Pozdrowienia od Dobiego!
Mam na imię Dobi - piesek o numerze 2448/04. Długo się tułałem zanim trafiłem do schroniska, które stało się moim domem. Cieszyłem się, że mam budę i mam co jeść. Jeszcze bardziej ucieszyłem się, kiedy moja nowa pani zabrała mnie ze schroniska, a stało się to
28 grudnia 2004 r. tuż przed Nowym Rokiem. Dostałem wspaniały prezent noworoczny (nowy dom, pełen ciepła i miłości). Moja nowa rodzina miała trochę mniej szczęścia, bo okazało się że jestem chorowitek (alergik, gronkowiec skóry, glisty, grzybica przewodu pokarmowego) i pechowiec. Już drugiego dnia, będąc na spacerze w lesie skaleczyłem sobie ucho (bardzo mocno krwawiłem) i przez następne 2 tygodnie chodziłem z zabandażowaną głową. Parę miesięcy później skaleczyłem się w łapę i znowu chodziłem w bandażu.
Moja pani jest bardzo kochana i zawsze udziela mi pomocy, a to tylko dzięki wspaniałym lekarzom w Całodobowej Klinice Weterynaryjnej na Bemowie (zdarzało się, że byłem tam też w nocy).
Na spacerach chodzę w kagańcu, bo niestety zjadam wszystko co popadnie - wciąż boję się, że będę znowu głodował. Moja pani jest kochana, bardzo mnie rozpieszcza, jak też cała moja nowa rodzina. Czekam codziennie z utęsknieniem na jej powrót, bo wtedy dostaję różne psie przysmaki, z którymi niekiedy nie mogę sobie poradzić.
Zapomniałem powiedzieć, że mam śmieszne dwie miski, dzięki którym nie muszę się bardzo schylać, żeby zjeść pyszne jedzonko.
Cieszę się, że trafiłem do wspaniałego domu, pełnego miłości, ciepła i troskliwości. W przychodni lekarze nazywają mnie szczęściarzem. ŻYCZĘ TEGO SZCZĘŚCIA WSZYSTKIM MOIM BEZDOMNYM PRZYJACIOŁOM.
|
|
|
|
|
|
powrót