Pożegnania
Nasze pieski, które przekroczyły Tęczowy Most...

25 stycznia 2010

25 stycznia był dla mnie najokropniejszym dniem w zyciu. Gibona i Maleńkiej... Nie szukaja juz domow, znalezli go na łąkach TM.


 

10 stycznia 2010 r
Maly  piesek Mikus nr.2307/09 zostal zagryziony przez kolegów z klatki 6 stycznia br.  W schronisku był od września,4 miesiace, niby nie długo, ale......
 Najpierw stracił ogon, teraz - zycie.
        Ładny mlody piesek.
        Chcial byc kochany.
        Chekal na swojego czlowieka.
        Chcial do domu.......
Schronisko to bardzo niebezpiecznie miejsce. Szczegolnie zima.
Malo tego ze klatki sa przepelnione, to jeszcze do tego dochodza chlod i glod.
PSY BARDZO GLODNE. Karmienia 1 raz rano nie wystarczy, tym bardziej tej suchej karmy,   ktorej  one nawet glodne nie chca jesc. A jak pies glodny, to jest zly. Dlatego nawet w niby spokojnych klatkach dochodzi do pogryzienia.
 Zegnaj maly Mikusiu [*]
 
20 grudnia 2009 18:09

Topik pojechał do domu w Poznaniu, chociaż zastępca dyrektora schroniska robił wszystko aby do tej adopcji nie dopuścić. Nawet wezwał policję... Jego Pani musiała pokonać 2 razy 600 km aby go zabrać do domu - i pokonała.

Topik miał cudowne życie i bezgraniczną miłość swojej Pani - przez całe 4 lata.
Dwa tygodnie temu zaczął troszkę kuleć i pomimo, że czuł się świetnie jego Pani zabrała go do lekarza.
Umarł w strasznych męczarniach po tym, gdy lekarz podał mu lek mający go uzdrowić.

Dziękujemy Pani Hani za przygarnięcie Topika , za raj jaki mu stworzyła i za miłość.
Pani Haniu, proszę już nie płakać. Jemu jest lepiej tam, za Tęczowym Mostem.
Tam z pewnością nie spotka tzłych ludzi...

Żegnaj nasz Topiku.

Oto co napisała jego Pani, gdy odszedł:

"Dla mnie w tym roku  Święta nie będą już tymi świętami jak kiedyś.Straciłam swojego najukochańszego psa jakiego miałam w swoim życiu.Wspaniałego przyjaciela który nie odstępował mnie na krok.Miną już tydzień jak go pochowaliśmy a ja nie mogę się z tym pogodzić. Rozpacz ogromna z którą nie mogę sobie poradzić.

Pani Elu jedyne co jeszcze mogę zrobić to bardzo Pani podziękować za tak wspaniałego psa.
 Przesyłam link dotyczący Topika, gdzie miałam nadzieję że ktoś mi podpowie jak go  ratować.
11 grudnia 2009 r.

"Misia była starszą sunią, mimo to bardzo cieszyła sie na spacery i myśł o nowych zapachach poza schroniskiem. W klatce paluchowej spedziła ponad 3 lata, z czego dopiero ostatnie miesiące jej zycia znów urozmaiciły - spacer i dotyk ludzkiej reki. Jest mi bardzo smutno, ze odeszła, nie doczekała kolejnego spaceru, do którego zabrakło jej jednego dnia...." 

11 grudnia 2009 r.

"28 listopada w nocy odeszła nasza ulubienica Milka 1662/09... Serca nam pęka, że po raz kolejny nie udało nam się pomóc...

10 listopada 2009 r.

Mój Karusek zmarł w poniedziałek 9 listopada o 17.  To tak bardzo boli, tak potwornie boli.....

