Czika w nowym domu
Serdecznie dziękujemy za relacje i ciepłe słowa - tak bardzo ich potrzebujemy w
ciężkich chwilach...
Życzymy wszystkiego najlepszego!!!
*************************************************************
7 marca 2009 r.
Witam
Jakoś mnie tak dzisiaj naszło, żeby napisać do Pani. Codziennie odwiedzam Pani
stronę i... chciałam Pani bardzo podziękować za wkład i zaangażowanie dla tych
biednych psiaków. Napewno słyszy to Pani nie raz ale patrząc na zachowanie
pracowników schroniska, Pani dobre serce się wśród nich wyróżnia. Dzięki Pani
stronie zdecydowaliśmy się na adopcję psa ze schroniska, dzięki Pani stronie
mamy miejsce, w którym możemy się podzielić naszymi małymi radościami i smutkami
związanymi z pieskiem. Do tego bezinteresowność, z którą Pani prowadzi tą stronę
jest rzadko spotykana. Jeszcze raz dziekuję i pozdrawiam.
Dorota
PS. Czika oczywiście też pozdrawia :)

*******************************************************************
4 marca 2009 r.
Witam ponownie
Obiecałam napisać o stanie zdrowia i ducha Cziki, więc piszę.
Czikę zaadoptowaliśmy 8 lutego, w schronisku miała numer 110/09. 17 lutego pojechalismy z nią na sterylizację. Bała się wejść na teren schroniska, zapewne myślała, ze chcemy ja oddać. Zostawiliśmy ją w lecznicy i przyjechaliśmy odebrać ją po 2 godzinach. Zastaliśmy sunię nieprzytomną, jeszcze się nie wybudziła z narkozy. Miała wygolony łepek, kołnierz na szyi i zabandażowane dwie tylne łapki. Z początku się przeraziliśmy tym widokiem, lecz okazało się, że weterynarz wykonał inny zabieg niż ten przewidziany, gdyż okazało się, że piesek już był wysterylizowany. Weterynarz sprawdził to dopiero po podaniu narkozy.
Czika miała na łepku guzek, którego weterynarz usunął podejrzewając raka. Natomiast na tylnych łapkach Czikunia miała dodatkowe, tzw wilcze pazurki, które lekarz postanowił usunąć. Swoją decyzję określił słowami: "skoro już pies był pod narkozą to wyciąłem co się dało". Sunia prawdopodobnie dostała za mocną narkozę, gdyż wybudziła się dopiero 2 godziny po odebraniu jej z lecznicy. I tu dopiero zaczęła się droga przez mękę...
Ranka na głowie ładnie się goiła, gorzej z łapkami. Z racji na złą pogodę Czika miała ciągle mokre opatrunki. Przy pierwszej wizycie kontrolnej lekarz zmienil jej opatrunek, uspokoil nas, ze wszystko ladnie sie goi, podal antybiotyk i odeslal do domu. Na kolejnej wizycie juz nawet nie obejrzał łapek, pomimo iż go poinformowalismy o opuchnięciu i zaczerwienieniu łapek (wiem to, bo musialam zmieniac jej opatrunki).
Wreszcie nastal wielki dzien i pojechalismy na zdjecie szwów. Niestety na lekarza musielismy czekac ponad godzinę... Prawdopodobnie czekalibysmy dluzej, gdyby nie interwencja pani Dyrektor, ktora zadzwoniła po lekarza. Obsłużyła nas młoda Pani, która zdjęła szwy Czikuni. I to mial byc koniec męki, ale niestety do konca bylo jeszcze daleko. Szwy zostaly suni zdjęte bardzo niedokladnie. Jeszcze w drodze powrotnej w tramwaju zdejmowalam Czice reszte szwow z łepka, a 2 dni pozniej podczas zmiany opatrunku na łapkach zorientowalam się, że i tam zostaly conajmniej 2 szwy, które musiałam usunąć sama. Jakby tego było mało, rany na łapkach się nie zagoiły. Wręcz przeciwnie. Na łapkach były 2 otwarte rany, przez które było widać kostki. Nawet nie chcę mysleć, jak musiało ja to boleć.
Teraz sytuacja się poprawiła. Z racji na poprawę pogody Czika nie musi nosić opatrunków i ranki oddychają. Do tego pozwalamy jej lizać te łapki, dzięki temu nie krwawią (a pani doktor zalecila zalozyc jej kaganiec aby ich nie ruszała...)
Teraz mam pytanie... Dlaczego weterynarz przed podaniem narkozy nie sprawdził, czy pies jest wysterylizowany? Dlaczego wiedząc z doświadczenia iż taka pogoda nie sprzyja gojeniu się ran, zdecydował się na zabieg obcięcia palców? I czy miał do tego prawo nie informując nas o tym zabiegu i nie pytając o zdanie? Dlaczego wogóle postanowił przeprowadzić taki zabieg, skoro te palce ani nie były dla Cziki zagrożeniem życia ani jej nie przeszkadzały? Aż w końcu - kto jest odpowiedzialny za niepotrzebny ból, który ten pies przeszedł?
Chciałam ostrzec wszystkich, że jednak lekarzom z Palucha trzeba patrzeć na ręce...
Pozdrawiamy.
Dorota i Mirek.
**************************************************************************
13 lutego 2009 r.
Witam
Zgodnie z obietnicą
przesyłam nowe zdjęcie Cziki. Poprawił się jej humorek i przybrała trochę na
wadze. We wtorek jedziemy do schroniska na zabieg sterylizacji, mam nadzieję, że
ten widok nie obudzi w niej przykrych wspomnień z pobytu tam... Na razie
wszystko idzie ku dobremu...
Pozdrawiamy wszystkich wolontariuszy i opiekunów ze schroniska a także
przesyłamy pozdrowionka od Cziki dla wszystkich zwierzaków na Paluchu.
Dorota, Mirek i Czika :)
Dziękujemy i pozdrawiamy bardzo serdecznie !!!

*****************************************************************
9 lutego 2009 r.
Pozdrowienia od Cziki
Wczoraj, tj w niedziele
odwiedzilam schronisko razem z narzeczonym. Szukalismy przyjaciela, ktoremu
moglibysmy zapewnic dach nad glowa i duzo milosci. I odnalezlismy. Sunia o
numerze 110/09 stała w klatce przy biurze, taka smutna, zgaszona... Gdy tylko
opiekun ją wyprowadzil z klatki od razu odżyła. Spojrzała nam w oczy i moglismy
w nich przeczytać - zabierzcie mnie stąd...
Tak też zrobiliśmy. Sunia dostała imię Czika. Jest chudziutka ale powoli nabiera
apetytu. Jest spragniona uczucia, uwagi i pieszczot, lecz jest nieufna. Powoli
sie do nas przekonuje i każdą pieszczotę odwzajemnia wdzięcznym spojrzeniem.
Lepszego przyjaciela nie mogliśmy sobie wymarzyć.
Czika w schronisku była miesiąc ale to o miesiąc za długo...
Serdecznie pozdrawiamy i kiedy zrobimy suni nowe zdjęcia to napewno wyślemy
(zwłaszcza jak się rozkłada w fotelku :)
Dorota i Mirek
Kochana Dorotko i Mirku - dziękujemy i serdecznie pozdrawiamy.
Wszystkiego najlepszego !!!
