam pokój i poszłam do kuchni.
Póki co - walczymy i mamy nadzieję ......."
 

*****************************************************************************

30 grudnia 2006 r.

Najlepsze życzenia z okazji Nowego 2007 Roku przesyła Kola z domku nr 50 wraz z nową rodziną.

No cóż cuda czasami się zdarzają...

**************************************************************************

1 października 2006 r.

Pani Elżbieto.
Serdeczne pozdrowienia dla Pani i Pani Męża przesyła Kola z domku nr 50 oraz jego nowa rodzina.
Wszyscy czujemy się dobrze, a Kola w szczególności.
Jest to naprawdę miły i kochany piesek. Jest dla nas dużą radością. Nie lubi tylko dźwięku telefonów (stacjonarnych) i aparatów fotograficznych. Nie zważając na jego protesty, zrobiliśmy mu parę zdjęć, które zamieszczamy. Zdjęcia te obrobione są dla wyświetlania na ekranie. Jeśli by chciała Pani wydrukować je sobie na pamiątkę, proszę napisać. Przyślemy wersję o większej rozdzielczości.
--------------------------------------------------------------------------------
Jeszcze raz serdecznie pozdrawiamy i dziękujemy za pomoc okazaną przy adopcji Koli.
Barbara i Włodzimierz R.

************************************************************************

27 sierpnia 2006 r.

Witamy serdecznie. Obiecaliśmy , że czasami damy znać co słychać u Koli. Kola czuje się dobrze. Codziennie czymś nowym nas zaskakuje. Sądziłam, że nie znał w swoim życiu zabawek (nasz poprzedni piesek uwielbiał piłeczki oraz wszelkie gumowe zabawki). Kola przez pierwsze dni nie zdradzał zainteresowania zabawkami, ale właśnie wczoraj świetnie potrafił się bawić. Podrzucał zabawkę , podskakiwał i tak zabawnie przysiadał, że aż miło było patrzeć na to. Kola uwielbia spacery , wykazuje takie zainteresowanie otaczającym go światem, że spacer z nim to czysta przyjemność dla nas. Jest bardzo przyjazny w stosunku do spotykanych zwierząt i oczywiście ludzi. Apetyt również mu dopisuje - ale w tym zakresie stosujemy kontrolowany umiar. Jednym słowem - Kola to cudowny piesek , spragniony czułości i pieszczot człowieka. Przesyłamy najlepsze życzenia dla Pani i Pani Męża.
Pozdrawiamy.
Barbara i Włodzimierz R.


24 sierpnia 2006 r. ten kochany psiak pojechał do nowego domu, do Bełchatowa. Pani Barbara i Pan Włodzimierz przywitali nas bardzo ciepło i serdecznie. Kola od razu polubił swoje posłanko. Był bardzo grzeczny i wyglądał na szczęśliwego leżąc przy nas gdy piliśmy pyszną herbatkę.

Dziękujemy za serce dla Koli. Życzymy wszystkiego najlepszego!!!

Piękny, delikatny psiak w typie owczarka collie. Został wrzucony do szambo i dzięki dobrym ludziom wyciągnięty i uratowany. Ledwo uszedł z życiem. Obecnie we wspaniałej formie psychicznej i fizycznej. Grzeczny, spokojny i ułożony.
Idealny do mieszkania w bloku a także domu z ogrodem. Czeka już długo na dom...