|
Listy od MARY
dwa dni po adopcji
Bardzo chcialabym przekazac jakies dobre wiesci o Marze, ale niedomaga,
biedactwo. Jeszcze nigdy nie widzialam, zeby pies tak strasznie wymiotowal.
Bylam z nia wczoraj wieczorem u pani weterynarz, która zrobila Marusi
zastrzyk z antybiotyku (powiedziala, ze to najprawdopodobniej jakis wirus,
chociaz 100-procentowej pewnosci nie ma, trzeba dopiero sprawdzic jak Mara
zareaguje na antybiotyk), wyczyscila jej uszy, dala szampon przeciwswiadowy,
dodatkowe tabletki antybiotyku na dzis i na jutro, kazala zastapic makaron
ryzem i przyjechac za dwa dni do kontroli.
tydzien po adopcji
Mam dobre wiesci o Marusi!
Jest juz zdrowa (chociaz jeszcze przez dwa dni mam jej podawac antybiotyk),
przestala wymiotowac, wezly chlonne wrócily do normalnych rozmiarów,
nareszcie moze wcinac swoje ulubione kwaszone ogórki i uczestniczyc czynnie
w rodzinnych imprezach. Im wiecej ma wokól siebie ludzi, tym jest
szczesliwsza, nie mozna jej w zaden sposób uciszyc, bo z kazdym musi sie
nagadac, az szyby w oknach drza od decybeli. Jak mozna sie bylo domyslec juz
w momencie kiedy opuszczala schronisko, Marutka uwielbia jezdzic samochodem.
Z przodu, z tylu, w bagazniku, za kierownica - wszystko jedno, jak tylko
zobaczy otwarte drzwi, juz jest w srodku (i moze dlatego tak chetnie jezdzi
do pani weterynarz). Ogólnie chyba jest szczesliwa, taka mam nadzieje.
dwa tygodnie po adopcji
Mara jest kochana i szczesliwa, ale sek w tym, ze rozpaczliwie potrzebuje
towarzystwa, a niestety czasem musi zostawac sama. Zdarza jej sie cos zbroic
z nudów, dzisiaj najedlismy sie strachu, bo uciekla z ogrodu i nie bylo jej
3 godziny. Podobno, widziana przez sasiadów, zwiedzala najblizsza okolice i
próbowala sie bratac z miejscowymi psiakami, na szczescie wrócila sama,
radosna, bez niczyjej pomocy, co dla mnie jest znakiem, ze traktuje juz nasz
dom jako swój, chce do niego wracac, tylko brakuje jej towarzystwa i zajecia.
Jak na zlosc pogoda zniecheca do spacerów (na które, musze przyznac Mara
chodzi bardzo niechetnie, zdecydowanie woli wylegiwac sie w fotelu), a do
ogrodu "na siku" trzeba psa wyganiac sila. Troszke przytyla, nie ma juz
lupiezu, a za jakis czas planuje jeszcze zafundowac jej czyszczenie zebów,
bo nie sa w najlepszym stanie. Poza tym wszystko ok. |