Mara Numer: 1966/04
29 listopada 2004 r. otrzymali¶my list od Mary
 

Listy od MARY
dwa dni po adopcji
Bardzo chcialabym przekazac jakies dobre wiesci o Marze, ale niedomaga, biedactwo. Jeszcze nigdy nie widzialam, zeby pies tak strasznie wymiotowal. Bylam z nia wczoraj wieczorem u pani weterynarz, która zrobila Marusi zastrzyk z antybiotyku (powiedziala, ze to najprawdopodobniej jakis wirus, chociaz 100-procentowej pewnosci nie ma, trzeba dopiero sprawdzic jak Mara zareaguje na antybiotyk), wyczyscila jej uszy, dala szampon przeciwswiadowy, dodatkowe tabletki antybiotyku na dzis i na jutro, kazala zastapic makaron ryzem i przyjechac za dwa dni do kontroli.

tydzien po adopcji
Mam dobre wiesci o Marusi!
Jest juz zdrowa (chociaz jeszcze przez dwa dni mam jej podawac antybiotyk), przestala wymiotowac, wezly chlonne wrócily do normalnych rozmiarów, nareszcie moze wcinac swoje ulubione kwaszone ogórki i uczestniczyc czynnie w rodzinnych imprezach. Im wiecej ma wokól siebie ludzi, tym jest szczesliwsza, nie mozna jej w zaden sposób uciszyc, bo z kazdym musi sie nagadac, az szyby w oknach drza od decybeli. Jak mozna sie bylo domyslec juz w momencie kiedy opuszczala schronisko, Marutka uwielbia jezdzic samochodem. Z przodu, z tylu, w bagazniku, za kierownica - wszystko jedno, jak tylko zobaczy otwarte drzwi, juz jest w srodku (i moze dlatego tak chetnie jezdzi do pani weterynarz). Ogólnie chyba jest szczesliwa, taka mam nadzieje.

dwa tygodnie po adopcji
Mara jest kochana i szczesliwa, ale sek w tym, ze rozpaczliwie potrzebuje towarzystwa, a niestety czasem musi zostawac sama. Zdarza jej sie cos zbroic z nudów, dzisiaj najedlismy sie strachu, bo uciekla z ogrodu i nie bylo jej 3 godziny. Podobno, widziana przez sasiadów, zwiedzala najblizsza okolice i próbowala sie bratac z miejscowymi psiakami, na szczescie wrócila sama, radosna, bez niczyjej pomocy, co dla mnie jest znakiem, ze traktuje juz nasz dom jako swój, chce do niego wracac, tylko brakuje jej towarzystwa i zajecia. Jak na zlosc pogoda zniecheca do spacerów (na które, musze przyznac Mara chodzi bardzo niechetnie, zdecydowanie woli wylegiwac sie w fotelu), a do ogrodu "na siku" trzeba psa wyganiac sila. Troszke przytyla, nie ma juz lupiezu, a za jakis czas planuje jeszcze zafundowac jej czyszczenie zebów, bo nie sa w najlepszym stanie. Poza tym wszystko ok.

   

powrót