STRATA DOMU – TO KOSZMAR,
STRATA NOGI – TO PRZERAŹLIWY BÓL,
ALE STRATA CHĘCI DO ŻYCIA TO DRAMAT….
JEGO ŚWIAT JEST SZARY I SMUTNY – JEDYNA KOLOROWA RZECZ TO KOC NA, KTÓRYM RAZ W TYGODNIU MOŻE POLEŻEĆ……

Zaczęło się banalnie…

Którejś soboty dwie nasze koleżanki poprosiły nas o zajecie się wyjątkowo agresywnym, amstafem, który ich zdaniem bardzo potrzebował wolontariusza. Oczywiście wyraziliśmy zgodę, lecz nie mogliśmy zrobić tego od razu z powodu braku czasu i wielu podopiecznych, którym przecież nie mogliśmy odmówić spacerów, do których już ich przyzwyczailiśmy.

Upłynęło kilka tygodni a nam ciągle brakowało czasu na opiekę nad Dolarem, choć nieustannie myśleliśmy o nim… Którejś wrześniowej niedzieli wsiedliśmy o 11.00 do samochodu i pojechaliśmy na Paluch, aby wyjść i poznać właśnie Dolara.

Ta niedziela była tylko dla niego!!!

Niestety okazało się to bardzo trudne –pies skakał na kraty, rzucał się i szczerzył zęby groźnie warcząc. Nie zniechęciliśmy się. Zaopatrzeni w torbę parowek powolutku przekonywaliśmy go do siebie. Spędziliśmy 1/2h przy kracie  i w końcu odważyliśmy się wejść do boksu i zapiąć go na smycz.

Jakież było nasze zaskoczenie gdy po wejściu na jego teren pies zaczął uciekać, bał się i kulił. Z wyjściem też był olbrzymi problem – mimo otwartej kraty nie chciał wyjść. Droga z boksu upłynęła mu na reku u Przemka. Za murami schroniska pies stanął jak wryty i stał. Znów w ruch poszły parowki i tak robiliśmy pierwsze kroki.

Spędziliśmy  z Dolarem 3 godziny. Dwie z nich przespał wtulony w nasze kolana. Z reguły psy które wychodzą z boksu biegają, skaczą …wąchają wszystko a on leżał  i tulił się - w jego oczach widzieliśmy smutek i rozczarowanie, tak jakby nie czekał już na nic, był tak zrezygnowany.

Wróciliśmy do boksu … i tak już od paru miesięcy co sobotę powtarzamy ten rytuał. Niestety w sobotę nie mamy już dla niego 3 godzin, nasz spacer ogranicza się do drogi do samochodu, potem są kanapki, parowki i Dolar wskakuje na swój kocyk do samochodu i tam zawija się w kłębek i usypia. Tak wygląda jego spacer. Na koniec dnia ok. 16.00 zanosimy Dolara do jego boksu – nam pęka serce a on jest  taki smutny…

Jaki jest Dolar … dla nas jest wyjątkowy. Los skrzywdził go tak bardzo!

Z informacji jakie otrzymaliśmy wiemy ze do schroniska trafił z wypadku. Nie ma tylniej łapy, jego głowa jest cała pokancerowana, skóra na pyszczku jest w strupach – wygląda koszmarnie …. Do tego ten smutek …. przez te parę miesięcy nawet nie zamerdał ogonem … na nasz widok podbiega do kraty, widać ze czeka  a potem …. znowu ta rezygnacja w jego oczach. Do dnia dzisiejszego nie załatwił się poza boksem. Inne psy ignoruje. Do ludzi łagodny i chętnie podstawia łepek do głaskania, tak bardzo potrzebuje dotyku ludzkich rąk …. zachowuje się jak autystyczne dziecko aby przetrwać zamknął się w swoim świecie. Jak wyciągnąć go z tego przygnębienia, jak dać radość życia, jak poszukać  domu i ludzi którzy będą potrafili zająć się tak doświadczonym przez los psem…Tak bardzo chcielibyśmy mu pomóc … co zrobić by dostrzec radość w tych smutnych oczach? Popatrzcie sami, co widzimy w każdą sobotę :-(

Kontakt - Olejniczak Izabela i Przemysław (600-270-783, i.p_olejniczak@wp.pl)