Schroniska czy umieralnieUważam
Rze. Inaczej pisane | 28.2.2011 |
rubryka: Kraj | strona: 22 | autor:
JANINA
BLIKOWSKA NATALIA BET
![]()
Żyją w brudzie, są głodne, stłoczone w małych klatkach albo puszczone hordami
bez opieki. Bezdomne psy i koty w wielu polskich schroniskach muszą walczyć o
przetrwanie
Celestynów pod Otwockiem. Tam na powierzchni trzech hektarów od ponad 30 lat
Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami prowadzi schronisko, a od ponad 20 kieruje
nim Izabela Dzialak. Aktualnie przebywa tam ponad 500 zwierząt, ale byry lata,
że w Celestynowie mieszkało ich nawet trzykrotnie więcej. Wszędzie pełno psów,
bo większość biega samopas. Zwierzęta w klatkach brodzą po kostki w wodzie i
błocie. Smród i brud. Część stada błąka się poza ogrodzeniem. Kojce są w
opłakanym stanie, dlatego powiatowy lekarz weterynarii zdecydował się wykreślić
placówkę z rejestru przytulisk. Tę decyzję na początku roku podtrzymały
wojewódzkie władze sanitarne. W obronie Celestynowa ruszyło pospolite ruszenie.
Miłośnicy zwierząt rozpoczęli zbiórkę żywności. Zaczęli też namawiać do adopcji.
W Internecie stworzyli m.in. stronę www.adoptuj.waw.pl, na której rozpoczęli
szukanie domów dla celestynowskich psów i kotów, a na popularnym portalu
społecznościowym Facebook ruszyła akcja „Odbij futrzaka".
Celestynowa nie udało się uratować. w tej chwili działa nielegalnie. Schronisko
nie powinno przyjmować zwierząt ani oddawać do zagranicznych adopcji więcej niż
pięciupsówjednorazowo. Dlaczego władze organizacji, która powinna dbać o prawa
zwierząt, dopuściły do takiej sytuacji? - Nie było pieniędzy. Wcześniej prezesem
TOZ była pani Działak, dyrektor schroniska - tłumaczy Eugeniusz Ragiel, prezes
Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Na remont i dziś nie ma pieniędzy. A
dodatkowo nie można go przeprowadzić, bo tamjest wciąż za dużo zwierząt Mimo to
dyrekcja placówki nie ma nawet strony internetowej, gdzie prezentowałaby psy,
które szukają domów.
Psia rozpacz
O adopcje dla czworonogów walczą wolontariusze. Co ciekawe, jak wynika z danych
resortu finansów, TOZ jest jedną z organizacji, którą Polacy najchętniej
wspierają tzw. jednym procentem z podatków. W ubiegłym roku towarzystwo dostało
niemal 3 min zŁ W Polsce jest blisko 150 przytulisk dla bezpańskich zwierząt.
Prowadzą je osoby prywatne, firmy, organizacje społeczne, a także miasta takie
jak Warszawa, która ma własną miejską placówkę na Paluchu. Według różnych
szacunków w obozach dla zwierząt - jak nazywają schroniska obrońcy ich praw -
żyje od 20 do 30 tys. bezdomnych psów i kotów. Działacze na rzecz praw zwierząt
przekonują, że w wielu z nich zwierzęta cierpią.
- Największe zbrodnie i przestępstwa na zwierzętach nie dokonują się na ulicy,
lecz w schroniskach, prywatnych instytucjach, hotelikach - mówi Małgorzata Frąc,
działaczka na rzecz ochrony zwierząt
Trzy tygodnie temu TVN pokazał szokujący materiał na temat schroniska w
Korabiewicach pod Żyrardowem, gdzie mieszka ok. 800 czworonogów. Byli pracownicy
opowiadali, że „psy dbają tam o siebie same". Te, które nie potrafią, umierają -
wspominała Monika Bukowska. Inny pracownik relacjonował, że „psy jedzą psy".
Zwierzęta stoją w boksach zalanych wodą i w odchodach. A ich adopcje są
wstrzymane. Schronisko w Korabiewicach prowadzi ponadsiedemdziesięciolemia
Magdalena Szwarc. Na stronie internetowej placówki tłumaczy, że nie planowała go
zakładać. Marzyła jedynie, by na emeryturze mieszkać na wsi razem ze swoimi
psami znaj -darni, które uzbierała podczas licznych podróży z cyrkowym taborem.
