30 grudnia 2010 Dziś ta jedyna w swoim rodzaju noc w roku. Ludzie będą sie bawić, tańczyć, jeść i cieszyć oczy wspaniałymi efektami świetlnymi z petard i zimnych ogni. Radość i zabawa przesłonią wszystko.
Ta noc dla naszych Mniejszych Braci to gehenna. To potworny strach, cierpienie, zagubienie, poniewierka, śmierć...
Pomyślmy o nich.
 
29 grudnia 2010 Znowu o Paluchu - przysłana historia psa i znieczulicy urzędników.
"Witam, chcę opisać sytuację z 02.12.2010. Jechałam do pracy przez miejscowość Łady gm.Raszyn, na poboczu zobaczyłam potrąconego małego pieska, który siedział na polu w śniegu niedaleko drogi i patrzył za każdym przejeżdżającym samochodem. Żal ściskał serce jak ten psiak siedząc czekał na jakąś pomoc. Nie mogłam go zabrać ponieważ nie byłam do tego przygotowana. Postanowiłam jednak zadzwonić do straży miejskiej oczywiście odesłano mnie z kwitkiem bo to nie rejon Warszawy tylko 3 km dalej. Ponieważ w pobliżu jest schronisko na Paluchu podjechałam tam będąc pełna wiary, że tam są specjaliści, którzy zabiorą psiaka i udzielą mu pomocy. Okazało się, że byłam naiwna. Powiedziano mi,  że oni nie są od tego, że ich to nie dotyczy i to nie jest ich problem a jedynie mogą podać mi telefon do gminy Raszyn i tam powinnam się zgłosić. Gdy poprosiłam aby oni zadzwonili ponieważ wiedzą do kogo i poinformowali odpowiednie służby, powiedzieli że tego nie zrobią bo to nie jest ich problem. Byłam zszokowana taką urzędniczą znieczulicą. Wyszłam ze łzami w oczach i nie wiedząc co zrobić postanowiłam, że gdy będę wracała z pracy a psina jeszcze będzie na tym polu to muszę go jakoś zebrać bo na pewno mroźnej nocy nie przeżyje. Gdy wychodziłam podszedł do mnie jeden pan, który przysłuchiwał się mojej rozmowie z urzędniczką i widział z jaką bezdusznością i totalnym mówiąc brzydko "olaniem" sprawy się spotkałam. Podał mi telefon do Fundacji Przytulpsa, zadzwoniłam i chyba stał się cud bo pani z fundacji pojechała zebrała psiaka co nie było łatwe ponieważ nie dość, że był głęboki śnieg to jeszcze pod spodem była lekko zamarznięta woda tak, że nabrała ją w buty.  Opisałam tą sytuację ponieważ wydawało mnie się, że skoro są takie instytucję jak schroniska zwierząt to bez względu na rejonizację powinni wykazać chociaż  odrobinę dobrej woli i zgłosić potrzebę pomocy do miejsca, które powinno jej udzielić. Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że z taką bezdusznością nie spotkałam się już dawno. Myślę, że w takich sytuacjach powinny być wprowadzone jakieś procedury pomocy. Jeżeli nie jest to mój rejon to zgłaszam to odpowiednim służbom w danym rejonie a nie mówię mnie to nie dotyczy, to nie jest mój problem proszę sobie radzić samemu. Większość z nas nie wie co w takiej sytuacji ma zrobić i gdzie wykonać jakiś telefon,  żeby uzyskać pomoc gdyż przeważnie jesteśmy zaskoczeni  określoną sytuacją . Jagoda "            
29 grudnia 2010

"Nie strzelam w sylwestra!" - akcja obrońców praw zwierząt
Stowarzyszenie Empatia, które zajmuje się m.in. prawami zwierząt apeluje, aby podczas nocy sylwestrowej powstrzymać się od używania fajerwerków. Hałas petard i sztucznych ogni jest koszmarem dla naszych pupili.

