Suka nr 502/05 - Na Paluchu
wybacz, chcieliśmy ci pomóc...
|
Żyła na wolności. Była
trochę dzika i bała się ludzi. Ponieważ trzymała się blisko osiedla znaleźli się
dobrzy ludzie, którzy ją dokarmiali. Nie była agresywna i nikomu nie wchodziła w
drogę, dlatego cieszyła się sympatią i nikt nie robił jej krzywdy. Nauczyła się
omijać samochody. Jednak był pewien problem. Co kilka miesięcy suka rodziła szczeniaki. Dlatego ludzie doszli do wniosku, że trzeba suce pomóc. Złapano ją i odwieziono do schroniska. I wtedy znalazła się osoba, która postanowiła zabrać sukę do swojego domu - domu z ogrodem. Na Paluchu wysterylizowano sukę. Umieszczono w licznej klatce. Pani przyjeżdżała kilka razy aby ją zabrać do domu. Kupiła wszystko co było potrzebne do adopcji psa a w ogrodzie postawiła budę. Do schroniska przyjeżdżała taksówką, chociaż pensja emerytki jest dość skromna. Przyjeżdżała kilka razy i ... za każdym razem mówiono jej - jeszcze nie teraz, suka jeszcze nie jest gotowa do adopcji... Gdy Pani przyjechała po raz czwarty powiedziano jej, że za późno - suka nie żyje. Suka w desperacji, pozbawiona wolności i sensu życia przeszła do sąsiedniej klatki i została zagryziona przez psy... Takich przypadków w schroniskach i takich historii jest wiele. Oczywiście nie są winne psy, te biedne, zestresowane, w depresji, walczące o swoje miejsce na ziemi, umieszczone w tak bardzo nienaturalnych i nieprzyjaznych warunkach. |