Bora i jej Pani pozdrawiają.

Czyli bomba z opóźnionym zapłonem w relacji pracownika Palucha...
Nie wierzcie ślepo pracownikom schroniska. Bora jest najlepszym tego przykładem.

30 stycznia 2009 r.

Kochani!
Codziennie zaglądam na waszą stronkę i niezmiennie od kilku lat kibicuję wolontariatowi na Paluchu....przez jakiś czas pomagałam w spacerach i dobrze wiem, że jest to ogromna praca, wymagająca niezwykłego samozaparcia i cierpliwości w zmaganiu się z pracownikami schroniska, pogodą, bólem i nieszczęściem psiaków... cztery lata temu zabrałam z Palucha rottweilerkę. Borka ma już ponad pięć lat, ale nadal bryka jak szczęśliwy szczeniak, codziennie musi się znaleźć czas na piłeczkę, drapanko, przytulanko i klepanko po wielgachnym ciałku z jeszcze większym serduchem.
Jest cudownym, energicznym psiakiem, pełnym łobuzerskiego uroku, wspaniałą towarzyszką na działce. Wpycha się  na łóżko razem z jamniczką (jamniczka oczywiście pod kocyk) kiedy czytam książkę... We dwie tworzą front przeciw naszym dwóm kotkom :-)
Nie mogłabym wymarzyć sobie lepszego psiaka,
ogromnie dziękuję za wskazanie mi w październiku 2004 roku tej małej kupki nieszczęścia, stojącej w błocie, zniechęcającej odwiedzających schronisko gardłowym warczeniem....
W zeszłym roku nasza dziewięcioletnia jamniczka miała operację usuwania nowotworu i Borka bezustannie starała się położyć jak najbliżej...
ja nie widzę w niej w żaden sposób  groźnego monstrum, mordercy, bomby z opóźnionym zapłonem, jak sugerował mi pracownik schroniska,
kiedy się na nią zdecydowałam.
Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich wolontariuszy i życzę powodzenia w tej bardzo trudnej działalności. D.