Odpalone petardy produkują dźwięk o natężeniu 130-160 dB, czyli w granicach bólu dla człowieka. Zwierzęta mają dużo bardziej wyczulony słuch, dlatego sylwester jest dla nich strasznym przeżyciem. Niektóre są odporne na hałas, ale większość psów i kotów skomli, drży ze strachu i ucieka w panice. Nie rozumieją, co dzieje się za oknem i często zdarza się, że przerażone umierają na zawał serca.
Każdego roku obrońcy zwierząt apelują, aby nie kupować petard. Tłumaczą, że pieniądze można przeznaczyć na inny cel, a dzięki temu nasi podopieczni pozbawieni zostaną stresów.
Stowarzyszenie Empatia rozprzestrzeniło swoją akcję na Facebooka, gdzie już ponad 6 tysięcy osób podpisuje się pod hasłem "Nie strzelam w sylwestra!". Można tam również przeczytać m.in. wpisy właścicieli zwierząt, które przerażone hukiem uciekały właścicielom i już nigdy się nie odnajdywały.
Pomóc swojemu pupilowi można również przez podanie mu, po wcześniejszej konsultacji z weterynarzem, środków uspokajających. Odpowiednio wcześniej można go również zabrać na terapię behawioralną. Nie należy zabierać psów na wieczorne spacery w sylwestra, gdyż może zerwać się ze smyczy.
Pamiętajmy również, że przestraszonego zwierzaka nie należy pocieszać. Tulenie uświadamia je w przekonaniu, że należy się bać.
28 grudnia 2010 STAROŚĆ TO RADOŚĆ
Opowiem Wam krótką historię Psa, który za młodu został dziadkiem.
26 grudnia 2010 Gorący apel o domy tymczasowe dla 16 szczeniaków, które obecnie Fundacja "Przytul Psa" ma pod swoją opieką.
Sunia z Zabłocia k. Nasielska, w typie jamnika Zara, ma ich 5 (jeden już został wydany), sunia z Kobyłki, Kama, poniewierana i przepędzana przez chłopów urodziła i karmi 11 szczeniąt. Obie sunie są skrajnie wychudzone. Zdjęcia Zary i jej szczeniąt znajdują się powyżej. Jutro postaram sie zrobić więcej zdjęć, również Kamie i jej 11 maluchom.
Mamy i ich dzieci przebywają pod dobrą opieką w hotelu, jednak, chociaż syte i bezpieczne, to warunki mają surowe. Kojce i budy. Wykarmienie i ogrzanie maluchów jest dla ich mam, w ich obecnym stanie, bardzo trudne.
Serdecznie prosimy o pomoc. 
24 grudnia 2010 Świąteczny poczęstunek dla psiaków z Palucha to nie tylko sprawienie Im odrobiny radości, ale również symboliczne połączenie się z Nimi w Ich cierpieniu, w ten świąteczny czas.
Każdego roku, od 11 lat, paluchowe psiaki otrzymywały od nas świąteczny poczęstunek. Razem z Elą Ch., a potem innymi wolontariuszami szykowaliśmy setki kanapek i parówek aby sprawić im tę odrobinę świątecznej radości.
Tak było i tym razem, pomimo, że mnie już tam nie ma.
Ela, osamotniona w tym trudnym przedsięwzięciu, podzieliła akcję na 2 dni. W środę rozdała przygotowane przez siebie kanapki z 40 bochenków chleba (800 sztuk). W czwartek pojechała znowu na Paluch i rozdała kanapki, które ja przygotowałam - z 36 bochenków chleba. 720 kanapek i kilkaset parówek powędrowało do ich głodnych pyszczków.
Jestem szczęśliwa, że chociaż w ten sposób mogłam być z Nimi znowu, że mogłam przemycić razem z przysmakami cząstkę mojego serca i gorących życzeń - przetrwania schroniskowego koszmaru i znalezienia prawdziwych, ciepłych, bezpiecznych domów.
Dziękuję Eli, za ogromny wysiłek, który włożyła w tę akcję i Darczyńcom, dzięki którym skala tego przedsięwzięcia mogła być tak duża. 
Wszystkiego najlepszego !!!
20 grudnia 2010 Dochodzą do mnie fatalne wieści o Paluchu. Psy są głodne, zagryzają się, a puszki z mięsem są wyrzucane na śmietnik, gdy zamarzną na mrozie... One pochodzą z Waszych darów !!!
Co robić gdy nie można pomóc ? Co robić, gdy wolontariusze się boją krzyczeć, a tych co krzyczeli już nie ma ? Co robić gdy w demokratycznym kraju pojawia się placówka będąca państwem w państwie, a dyrekcja posiadająca władzę absolutną wytacza procesy internautom za pisanie prawdy ? Zakazuje promujących psy wernisaży, wyrzuca wolontariuszy i sumiennych pracowników, nie potrafi promować a nawet wysterylizować psów w placówce, stwarza zwierzętom gehennę w samym środku Polski, stołecznym mieście Warszawa.
Ratujmy razem paluchowych więźniów. 2300 psów w maleńkich klatkach błagających o Waszą litość...
 
