Wiola z Palucha - nr 2086/06
28 grudnia 2006 r.
Szanowne Panie Ele!
Serdeczne pozdrowienia od Wiolki z rodzinką. To juz dwa miesiace od kiedy Wiola do nas trafiła. Jak Panie wiedzą nie było łatwo, ciągłe wizyty u lekarzy, gnijąca łapa, antybiotyki i wreszcie operacja -aputacja drugiego palca. Na szczęście pan chirurg z Psiego Losu wykonał swoją robotę super fachowo i (mam nadzieję, że nie zapeszę) łapka goi się i coraz mniej boli. Jednak diagnoza jest jednoznaczna - nowotwór złośliwy. Zobaczymy co los przyniesie. Suczysko żre jak prosiak, przytyła 10 kilo i waży ok.37 kg., skacze, bawi się jak szczeniak, próbuje pokazywać swój charakterek, ale wie kiedy spasować. Ogólnie jest świetna. W Swięta pierwszy raz była w lesie i tak bardzo się zmęczyła, że jak zasnęła to nie obudzili jej nawet goście jedzący przy stole, a ona zna tak nieograniczony repertuar min żebrzących i tak lubi żebrać, że zaczełam się zastanawiać, czy nie jest chora. Przesyłam kilka zdjeć ślicznotki. Jednocześnie pragnę życzyć Paniom w Nowym Roku dużo spokoju, zdrowia i dalszej wytrwałości w dziele, którego Panie dokonują już tyle czasu. A w imieniu moim i wszystkich zwierzaczkowych sierotek chcę powiedzieć
DZIĘKUJEMY!!!!!!!
pozdrawiam serdecznie Kasia
28 października 2006 r. Wiola pojechała do nowego domu.
3 listopada 2006 r. otrzymałam e-mail tej treści:
Szanowne Panie Ele!
W imieniu moim i mojej rodzinki i suki chcę podziękować za danie nam Wioli. Stan dziewczynki na początku nie jest najlepszy, żebra na wierzchu, nie każdy pokarm jej żołądek akceptuje, więc pojawia się ponownie biegunka, chodzimy na dwór około trzech razy w nocy, ale to nic, wierzę, że to
minie. Wiola jest kochana, słodka i z charakterem. Jak coś jej się zdecydowanie nie podoba to warknie, nie ugryzie. Ogólnie jest ułożona i posłuszna, nawet jest w stanie chwilę zaczekać na jedzenie w przedpokoju, nie w kuchni, ale jak za długo to podpełza niby przypadkiem pod moje nogi.
Jedynie mojemu młodszemu synowi jest w stanie wyjąć z buzi jedzenie, bo niestety chłopak ma twarz w zasięgu jej mordy. W sobotę jesteśmy umówione w Psim Losie na przegląd techniczny i ogólne zalecenia co i kiedy dalej, bo do roboty jest duzo ( naliczyłam na brzuchu ok.4 guzów)
Piszę do Pań, aby rozwiać wszelkie wątpliwości i potwierdzić to co kiedyś powiedziałam w rozmowie telefonicznej-jeśli wezmę psa to go nie oddam, nie ma więc takiej możliwości żebym zadzwoniła do Pani i powiedziała, że muszę oddać sukę, bo np. dziecko ma "uczulenie", albo jakiś inny mądry argument.
Chyba żeby nagle się okazało, że zaczęła bez powodu gryźć wszystkich po kolei w rodzinie, a i tu dopatrywałabym się bardziej naszej winy. Można zdjąć zdjęcie dziewczynki z rubryki "do adopcji". Kończę już zanudzać, bo mogłabym tak długo opowiadać o niej, jeszcze tylko powiem, że: bawiła się
patykiem w parku, usiłowała gonić dzieci (niestety łapa boli), obszczekała psa, który coś do niej powiedział, cieszy jak wracam do domu, chce być ciągle, ciągle głaskana, jest bardzo mądra i ułożona, tylko nadal bardzo zabiedzona i są momenty apatii. I niestety okropnie cuchnie nadal, ocet
troszkę pomógł. Złożę Paniom raport po wizycie w lecznicy. Pozdrawiam -
KasiaDziękujemy, łza się w oku kręci.. przywraca Pani naszą wiarę w człowieka..
ŻYCZYMY WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, Z CAŁEGO SERCA
.......................................................................................................................................................
Jest starszą, łagodną suczką. Długo przebywała w szpitaliku schroniska gdyż była konieczność amputacji palca. 14 października nareszcie opuściła szpital. Wzięłyśmy ją na spacer o odtąd już będziemy się nią opiekować. Jest przemiła, strasznie chuda i bardzo bardzo biedna.
Kontakt: wolontariusz - 0503 069 502
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|