Trudno jest mi się zabrać do pisania. Łzy płyną strugą. Trudno mi je powstrzymać.
Nasz kochany Karo (2816/06) zmarł w poniedziałek 9 listopada o 17.
Przez dwa i pół dnia żyliśmy nadzieją.
W sobotę zobaczyliśmy, że Karo nie wychodzi z budy. To do niego niepodobne! Zawsze na nasz widok nieomal wychodził ze skóry z radości, oczy błyszczały figlarnie. Ale nie w tę sobotę. W tę sobotę miał pianę na pyszczku i spuchnięty brzuszek. Natychmiast został zaprowadzony do szpitala i natychmiast zaczęto go ratować. Przeszedł bardzo trudną i ciężką operację. Usunięto mu śledzionę.

29 października 2009 r.

Odszedłeś od nas po niemal dwóch latach życia w schronisku. Był piękny wrześniowy dzień, ciepła noc – znaleziono cię martwego przed budą, bo już nie miałeś siły, żeby w niej się schronić. Kiedy  zapłakałam, pomyślałam sobie, że i tak jesteś szczęściarzem -  ktoś po tobie płacze. Śmierć miałeś lekką, a dwa dni  wcześniej byłeś ze mną na spacerze, choć już tak trudno było ci iść.
".........."
Gościu, będąc na Paluchu, zajrzyj za pawilon kwarantanny: tam pod wysokimi topolami stoi wielka  biała buda z zatartym nieco napisem „Azor z Wyspowej”. Zatrzymaj się w biegu: Azor prosi o chwilę zadumy.  A w budzie jest pies, który potrzebuje twojego wsparcia.
 Anna Mencwel
 wolontariuszka

7 września 2009 r.

Był z nami 7 lat i dał nam wspaniałe chwile wspólnych radości i smutków.
Już nigdy nic nie będzie takie jak było....

31 sierpnia 2009 r.

Żegnaj Lufo, znowu nam się nie udało... tak bardzo chcieliśmy... niech Ci tam będzie lepiej...

"Z przykrością informuję Panią, iż moja najukochańsza Lufcia (522/08) nie żyje. Stało się to w 28 sierpnia, czyli w piątek. Jest to moja osobista tragedia i nie mogę się z tym pogodzić, ponieważ w ten piątek miałam ją adoptować i zabrać do domu... niestety nie doczekała tej chwili. Nie wiem do kogo mam mieć pretensje czy do siebie, że nie wzięłam jej wcześniej (ale niestety niemogłam), czy do pracowników schroniska. Dokładnie miesiąc temu Lufcia zachorowała na ostre zapalenie spojówek...nie wiem czy to była sama choroba, czy też objaw jakiejś poważniejszej choroby. Od miesiąca tydzień w tydzień chodziłam do biura adopcji (rozmawiałam z pracownikami, pisałam w zeszycie) i do samego weterynarza i prosiłam o pilną konsultację z okulistą, ale słyszałam tylko, że jednego psa nie zawiozą i czekaja na większą ilość zwierzaków, żeby zawieźc je do okulisty...dla nich to była tylko "522/08", tak jak wczoraj ją nazwali...;(. Przyczyna śmierci nie jest znana, tak jak nie potrafili ustalić co jej dolega (zachowywała się przez cały okres choroby normalnie). Ma się odbyc sekcja zwłok, ale najprawdopodobniej nie będę mogła miec do niej wglądu. Nie wiem co mam teraz robić, ponieważ w domu wszystko juz na nią czekało...łóżko, miska, zabawki, nawet wygrawerowany identyfikator oraz najwazniejsze, ze ja na nią czekałam. Co tydzien jak jeździłam do schroniska to mówiłam jej "wytrzymaj jeszcze tylko 3 tydodnie, 2 itd", ale niestety nie wytrzymała... ;(
Ania"

11 sierpnia 2009 r.

Serce boksia przestało bić.Tak krótko był z nami, a tak bardzo go pokochaliśmy.
Tak bardzo nam jego brak... Tak mało mogliśmy mu dać,,,

10 sierpnia 2009 r.

