Hycel więcej wart niż piesMetro
(PL) |
20.10.2011 | Rubryka: wydarzenia | Strona: 6 | Autor:
Tomasz
Kurowski
Co czwarty pies i co trzeci kot w polskich schroniskach umiera. Nic
dziwnego, skoro za schwytanie bezdomnego zwierzaka gminy płacą hyclom nawet
2,5 tys. zł. A schroniskom za opiekę nad zwierzęciem – jednorazowo 1,5 tys.
zł Wok. 150 schroniskach w całym kraju przebywa – według szacunków Fundacji
Viva! Akcja dla zwierząt – prawie 100 tys. bezdomnych zwierzaków. Najwyższa
Izba Kontroli sprawdziła 21 placówek (między majem a grudniem ub.r.). Według
raportu, połowa schronisk jest przepełniona – tłoczy się w nich o 50 proc.
zwierząt więcej niż jest miejsc. A każdego dnia trafiają do nich kolejne
cztery. Upychane są w rozpadających się budynkach, mikroskopijnych boksach
bez wybiegów. W efekcie co czwarty pies i co trzeci kot w schroniskach
umiera.
Według NIK przyczyną są gminne programy zapobiegania bezdomności, które
ograniczają się do wyłapywania zwierząt. Potem zwierzę trafia do schroniska
i nie jest sprecyzowane, co dalej się z nim powinno stać. Brakuje
finansowania sterylizacji, adopcji, czipowania i elektronicznych rejestrów
zwierząt.
Gmina płaci i nie wymaga – To tylko wierzchołek góry lodowej – uważa Cezary
Wyszyński z fundacji Viva!. – Odławianie i upychanie wplacówkach jak
największej liczby zwierząt po prostu opłaca się właścicielom schronisk. Bo
samorządy, które podpisują z nimi umowy, nie wymagają wiele. Nie zobowiązują
schronisk do fotografowania, czipowania i prowadzenia rejestrów
przyjmowanych zwierząt. Powszechną jest praktyka, że więcej psów jest na
papierze, żeby schronisko dostało więcej pieniędzy z gminy. Jeśli opłata za
przyjęcie psa jest jednorazowa, to o zwierzaka się nie dba, pozwala mu się
np. uciec, zaginąć. Z kolei gdy gminy płacą dzienną stawkę za utrzymanie,
schronisku zależy, by zwierzak był w nim jak najdłużej i nie stara się
znaleźć mu nowego domu.
Ile samorządy dają na utrzymanie zwierzęcia w schronisku? Po Józefowie pod
Legionowem (koło
Warszawy)
dostawało jednorazowo 1500zł na psa. Czyli szokująco mało w porównaniu ze
stawkami, które podwarszawskie gminy płacą firmom rakarskim za złapanie
bezdomnego zwierzęcia i dostarczenie go do schroniska – prawie 2,5 tys. zł
za sztukę (w zeszłym roku tylko 1 tys. zł). Dlaczego tak dużo? – spytaliśmy
firmę Hart, która wyłapuje zwierzęta w ponad 40 gminach. – Cennik jest
tajemnicą handlową – uciął pracownik firmy, który nie chciał się
przedstawić. – To sprawa między nami a urzędem gminy. Takie sprawy załatwia
się w cztery oczy. Cena jest wynikiem obliczeń. Jakich? Nie chciał
powiedzieć.
Człowieku, sterylizuj!
Nowelizację ustawy o ochronie zwierząt podpisał tydzień temu prezydent
Bronisław Komorowski. Lecz zdaniem Wyszyńskiego nowe przepisy niewiele
zmienią. – Teraz gmina może przyjąć program walki z bezdomnością. Potem
będzie musiała. Ale nie ma w ustawie szczegółów, jak program ma wyglądać.
Można przyjąć, że gminy nadal będą tylko wyłapywać – ocenia. Również NIK
podkreśla, że ustawa nie nakazuje sterylizacji i czipowania – dwóch
najskuteczniejszych metod walki z bezdomnością zwierząt.
– Potrzeba też zmiany podejścia ludzi – mówi Bożenna Rajczak, dyrektorka
schroniska wJózefowie. Choć gmina Legionowo płaciła mu za sterylizację i
czipowanie, było tak przepełnione, że inspekcja weterynaryjna miesiąc temu
kazała je zamknąć (placówka odwołała się od decyzji i gwałtownie stara się
znaleźć domy dla swoich zwierząt). – Ludzie kupują psy i nie sterylizują
ich. Potem podrzucają wkartonach po 7-8szczeniaków. Trafiały do nas
zwierzęta czipowane, ale nie ma ogólnopolskiej bazy, w której można by
sprawdzić, kto jest właścicielem. Niekontrolowane rozmnażanie, branie psa
czy kota dla dzieci, a potem porzucanie ich w lasach – to główne przyczyny
przepełnionych schronisk – uważa Rajczak.
Schroniska pękają w szwach. Stłoczono w nich o połowę zwierząt więcej, niż
jest miejsc. Gminy na ogół nie finansują rejestracji zwierzaków w
placówkach, sterylizacji, czipowania czy akcji adopcyjnych