Szanowna Pani
Wanda Dejnarowicz
Dyrektor Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt
ul. Paluch 2
02-197 Warszawa
Szanowna Pani
Hanna Gronkiewicz-Waltz
Prezydent m st. Warszawy
Plac Bankowy 3
00-142 Warszawa
Sprawa dla większości społeczeństwa będzie z pewnością nieistotna, gdyż odszedł tylko kolejny pies. Jednak odszedł, ponieważ nikomu nie chciało sie pochylić nad jego losem.
Sprawa dotyczy psa z Palucha, o numerze 296/09. Dla mnie, dotyczy mojej ukochanej Dianki, która odeszła po 8 dniach od adopcji ze schroniska "Na Paluchu". Nie musiało tak być, a wystarczyło tylko trochę dobrej woli.
Diana pierwszy raz trafiła na "Paluch" w październiku 2006 roku. Trafiła jako pies z problemami neurologicznymi. Była adoptowana kilkakrotnie i w końcu miała znaleźć swój ukochany dom 2 lata temu, w styczniu 2007 r.
Wydana została przez schronisko jako pies specjalnej troski, ale nikt, przez te 2 lata, nie sprawdził tej adopcji !!!
Trafiła znów na Paluch jako wyrzucony pies w dniu 28 stycznia 2009 r. Miała czip więc wiadomo było kto jest właścicielem, wiadomo było też, że pies jest psem przewlekle chorym. Gdyby nie mój upór pewnie nigdy by do mnie nie trafiła. Kiedy zadzwoniłam pierwszy raz w sprawie adopcji usłyszałam od pracownika schroniska o nazwisku Maj, że on nie wie, żebym mu głowy nie zawracała, ze pies ma niejasną sytuację prawną itd". Arogancja i brak wiedzy na temat psa spowodował mój telefon do Dyrektora. schroniska. I cóż, nagle okazało sie, że można wydać psa, że sprawy z poprzednim właścicielem da się szybko uregulować.
Zabrałam Diankę w niedziele 22 lutego
br. Diana była w bardzo złym stanie, lekarz wypisujący psa dał mi wyniki
badań sprzed 2 lat !!!!.
Przez 3 tygodnie pobytu w schronisku nie zrobiono NIC !!!! Pomimo, że
wiedziano po numerze czip co to za pies i jakie ma problemy zdrowotne.
Pytam dlaczego??? Dlaczego nikt nie leczył i nie diagnozował tego psa???
Schronisko utrzymuje sie z pieniędzy podatników, wiec chyba mam prawo zapytać dlaczego nikt nie podjął leczenia tego psa ???
Diana odeszła wczoraj, odeszła, ponieważ dla ludzi, pod których opiekę trafiła była tylko numerem 296/09.
Sprawa Diany nie jest odosobnionym
przypadkiem w schronisku Na Paluchu.
Portera adoptowałam ze schroniska " Na Paluchu" latem 2007 roku. To był
starszy, schorowany pies ..... schronisko go leczyło..... W sierpniu, po
adopcji, miał jeszcze szwy po zabiegu, który lekarze w schronisku wykonali mu w
maju !!!.Trzeba było zrobić mu kolejny zabieg żeby je usunąć, gdyż schronisko
tego nie dopilnowało. Dla schroniska nie był Porterem, psem który czuje, ale
kolejnym NUMEREM.
Agnieszka Pawlicka