Po telewizyjnym materiale do schroniska w Korabiewicach przyjechał powiatowy
lekarz weterynarii. Podczas wizji lokalnej nie dopatrzył się nieprawidłowości.
Jednak na prokuratorach w Żyrardowie materiał pokazany w telewizji zrobił
wrażenie. Wszczęli śledztwo w sprawie znęcania się nad zwierzętami. - Chcemy
wszystko dokładnie sprawdzić. Poprosiliśmy o materiał telewizję, przesłuchamy
wszystkich byłych i obecnych pracowników, by ustalić, co tam się naprawdę dzieje
- zapowiada Bogusław Piątek, szef prokuratury w Żyrardowie. - Nie chcemy, by
doszło do tego samego co w Lewinie Kłodzkim (tam prywatne schronisko prowadziła
Violetta Villas. Schorowana artystka nie była w stanie opiekować się
zwierzętami, które rozmnażały się w zastraszającym tempie i zaczęły być
niebezpieczne dla otoczenia - przyp. red.) - tłumaczy prokurator. Tymczasem
oskarżana o zaniedbania szefowa żyrardowskiego azylu Magdalena Szwarc spowiadała
się instytucjom weterynaryjnym, że bardzo ostrożnie podchodziła do adopcji,
ponieważ uważała, że ona sama lepiej zaopiekuje się psami. Tłumaczyła też, że
boi się, że jeżeli ludzie wezmą od niej zwierzaki, to nie wiadomo jakie będą
traktować
Duże nieprawidłowości wykryto także podczas ubiegłorocznej kontroli w
przytulisku dla bezdomnych zwierząt w kieleckich Dyminach. W schronisku
przeprowadzano masowe eutanazje zwierząt Sprawę bada prokuratura.
Przyzwolenie na zabijanie
Zgodnie z przepisami obowiązek opieki nad bezdomnymi zwierzętami spoczywa na
gminach. To one mają znaleźć firmę, która wyłapie błąkające się psy czy koty nie
mające właściciela, za złapanie jednego bezdomnego zwierzęcia gmina płaci ok.
2,5 - 3 tys. zł. - Gdyby te pieniądze rzeczywiście trafiały do schronisk, to
byłyby to jedne z najbogatszych instytucji w Polsce. Natomiast najczęściej te
pieniądze dostają pośrednicy, którzy zajmują się wyłapywaniem zwierząt i
dowożeniem ich do azylów. Dlatego takie placówki muszą się utrzymywać z zupełnie
innych źródeł -tłumaczy Krzysztof Jażdżewski, zastępca głównego lekarza
weterynarii.
Jak wynika z ustaleń NIK, która od dwóch lat bada schroniska finansowane z
publicznych pieniędzy oraz sprawdza, jak samorządy rozwiązują sprawy dotyczące
pomocy bezdomnym zwierzakom, w Starachowicach w trzech ostatnich latach
odłowiono 396 zwierząt, z czego co najmniej 388 uśmiercono.
Masowe usypianie zwierząt odbywało się w świetle prawa. Na takie przepisy
zgodzili się radni, przyjmując w 1999 roku uchwałę „w sprawie zasad i warunków
wyłapywania bezdomnych zwierząt na terenie miasta Starachowice". Pięć lat
później rada przyjęła regulamin utrzymania czystości w mieście. Zapisy w nim
pozwalają, by każdy bezdomny pies był traktowany jako agresywny i dlatego
usypiany, a każdy kot stanowił zagrożenie sanitarne, co w praktyce też oznaczało
przyzwolenie na jego zabicie. - Trudno dziś powiedzieć, kto wymyślił takie
przepisy, ale trzeba też pamiętać, że zanim uchwała miasta stanie się prawem,
jest ona badana przez wojewodę. Obie te decyzje zostały przez ówczesnych
wojewodów zatwierdzone - tłumaczy Robert Pióro, rzecznik Starachowic.
