Gutek z Palucha

11 kwietnia 2009 r.

Miał wolę życia. Jadł i pił i nawet cieszył się z kontaktu z człowiekiem...

Umarł, zanim zdążyłam przyjechać go pożegnać...
Żegnaj Gutku, mamy nadzieję, że już jest Ci lepiej i Tam wynagrodzą Ci wszystkie krzywdy i cierpienie.

Jego ciało było wypełnione śrutem, miał liczne złamania po urazach prawdopodobnie zadanych przez człowieka i do tego ten okropny nowotwór skóry...     
Tak bardzo chcieliśmy pomóc, tak bardzo...

 

  

********************************************************************

Znalazłam go wracając z pracy do domu, 2 kwietnia 2009 r., w Warszawie, przy Puławskiej. Podobno błąkał się już jakiś czas...
Zabrałam go do samochodu i zawiozłam na Paluch. Była godzina 21.00 i niedługo miał przyjść lekarz.
Jest cały pokryty gulami, może po kleszczach, a może to jakaś choroba...
Apatyczny, spokojny, wyciszony, zrezygnowany, wychudzony...
To młody, nieduży psiak.
Czy uda mu się... ?
Trzymajmy kciuki.
Kontakt - 503 069 502