Dziś otrzymałam wiadomość, że Ewka odeszła... Prawie całe swoje życie spędziła w schronisku ale odkąd Danusia się nią zajęła to jej życie nabrało sensu.
Dwa miesiące temu znalazła wspaniały dom i niezwykle troskliwą Panią, która płacze za nią razem z nami. Dlaczego tak krótko się nim mogła cieszyć.... 

6 czerwca 2009 r.

Dziś otrzymałam kolejną straszną wiadomość - 4 czerwca zmarł Tymon, jeden z moich ukochanych podopiecznych. Przyczyną śmierci był skręt żołądka. Tymon był niezwykle wiernym psem, psem jednego pana.

6 czerwca 2009 r.

Z żalem żegnamy naszą podopieczną - uroczą, przyjazną sunię Jukę. Juka zmarła nagle, 21 maja. Niestety nie znamy przyczyny jej śmierci.

23 maja 2009 r.

Jego serce nie wytrzymało...
Przestał jeść, popadł w depresję, stracił chęć do życia.
Pomimo prób karmienia go kroplówką nie udało uratować się go. Zabrakło witaminy M. odszedł...
Czy jego panu go żal? Czy jego pan jest człowiekiem?

22 kwietnia 2009 r.

"Z żalem zawiadamiamy, że dziś o 9 rano Brandzio przeszedł przez tęczowy most .
Będzie nam Go bardzo brakować, Był Mądrym i Dzielnym Przyjacielem.
Był z nami krótko w maju 2008 zabraliśmy Go z Warszawskiego Palucha."

 

11 kwietnia 2009 r.

Umarł nad ranem, 10 minut przed moim przybyciem. Nie zdążyłam go nawet pożegnać. Chciałam go zabrać do swojego domu i podarować tych parę tygodni, miesięcy...
Jego ciało było wypełnione śrutem, miał liczne złamania po urazach prawdopodobnie zadanych przez człowieka i do tego ten okropny nowotwór skóry...      Tak bardzo chcieliśmy pomóc, tak bardzo...
Żegnaj Gutku, niech ci będzie lepiej za Tęczowym Mostem.

21 marca 2009 r.

Miało być zupełnie inaczej...
Przez ostatnie dni był pod  bardzo dobrą opieką i mam nadzieję, że to czuł.
Lekarze próbowali wszystkiego by mógł dalej żyć, ale nie udało się.
Kochany Gordonku wybacz, że ratunek nadszedł tak późno.

21 marca 2009 r.

Oto zdjęcia Kaziunia na jego ostatnim spacerze w życiu. Pięc dni póżniej trafił do szpitala. Spedziłam z nim całe wtorkowe popołudnie, nie umierał sam. Zawsze marzyłam, że kiedyś trafi do mojego domu, nie udało się, ale zawsze pozostanie w moim sercu. Schronisko już nigdy nie będzie takie samo, bez mojej słodkiej, "malutkiej", przesłodkiej mordeczki. Dorota.

14 marca 2009 r.

Fado umarł nad ranem. Już tydzień wcześniej widziałam, że był słabszy i chudszy...
Odszedł i nie zdążyliśmy mu pomóc.
Odszedł i tak bardzo nam smutno...
Odszedł, ale będziemy o nim pamiętać.... 

1 marca 2009 r.

Diana nie żyje,
rzadko zdarza sie pies z tak smutną historią. Agnieszka chciała ją ratować, adoptowała ją, ale na ratunek było już za późno. Teraz Aga pisze list do Pani Gronkiewicz Waltz, w bólu po jej stracie, nic więcej nie możemy już zrobić dla Dianki...

1 marca 2009 r.

Dzisiaj dowiedzialam sie ze Karina nie zyje. Byla z tej samej klatki co Tuzik, czyli byla zagryziona przez tego samego psa. Ten pies jest bardzo maly,  byl oddany do tej klatki przez opiekunke z tymczasowego schroniska (ta opiekunka podobno juz nie pracuje). 