W tym roku miasto na pomoc dla bezdomnych zwierząt przeznaczy 100 tys. zł.
Pieniądze pójdą na odłów bezdomnych, chorych, w tym agresywnych, czworonogów. Od
początku tego roku w Starachowicach złapano sześć bezdomnych zwierząt
Co dziesiąte do wymiany
NIK o swoich ustaleniach dotyczących Starachowic powiadomiła prokuraturę.
Postępowanie jest w toku. Cały czas też trwa kontrola izby winnych schroniskach
oraz gminach.- W co dziesiątym schronisku dochodzi do nieprawidłowości - ocenia
Paweł Biedziak, rzecznik NIK
Podkreśla, że jeśli wplacówkach są błędy w dokumentacji dotyczącej przyjmowania
zwierząt i dodatkowo duża umieralność psów, kotów, to jest to sygnał, że dzieje
się tam coś złego. Pełny raport izby na temat polskich schronisk ma być znany w
kwietniu tego roku.
Co należy zrobić, aby poprawić sytuację zwierząt w schroniskach działających w
Polsce?
- Nie powinny ich prowadzić ani osoby prywatne, ani firmy. Poza tym powinna
powstać instytucja, która regularnie zajmowałaby się kontrolą schronisk i
dokładnym sprawdzaniem, w jakich warunkach mieszkają w nich zwierzęta. Na
szczeblach centralnym i wojewódzkim powinny powstać inspektoraty do spraw
zwierząt - wymienia Grzegorz Iindenberg, współtwórca „Gazety Wyborczej" i były
naczelny „Super Expressu", a dziś działacz Koalicji na rzecz Zwierząt, która
przygotowała nowelizację ustawy o ochronie zwierząt
Dodaje, że choć lekarze weterynarii mają za zadanie sprawdzanie sytuacji w
schroniskach, to zajmują się jedynie badaniem, czy nie ma w przytuliskach
zagrożeń epidemiologicznych, a nie tym, czy zwierzęta są zabijane.
Koalicja postuluje także, by tzw. tymczasowe domy dla zwierząt opłacały gminy.
Wówczas bezdomne czworonogi czekałyby na adopcję w rodzinie zastępczej, a nie w
klatkach. Nie każde zwierzę potrafi się odnaleźć w dużym skupisku. Często w
schroniskach popadają w przygnębienie, tracą apetyt, zaczynają chorować.
Chipy, edukacja i małe
schroniska
Lindenberg podkreśla, że najważniejszą sprawą jest ograniczenie bezdomności
zwierząt w Polsce. - Najodpowiedniejszym rozwiązaniem byłaby sterylizacja
wszystkich bezdomnych zwierząt, ale na to nie ma pieniędzy, dlatego trzeba
zacząć od obowiązku chipowania czy chociażby umieszczania adresatki na szyi psa
czy kota. Wówczas zaginione zwierzęta szybciej wracałyby do swoich właścicieli -
mówi Grzegorz Lindenberg.
Obowiązek znakowania psów nałożono m jn. w Niemczech. Jaki jest tego skutek? Nie
ma tam schronisk, bo są niepotrzebne.
Tymczasem Krzysztof Jażdżewski uważa, że gminy powinny tworzyć małe, lokalne
schroniska dla maksymalnie 150 zwierząt. - Wtedy zadbanie o nie byłoby o wiele
łatwiejsze - tłumaczy. -Jeśli ma się pod opieką kilkaset zwierząt, to nie ma
możliwości, aby utrzymać kontakt ze wszystkimi, tak by nie zdziczały - dodaje.
Jażdżewski podkreśla również, że potrzebna jest też zmiana mentalności Polaków.
- Niestety ludzie nie mają wyrzutów sumienia, przywiązując psy do płotów
schronisk. Dla nich nie jest też kłopotem wykopanie psa z samochodu w innym
mieście po to, by nie wrócił do domu. Dla zwierząt jesteśmy inni niż dla ludzi
-uważa weterynarz.
A przecież już 150 lat temu Abraham Lincoln, były prezydent Stanów
Zjednoczonych, był zwolennikiem praw zwierząt, tak samo jak praw człowieka. - To
jest droga do osiągnięcia pełni człowieczeństwa - tłumaczył