Dziewczyna Azora, czyli Fredzia Szczęściara
Wszystko zaczęło się od miłosnej nocy.
Styczeń, zadymka, wczesny zmierzch – do schroniska trafia zabiedzona ruda suczka podobna do lisa. Walczy, przegryza smycz i ucieka. Chroni się u Azora w budzie i złączone wspólnym losem psy śpią przytulone do siebie przez całą noc. Dla niej to był pierwszy uśmiech losu.
Na drugi uśmiech losu nie trzeba było długo czekać:
Dzień później przyjechałam do schroniska odwiedzić Azora. Pani dyrektor była wyraźnie wzruszona, kiedy powiedziała do mnie: „Azor przygarnął na noc dziewczynę!”. Od razu postanowiłam, że się tą „dziewczyną” zajmę. Najpierw ją odszukałam w boksie: była bardzo podobna do mojej własnej suczki, którą Azor uwielbiał w czasach, gdy jeszcze prowadził wolne życie na osiedlu. Kto wie, może właśnie dlatego przygarnął tę rudą sunię, z tęsknoty za tamtą, którą utracił?
Oswajanie Fredzi (to imię wybrały dla niej później moje wnuczki) szło powoli. Najpierw długo z nią rozmawiałam, a ona patrzyła na mnie tak mądrze swymi bursztynowymi oczami. Wkrótce witała mnie z szaleńczą radością, w ogóle była bardzo spontaniczna i pełna entuzjazmu. I jak tu rozładować taką energię, kipiącą radość życia – gdy przyjeżdża się do psa raz w tygodniu i można mu poświęcić najwyżej godzinę? A jednak, nawet tak mało jest tak wiele.
Kiedy przeszła do pawilonu pani Zuzi, mogła już wychodzić na spacery – los uśmiechnął się do Fredzi po raz trzeci. Nie zwlekałam, chociaż ryzyko było duże: Fredzia była dzika i mogła uciec. I zaraz na pierwszym spacerze, tuż za bramą, przegryzła smycz! Mimo przerażenia, podziwiałam ją: taka zaradna i odważna! Na szczęście podbiegła do pani Zuzi, którą już zdążyła pokochać. W ogóle Fredzia miała w sobie wielkie zapasy miłości – wyglądało na to, że za nikim nie tęskniła, ale bardzo chciała kogoś kochać. Obdarowywała więc szczodrze uczuciem i mnie, i Zuzię. Na następny spacer wyprowadziłam ją przezornie na łańcuchu, kolejne – to już była tylko wielka radość dla nas obu.
Cały czas myślałam o przygotowaniu Fredzi do adopcji. Przyszła wiosna – Fredzia została wysterylizowana. Potem rozpoczęłam starania o umieszczenie jej zdjęcia w Kąciku Adopcyjnym schroniska. Tymczasem miała chore łapki - w wiecznie mokrych (wiosna była deszczowa) boksach łatwo było o infekcję. Wystąpiłam o jej przeniesienie z klatki do budy. Pani dyrektor często działa błyskawicznie. Buda? Kiepska, co prawda, ale jest. Miejsce? Koło budy Azora. Czwarty uśmiech losu! Wielka była radość psów, kiedy odnalazły się po tak długiej rozłące. To było niezwykłe powitanie! A jednak... mimo że Azor i Fredzia wydawały się szczęśliwe – łańcuchy były na tyle długie, że pozwalały im na karesy – wiedziałam, że jedyną szansą dla młodziutkiej Fredzi jest adopcja.
Tym razem los uśmiechnął się do niej szczególnie. Pewnego lipcowego dnia przyjechały do schroniska dwie miłe panie – matka i córka. Po Fredzię, której zdjęcie znalazły w internecie.
Fredzia pojechała do domu z ogrodem, by wreszcie być szczęśliwym psem. Lubię oglądać zdjęcia Fredzi w jej nowym domu - chciałoby się powiedzieć: „Tej to dobrze!”.
Tylko Azor przez jakiś czas był smutny i tęsknił za swoją dziewczyną.
Anna Mencwel
Fredzia pozdrawia - lipiec'2009
"Fredzia zadomowiła się już u nas na dobre. Nie ma juz problemu z biegunką. Bardzo chętnie je ryż z mięsem, nie przepada jednak za psim jedzeniem z puszki. Wszyscy nasi sąsiedzi maja pieski, więc Fredka ma wielu narzeczonych. Kiedy wychodzimy na spacer, musi się przywitać z każdym dopiero potem możemy iść dalej. Wieczorami razem biegamy :-) Jest bardzo pogodna, kiedy wracamy do domu jej radość jest niedopisania! Nie jest już taka lękliwa. Gdy ją zabieraliśmy ze schroniska, nie chciała wejść do samochodu - a teraz się sama "pcha". Jest bardzo czujna, szczeka na obcych i obgryza co popadnie :-) Jednym słowem jest naprawdę kochana :-) "





***********************************************************************
Buda Azora...
