15 lutego 2009 r.

Witam :)

Ponad rok temu, dokładnie 10 listopada pojechałam na Paluch po nowego czworonoga. Nie szukałam jakiegoś szczególnego wyglądu, po prostu małej suni,za to miała być wesoła, żywa, wścibska, chętna do zabawy...
Długo krążyłam między boksami szukając czegoś dla siebie. Po kilku godzinach zniechęcona (trudno sobie to wyobrazić, ale... nie było małych suczek, poza jedną, której wydania mi odmówiono!!!) i nieco zniesmaczona brakiem możliwości uzyskania jakiejkolwiek informacji od pracowników schroniska, stwierdziłam, że przeglądanie tych samych boksów po raz kolejny nie ma sensu i skierowałam się do wyjścia.
Tam spotkałam znajomą, która okazała się być wolontariuszką. To ona powiedziała mi o może nie najmniejszej, ale niewielkiej suni i do niej zaprowadziła... Włos mi się zjeżył. Sunia siedziała zobojętniała ze strachu, widać było, że niedawno urodziła... Poprosiłam, żebym mogła z nią wyjść na spacer. Sunia ze strachu nie chciała zrobić kroku, wciskając się wręcz w chodnik. Wzięta na ręce drżała, jakby było 30 stopni mrozu. I chyba pierwszy raz w życiu widziałam, jak pies za wszelką cenę chce wrócić do schroniska... Jeszcze na domiar złego brzydka jak noc listopadowa, choć to akurat najmniej ważne... Nie, stwierdziłam, to nie dla mnie, postanawiając  odprowadzić ją z powrotem. Pracownik poinformowany, że jednak się nie decyduję dłuuugo kazał nam na siebie czekać... I ta kupka nieszczęścia i strachu spojrzała na mnie... Popatrzyła mi prosto w oczy, tak... po psiemu... I tak została GAFI.

Początki były trudne. Sunia nie miała ochoty na nic, najchętniej nie wychodziłaby ze swojej domowej budy, bała się własnego cienia. Do tego po kilku dniach doszły kłopoty zdrowotne, potrzebna była operacja.
I tu z przykrością muszę napisać - mimo próśb, tłumaczenia, że chodzi o zdrowie psa, że sprawa jest pilna i poważna - nie udało mi się uzyskać od pracowników schroniska ŻADNYCH informacji! Nawet tego, kiedy trafiła do schroniska, kiedy urodziła (podobno w schronisku, taką informację uzyskałam przy adopcji), kiedy odstawiono szczenięta...
Musieliśmy z lekarzem ryzykować, ale na szczęście się udało. Sunia zaczęła przekonywać się do świata. Dziś jest wesołą, pełną energii sunią, uwielbiającą pieszczoty zabawę, szkolenie, psy, ludzi... No i PARÓWY :) Jest gdzieś w niej cień przeszłości, ale bardzo szybko przechodzi "do nowej wersji". Trenujemy sobie obi i agi. Z powodzeniem :) Nawet wyładniała trochę! ;)

Podczas jednego ze spacerów po Polach Mokotowskich spotkałam pewnego miłego pana, Waszego wolontariusza. Poprosił mnie o opisanie historii Gafi. Oto ona :)

A Wam, drogi Zespole, życzę więcej informacji o zadowoleniu z adoptowanych zwierzaków!

Dziękujemy serdecznie i życzymy wszystkiego najlepszego !!!