Mikrus z Palucha - 3040/08

22 lipca 2010 r.

Mikrus nie żyje.

Jego historia jest tragiczna jak wiele innych w schronisku na Paluchu. Dobitnie świadczy o tym, że mogło być inaczej, ale zła organizacja schroniska generuje psie tragedie. Tu, gdzie powinno się je chronić i otaczać opieką doprowadza sie do kolejnych nieszczęść i cierpienia.
Zobaczyłam go w przepełnionej klatce za geriatrium dwa lata temu. Śliczny, młody, przemiły utknął na "końcu świata" gdzie szanse na adopcję są prawie zerowe.
Poprosiłam o przeniesienie do transporterka, gdzie był jakiś czas, a potem na moją prośbę trafił do budy. Znowu, w części mało eksponowanej, ale blisko biura, gdzie miał "okno na świat" i spacery.
Wkrótce odezwała sie osoba, która wcześniej adoptowała mojego ulubieńca Minorka. Pragnęła pomóc Mikrusowi. Przyjechała gdy mnie nie było i uzyskała informację w biurze adopcji, że Mikrus jest agresywny. Musiała zrezygnować...
Mirkus nie był agresywny ani do ludzi, ani do zwierząt. To psia przytulanka.
Ta oczywista nieprawda, to wydarzenie zadecydowało o przyszłym losie psa.
W ten sposób traci swoja szansę, a czasami życie wiele psów na Paluchu.
Niedługo po tym Mikrus został adoptowany. Tu jednak wydarzyła się tragedia - pożar mieszkania i pies uciekł w popłochu... Znalazł się na Paluchu, prawdopodobnie po wypadku. Trafił do szpitala.
Gdy właścicielka Minorka ponowiła prośbę o pozwolenie adopcji odmówiono...
W szpitalu, w koszmarnych warunkach, bez kontaktu ze światem, ludźmi, swoim wolontariuszem tkwił w maleńkiej klateczce bez spacerów, załatwiając tu swoje potrzeby fizjologiczne co dla niego było prawdziwym koszmarem. To czysty, domowy piesek.
Koszmarny szpital na Paluchu. Tu chore zwierzaki nie mają praw.
Po kilku miesiącach Mikrusa przeniesiono do klatki w rejonie 13 - do licznej klatki. Wyprowadzenie go na spacer stąd było niezwykle trudne, ale pomimo tego zaczął wychodzić na spacery.
Dziś, 25 lipca, miał zostać adoptowany. Dziś miał byc jego wielki dzień.

Żegnaj Mikrusku, niech ci tam będzie lepiej za Tęczowym Mostem.

*********************************************************

Ten mały piesek przebywa w klatce za geriatrium gdzie nikt nie dociera. Nie ma wiec szans na adopcję i zainteresowanie Gości schroiska. Ostatnio wyszedł na swój pierwszy spacer i jest szansa, dzięki nowej Wolontariuszce, że będzie wychodził na spacery częściej.

Piesek jest uroczy, czego niestety te zdjęcia nie oddają. Jest miniaturką rottweilera a wielkością przypomina jamnika.

Kontakt - 503 069 502