Pozdrowienia od MELI (numer 3276/08)

Wylądowałam w schronisku 7 grudnia. Po kwarantannie trafiłam do klatki, którą dzieliłam z moimi współtowarzyszami niedoli czarnym kudłatkiem i małym, szczekającym dominatorem. Było mi tak bardzo źle. Nie miałam wolnotariusza, nikt się mną na stałe nie opiekował. Przychodziła tylko taka jedna Pani i brała mnie i czarnego na spacer. Niestety bardzo bardzo rzadko :(
Zrobili mi operację i byłam juz gotowa do adopcji. Niestety nikt mnie nie chcial. Stałam przy kratach i prosiłam. Krzyczalam, ale nikt mnie nie słyszał.



23 marca to mój najszczęśliwszy dzień w moim krótkim życiu!
Zobaczyłam ich jak przechodzili koło mojej klatki. Podbiegłam do kraty i krzyczałam, żeby mnie zauważyli. Woda w klatce sięgała bardzo wysoko, było mi zimno w łapki, nie zwracałam na to uwagi. Krzyczałam najgłośniej jak potrafiłam. Udało sie. Podeszli, ale mówili coś, że nie wiedzą kto ja jestem, czemu nie ma kartki z informacja o mnie...
Odeszli...
:( Serce mi pękało - znowu nikt mnie nie chce. Szary szczekacz nakrzyczał na mnie i schowałam się. Po jakimś czasie znowu ich usłyszałam. Przyszli z ta Panią, która wychodziła ze mna na spacery. Zawołali mnie a ja grzecznie podeszłam.  Chciali zobaczyc mój numer, stanełam grzecznie i bez problemu dałam się spisać. Pomyślałam: musze byc grzeczna, czuje, że oni dadzą mi dom!
Wróclili po chwili z jakąs kartką. Kraty się otworzyły i ktoś złapał mnie na smycz. Tak bardzo chciałam juz biec do domku! Poszliśmy na spacer, ale za chwile trafilismy do biura. Rozmawiali na mój temat, a ja juz wiedziałam:
tak! mam dom! Hura!
Podeszli ze mna do jakiegoś dziwnego "czegoś". Nie wiedziałam co to, trochę sie bałam. Ale po krótkim czasie Mój Pan wział mnie na ręce i tam wsadził. To samochód, teraz juz wiem.
Pojechaliśmy do domu. Dostałam jeść - było znakomite! Dostałam swoje miejsce. Jest tylko moje! Wskakuje też na kanapę, by być jak najbliżej moich Przyjaciół - tak bardzo jestem im wdzięczna!
Dostałam swoje własne imię! Nazywają mnie MELA.
Bardzo mi się to podoba, dotychczas byłam tylko numerem...
Mam małe problemy z załatwianiem się. Myślałam, że robi się to w każdym miejscu, tak jak w schronisku. Ale okazuje się, że nie! Uczę się wszystkiego od nowa, to też niedługo opanuję. Poznałam schody, telewizor, balkon, ciepłe pomieszczenia w MOIM WŁASNYM domu. Wszystko jest takie fajne, ciekawe. Na spacerach szaleję, bo energia, która daje mi moje szczęście roznosi mnie! Kocham ich całym sercem i będę do końca życia wdzięczna za dom, który mi dali.

Życzę Wam, moi bracia i siostry, żebyście również trafili do takich wspaniałych domów. trzymam za Was kciuki i serdecznie pozdrawiam.

Z nowego, kochanego domu - MELA