28 lutego 2009 r.

O godzinie 11.00, w sobotę, Gumisia umarła...

Pani Grażynka walczyła z jej chorobą jak mogła, a Gumisia/Babunia była bardzo dzielna... 

21 lutego 2009 r.

Kochani :( dowiedzialam sie dzis, ze w piatek wieczorem zmarl Czeko :(:( moj kochany, slodki przyajcielski amstaffek :( Byl bardzo wesolym psiakiem, lubil tak bardzo bawic sie patykami, nieziemski pieszczoch o wielkim serduszku, uwielbial byc glaskany, z wrazenia zawsze kladl sie na grzbiecie i wykonywal przesow po calej jezdni :(

12 lutego 2009 r.

Dzisiaj dowiedziałam sie ze umarł mój kochany piesek Tuzik -  nr 1806/08 .
Opiekunka znalazła go wczoraj rano. Mial  drobne ranki na lapach. 
Opiekowalam sie nim ok. 3 miesiące.  Wynosiłam go na rekach ze schroniska, kładlam na trawe , długo z nim rozmawialam, robiłam mu masaż całego jego spiętego ciałka. Z czasem udało mi sie go namówic na krótkie spacerki.

1 lutego 2009 r.

Senia ... odeszła.

Przybyła do schroniska w bardzo złym stanie. Wzięła ją pod opiekę pani Dyrektor. Wychodziła z nią na spacery...
Senia była leczona, ale nie reagowała na leki. Miała padaczkę. 

3 stycznia 2009 r.

Ta informacja przesłoniła dziś wszystko. Kochana, przemiła, dobra, ułomna i bardzo skrzywdzona przez los sunia, Żaba, nie żyje.
Prowadził ją opiekun do lekarza. W tym czasie pies wydostał się przez niedomknięte drzwiczki w domku i zaatakował...

20 grudnia 2008 r.

Bezimienny rottweiler nie żyje. Zobaczyliśmy go 13 grudnia w gabinecie lekarskim i zapytaliśmy o zdrowie. Chcieliśmy przez chwilę potrzymać go za łapę...
Odmówiono udzielenia informacji i niegrzecznie, niemalże siłą, wypchnięto z pokoju.

20 grudnia 2008 r.

Dziś dowiedziałam się, że Agat - 3064/08- nie żyje...

4 grudnia 2008 r.

Dżeki nr 666/08 - to kolega niedawno zmarłego Harrego.. jego mniejszy
przyjaciel... nie udało się...Dżeki już nie żyje :(
Żegnamy cię piesku....


 

28 listopada 2008 r.

Maksio nie doczekał pomocy ,
Odszedł  dzisiaj za TM

 

19 listopada 2008 r.

Tego kochanego słoneczka nie ma już z nami. Kuba był cudownym aniołkiem.

Kuba...
 

16 listopada 2008 r.

Drakus nie zyje :(((((((((((( Przepiekny amstaff ktorego miałam pod opieka umarl na babeszioze. Nie zdarzyłam znaleźć mu domku :(((((

Przykro bardzo....;(((( 

23 października 2008 r.
Opiekun znalazł Go w budzie, leżał spokojnie… A jeszcze w sobotę czekał niecierpliwie na wyjście, pełen energii i ciekawy świata...

Harry był starszym pieskiem, w schronisku przebywał od 2003 roku. Nieśmiało pokazywał swoje wielkie serduszko, ale my wiedziałyśmy jak bardzo jest do nas przywiązany... Szukałyśmy dla niego domu...  Niestety nie zdążyłyśmy...

Prot był kochanym, spokojnym, pięknym psem, który nie potrafił żyć bez człowieka chociaż to człowiek go zawiódł. W głębokiej depresji czekał na swojego pana a gdy stracił już do końca nadzieję pękło mu serce...
Nie zdążyliśmy mu pomóc, nie doczekał sobotniego spaceru z Marzenką, znowu nie udało się....

