Lapis z Palucha - nr 1671/05

19 lutego 2008 r.

Znowu rozmawiałam z Panem Julianem. Jest zakochany w Lapisie i kocha go cała jego rodzina. Lapis jest szczęśliwy. Pokonał swoje fobie, zaprzyjaźnia się z otoczeniem i kolegami z bloku. Nie goni gołębi i na spacerze prowadzi Pana Juliana trasą, którą poszli pierwszego dnia. Otrzymał od losu a tak naprawdę od Pana Juliana bezpieczny, kochający dom, bezpieczeństwo i godne życie. Pan Julian stara się mu wynagrodzić wszystko zło, które zgotował mu los...

I pomyśleć, że gdy pierwszego dnia po adopcji na spacerze uciekł, to wszystko mogło lec w gruzach... Silne nogi Pana Juliana nie pozwoliły Lapisowi na ten niebezpieczny zwrot. Dogoniony usiadł, podał łapę i patrząc głęboko w oczy przeprosił... Mądry Lapinio.

************************************************************************************

17 lutego 2008 r.

"Dzwoniłam do p. Juliana. Rozmawiałam też z jego żoną. To już jakaś bajka. Lapis w szeleczkach grzecznie chodzi po schodach, śpi na posłanku lub w  sypialni, je wołowinkę z warzywami i kaszą a także serek wiejski gdyż pan Julian mówi, że pieski to lubią..."

************************************************************************************
Jeszcze 16 lutego, w dniu adopcji Pan Julian zadzwonił do mnie. Lapis panicznie bał się wszystkiego: tramwaju, autobusu, kolejki a po przyjechaniu do domu nie chciał wejść na klatkę schodową i schody... Rano otrzymałam rozpaczliwy telefon - "Lapis za żadne skarby świata nie chce wyjść na spacer..."

************************************************************************************
16 lutego 2008 r. nastąpił ten wspaniały dzień dla Lapisa.
Pan Julian wybrał właśnie jego i pojechali do domu... Byłam pewna obaw czy to na pewno dobra adopcja. Każda adopcja to przecież jakaś niewadomo... Zawsze mogą wystąpić przejściowe problemy, które czasami przerastają nowych opiekunów. Nie wystarcza im siły, cierpliwości, tolerancji i serca...
Wszystkiego najlepszego !

************************************************************************************
Jest przemiłym psem ale prawie dwa lata czekał na pierwszy spacer. Trafił do schroniska w ubiegłym roku. Był bardzo przelękniony. Na widok smyczy wpadał w panikę. Dlatego przez prawie dwa lata pozostawał w klatce. Podjęłam próby kontaktu przez kraty i nakłonienia go do spaceru. Niestety brak czasu i krótkie pobyty w schronisku powodowały, że postępy były niewielkie. Raz udało mi się go wyciągnąć z klatki ale po odejściu od niej kilkanaście metrów wyrwał mi się i ... wrócił do klatki.
I oto 14 października udało się. Lapis wyszedł na pierwszy spacer. Oczywiście było to dla niego duże przeżycie i stres. Jednak pomimo tego i użycia siły nie wykazał agresji. Delikatnie chwytał mnie za rękę...

powrót