22 sierpnia 2011 r.
Wakacyjny cud!Wprost
| 22.8.2011 | rubryka: Z punktu widzenia innego | strona: 28 | autor:
MAGDALENA
ŚRODA
STOSUNEK DO ZWIERZĄT JEST
LUSTREM NASZYCH DUSZ I MIARĄ ROZWOJU CYWILIZACYJNEGO.
Stał się cud! Sejm znowelizował ustawę o ochronie zwierząt. 382 głosów - za i
tylko 17 barbarzyńców przeciw! To bardzo mały krok w kierunku uznania praw
zwierząt, ale ogromny krok polskiego parlamentu w kierunku tego, co naprawdę się
liczy. Bo stosunek do zwierząt jest lustrem naszych dusz i miarą rozwoju
cywilizacyjnego. A z tym w Polsce nie najlepiej.
Często słyszymy o psach, które gryzą dzieci. Jakie to straszne! Znacznie
rzadziej słyszymy o dzieciach, które krzywdzą psy lub koty. Podając przerażającą
wieść o poranionym dziecku, media milczą najczęściej na temat zwierzęcia.
Wiadomo jednak, że zostanie ukarane śmiercią i lepiej, by to uczynił weterynarz
niż właściciel - mściciel. Tymczasem agresjazwierząt domowych ma zawsze swoją
przyczynę i jest nią albo agresja samego właściciela, albo jego skrajna
nieodpowiedzialność. Jedno i drugie powinno być karane.
Na ulicach małych miast widać wielu łysych młodzieńców, którzy „przedłużają"
swoją męskość smyczą z agresywnym psem na końcu. Takie psy są sprzedawane bez
żadnej kontroli (przyszłych właścicieli). Na wsiach ludzie trzymają swoje
zwierzęta
(również krowy czy konie) na krótkich łańcuchach, często nie podając im wody.
Znam wsie, których mieszkańcy „wyhodowali" gatunek „bezwodnego psa", który żyje
na przekór prawom biologii. Jak? Nie wiadomo. Jednak nawet „pies bezwodny" może
się zdenerwować, gdy znudzone dziecko drażni się z nim, rzucając weń kota.
Dzieci bowiem (statystycznie są to przede wszystkim chłopcy) w przeciwieństwie
do psów kaleczą całkiem bezinteresownie. No ale gdzie chłopcy mają się uczyć
szacunku dla zwierząt? Nie nauczą się tego w kościele, nie nauczą się tego w
szkole.
Jedna i druga instytucja uczy bowiem wyłącznie szacunku dla życia ludzkiego, i
to poczętego. Nie nauczą się też tego, słuchając polityków PiS, którzy - jak
poseł Tołwiński w czasie czwartkowej debaty - twierdzą, że ustawa chroniąca
zwierzęta
stawia je ponad ludźmi, a to jest „niezgodne z prawem naturalnym", a więc jest
złe. To, że poseł Tołwiński w niezgodzie z prawem naturalnym jeździ windą i lata
samolotami, złe już nie jest.
W domu pies nader często jest traktowany jako miła przytulanka, a nie jako
istota mająca prawa i przedmiot naszej odpowiedzialności. Przytulanka znika, gdy
rodzice zabierają dzieci na wakacje.
Codziennie zjadamy kilogramy mięsa, nie myśląc o cierpieniach, jakim poddawane
są
zwierzęta
hodowlane. Mięso to przedmiot, który kupuje się w sklepie. Obrazy kaźni zwierząt
rzadko przewijają się przez media, więc świadomość ich istnienia jest niewielka.
Cóż zrobić? Człowiek musi jeść mięso - wzruszamy ramionami. Może musi, ale czy
musi jeść mięso zwierzęcia, które cierpiało? Nie można uniknąć zabijania, ale
można minimalizować cierpienie zwierząt, które są naszym pokarmem. Zwierzę nie
tylko czuje ból, ale i strach przed bólem, ma świadomość kaźni. Albert jg»
Schweitzer, pierwszy, który uznał prawa U^n zwierząt, twierdził, że musimy
zabijać, W ale przekonywał też-i poświęcił na to całe życie - byśmy wiedzieli,
że robimy źle, bo życiu (każdemu życiu!) należy się równy szacunek. Czy
konsumenci mięsa wiedzą, kim jest Albert Schweitzer? W
szkole
się tego nie dowiedzą, bo nie ma tam ani etyki, ani ekologii, ale jest za to
„nauka" o prawach naturalnych.
Największą miarą barbarzyństwa jest jednak myślistwo. Bo tu zabijanie dla
zabijania jest przedmiotem przyjemności i chwały. Zabija się w sposób
wyrafinowany, w czasie wolnym, radośnie kontemplując przyrodę. Zabija się w
pojedynkę, zbiorowo, często z nagonką. Potem obcina się „trofea", pije wódkę i
miesiącami opowiada znajomym o własnej dzielności. Obiekty mordu wystawia na
pokaz (w salonie, na zdjęciach). Nie znam większego współczesnego barbarzyństwa
usankcjonowanego prawnie i uważam, że ci, którym sprawia przyjemność zabijanie
dla zabijania, powinni się leczyć, choć nie wiem, czy barbarzyństwo jest
uleczalne. Może i powinno być jednak zakazane.
Zwierzęta
to nie rzeczy,
zwierzęta
czują, cierpią, pragną dobrostanu. Jak ludzie. I mają prawa. Nie tylko do
przypadkowej troski, ale także do życia i bezpieczeństwa. Bo
zwierzęta
to bracia (i siostry) wcale nie mniejsi i gorsi niż ludzie. Częściej więksi i
częściej lepsi. I nie wierzę - wbrew przeciwnikom ustawy - by dobry Bóg,
zapełniając Ziemię, mógł myśleć inaczej. *
Informacja o autorze| MAGDALENA ŚRODA, Profesorka Uniwersytetu
Warszawskiego,
etyczka, filozofka, publicystka