Żegnaj kochany piesku.

24.10.2008 r.

Biszkoptowi się nie udało...

W sobotę, 11 października dowiedziałam się smutnej prawdy. Biszkopt uległ potwornemu wypadkowi. 1 października, parę minut po ósmej rano, w czasie porannego karmienia doszło do psiej awantury. Przez nieszczelną przegrodę, pies z sąsiedniej klatki złapał go za nogę i przegryzł tętnicę. Zwykły, rozsierdzony kundel zdesperowany, nieszczęśliwy jak on wyładował swój żal, ból i tęsknotę za wolnością...

Można powiedzieć: wypadek jakich wiele, w tak przepełnionym schronisku rzecz normalna, psia logika jest czasami okrutna i niezrozumiała i przecież nikt tego nie chciał a wszystkim jest bardzo smutno.
Jednak gdyby wszystkie psy były wykastrowane, gdyby przegrody były szczelne, gdyby ludzie starali się myśleć i przewidywać, gdyby pracowali lepiej - Biszkopt by żył.
Obecnie przegroda została wzmocniona...

Żegnamy cię piękny, kochany, przemiły piesku. Mamy nadzieję, że jest ci lepiej...

Blekusia już nie ma wśród nas. Odszedł spokojnie i godnie wśród najbliższych 2 września, o godz. 15.30. Jego serduszko przestało bić...

We wrześniu 2007 r. napisałam: "A jednak zdarzył się cud. Bleki jest w nowym domu i jest bardzo szczęśliwy." Było to po 7 latach pobytu w schronisku, na łańcuchu, gdzie trafił jako szczeniak.
Zabrakło 20 dni do rocznicy pobytu w nowym domu. W ostatnich miesiącach zamieszkał w domu, jak król w swojej rezydencji, po tym jak odmówił mieszkania w pięknym, wybudowany specjalnie dla niego kojcu.. Był niezwykle mądrym i wdzięcznym stworzeniem. Miał najlepszą opiekę, przysmaki, ciepło domowego ogniska i wielką miłość Opiekunów, którzy walczyli o niego do końca.

Dziękujemy Pani Mirce i Panu Jarkowi za ten cud, za wielkie serce dla Blekusia, za to, że są, za to, że dali Mu wszystko co tylko może dać Człowiek swojemu Psu.

W nocy z 22 na 23 sierpnia 2008 roku jej serduszko przestało bić.
Ta sunia była kilkakrotnie gryziona przez współtowarzyszkę niedoli, zabierano ją do szpitala i... wracała do swojej koleżanki...
Przecież nic się nie dzieje mówili pracownicy... Nic, tylko wielka dziura na głowie...
Przerażające ale w sobotę, 16 sierpnia,  tez zastaliśmy ja w pechowej klatce... Pomimo obietnic. ..
Dzięki naszej interwencji przeniesiono ja w bezpieczne miejsce.
22 sierpnia miała odbyć się jej adopcja. Została jednak w schronisku aby pojechać do okulisty gdyż lekarz zauważył kłopoty z oczkiem.
Magda, jej wolontariuszka, nie zdążyła jej wyprowadzić na spacer...
Tak nam przykro...

19 lipca 2008 r.
Ogryzek zniknął. Krysia długo nie mogła dowiedzieć się co się z nim stało. Zbywano ją nie prawdziwymi informacjami. Często jesteśmy tak traktowani w biurze adopcji schroniska. Nie udziela nam się informacji lub po prostu oszukuje.
A prawda jest smutna  - zniknął. Tak po prostu rozpłynął się... Jak wiele innych piesków.... Oficjalna informacja - w czasie burzy uciekł...  Domyślam się, że nie żyje. Ten biedny piesek wiele przecierpiał w schronisku. Wiele razy był gryziony był przez inne psy gdyż tak go lokowano. Trafiał kilka razy do szpitala gdzie w maleńkiej ciemnej klatce czekał na nas jak na zbawienie a gdy przychodziliśmy odmawiano wydania go na spacer... Ogryzek tak dużo przecierpiał nie tylko przez tych, którzy go kiedyś porzucili ale i przez tych, którzy powinni mu pomóc, dać bezpieczeństwo i szansę na lepsze życie. Zawiedli go ludzie.  Żegnaj Ogryzku.
16 czerwca 2008 - odeszła za Tęczowy Most 6-cio miesięczna Łatka

Odbierali ją ze schroniska właściciele... ale zabrali ją aby uśpić...

Remik odszedł w maju 2008 r.. Wcześniej był pogryziony i długo przebywał w szpitalu. Podobno dostał skrętu żołądka..
Fredek Fredek został zagryziony w swojej klatce gdzie przebywał z 3 suczkami po tym gdy dołożono do klatki dużego psiaka...
Tomik umarł nagle...
Kaśka umarła 12 kwietnia w sobotę. Tego dnia podarowaliśmy jej ostatni spacer...
Pawi - umarł po ciężkiej operacji...

Pani Elu proszę o umieszczenie Pawiego w pieskach które nie doczekały adopcji... umarł 3 tyg. po ciężkiej operacji... tak nam przykro...  Jego zdjęcia znajdują się w psy do adopcji wolontariuszek Magdy i Justyny.
 

Amo - wspomnienie...
Lolek zmarł po operacji....
Dalmatyńczyk odszedł 19 września 2007

Dog de Bordeaux odszedł w poniedziałek 3 sierpnia 2007 r. po 10 miesiącach pobytu w schronisku. Przez ostatnie 2 miesiące był leczony. Wcześniej nie stwierdzono choroby chociaż jego wygląd na to wskazywał. W ostatnich dniach pani Dyrektor chciała mu wynagrodzić krzywdy i przyjęła go do swojego gabinetu. Umarł na jej rękach... Tego dnia jeszcze wstał, wyszedł na chwilę aby się załatwić a po powrocie podał łapę i zasnął... Były osoby, które chciały dać mu dom na dożycie aby umarł w prawdziwym domu ale schronisko nie zgodziło się...

Rudzik który nie doczekał domu... Umarł...
Bajt nie żyje... Młody, radosny, pełen energii pies. Żadnych objawów choroby... Już nie żyje. Nigdy nie dowiemy się o przyczynie jego śmierci... Zawsze powtarzam, że schronisko to niezwykle niebezpieczne miejsce. Wiele psów straciliśmy podobnie jak Bajta. Możemy tylko płakać i pocieszać się, że jest mu już lepiej za Tęczowym Mostem....
Śmieszek odszedł... był naprawdę wyjątkowym psem, tak spragniony miłości i bliskości człowieka, że nie odstępował go na krok...
Witam,
nasz piesio ( amstaff o imieniu Moro), którego adoptowaliśmy we wrześniu 2002 ( jest na stronie 2 psy po adopcji) odszedł nagle we wrześniu 2004. Cieszymy się , że był z nami przez te dwa lata... Jeśli to możliwe proszę o umieszczenie go w rubryce "Pożegnania"
Pozdrawiam
K. Ś.
Szetland odszedł za tęczowy most 10 października 2006 r. - nie zdążyliśmy mu pomóc. Odszedł zapomniany, niechciany... Kilka osób przymierzało się do jego adopcji. 13 listopada br. zadzwoniła Pani aby poinformować mnie o podjętej decyzji adopcji tego smutnego psiaka...
Loni o soboty 16.12.2006 r. przebywał w klatce "L" z Astem... To była jego ostatnia sobota - umarł na skręt żołądka....
 

PRZEJDŹ DO ARCHIWUM POŻEGNAŃ