Uratujcie chociaż jednego w ten świąteczny czas, czas miłości, empatii i radości. Nie mówcie, że to tylko jeden z 2300, że to kropla w morzu potrzeb - dla niego to przecież życie.
13 grudnia 2010 Znowu o Mr White'cie. Znowu radość, satysfakcja i łzy szczęścia. Świat nie jest taki zły jeśli takie rzeczy sie zdarzają. Popatrzcie.
11 grudnia 2010 Historia Pewnego Psa, z pewnego schroniska i Kogoś o wielkim sercu, Kto walczył z przeciwnościami aż wygrał. Dzięki takim Ludziom świat jest lepszy. Ten Ktoś zwyciężył. I zwyciężył Pies. A przecież finał mógł być tragiczny.
Pewien Pan adoptował biednego, chorego psa ze schroniska. Wybrał bidę, bez szans... Powiedziano, że jest chory, ale że niewiele można zrobić, co więcej, że nic nie powinno sie przy nim robić -  tak podsumowała szefowa placówki. Pan wrócił do domu i zaczął się dramat. Żona stanowczo zaprotestowała. Powiedziała, że w małym mieszkanku nie da się żyć w okropnym smrodzie... jaki wydzielał pies.
Zapach był rzeczywiście nie do zniesienia. W jamie ustnej psa działy sie straszne rzeczy. Nie tylko cierpiał potwornie z powodu kilku ropiejących zębów i stanu zapalny w całej jamie ustnej, ale kontakt z nim to był prawdziwy koszmar.
Pan zabrał psa z domu i jechał do schroniska, jednak w czasie dość długiej podróży rozpaczliwie szukał rozwiązania i... zadzwonił do mnie. Schronisko mogło oznaczać śmierć dla tej maleńkiej, doświadczonej przez los istotki...
Fundacja "Przytul Psa" przyjęła pieska pod swoją opiekę, umieściła w klinice na 3 dni, gdzie zrobiono porządek z jego zębami i jamą ustną. Przedstawiono też zalecenia na przyszłość. Rozwiązanie sie znalazło, gdyż zajęli się pieskiem profesjonaliści.
Piesek wrócił do nowego domu. Teraz już wszyscy go zaakceptowali. To dobra Rodzina, kochająca zwierzęta, którą w pewnym momencie sytuacja przerosła.
Można było uniknąć zaistniałej sytuacji gdyby w schroniskach pracowali odpowiedni ludzie, o odpowiedniej wiedzy i trosce o zwierzęta, a nie urzędnicy odbębniający robotę. Gdyby adopcja to nie było pozbycie sie problemu, lecz służenie radą i pomocą.
9 grudnia 2010 Pomoc dla psów może być na wiele sposobów, zatem pomagajmy razem !!! W ten trudny, zimowy czas.
Wejdź na poniższy adres i kliknij na wybranego psa. Dzięki temu pies dostanie do jedzenia coś więcej niż tylko kaszę. 
http://szerlok.pl/nakarm_psa/
7 grudnia 2010 MR WHITE NA KANAPIE - zobaczcie koniecznie !!!  
6 grudnia 2010 I jeszcze jedna super informacja - mała Miki pozdrawia z nowego domu.
4 grudnia 2010 Tę informację otrzymałam kilka dni temu, ale nie zamieszczałam aby nie zapeszać. Popatrzcie jeszcze raz: http://psia.tv/pokaz-187-mr--white---podopieczny-z-palucha.html
Trudno było uwierzyć, że to się stało. Mój ulubieniec Mr White, którego jako dzikuska "wyciągnęłam" z licznej klatki w schronisku tymczasowym, na końcu świata, bez szans na adopcję.
Pokochałam go za to, że taki pokraczny, biedny, przerażony, nieufny, zapomniany ... tak bardzo potrzebujący pomocy.
Długo czkał, chociaż wiele osób przychodziło po niego. Wychodzili bez niego...
Widocznie czekał na Nich, Matkę i Córkę, które też wyszły bez Niego. Wyszły z Palucha z niewidomą sunią i ... po kilku dniach wróciły specjalnie po Niego, po Mr White'a.
Dziękuję najpiękniej jak umiem. Jestem szczęśliwa, jestem wdzięczna.
Życzę Wszystkiego Najlepszego !!!
Pozdrawiam nowych Opiekunów i Jego, kochanego, pokracznego, mojego paluchowego przyjaciela Mr White'a.

Wkrótce zamieszczę Jego zdjęcie w nowym domu.
3 grudnia 2010 Szuwarek żyje, ale jego życie wisiało na włosku... znowu Paluch zawiódł...
Od kilku dni leżał na lodzie w miejscowości Łady, k. Piaseczna. W pobliskim sklepie ludzie rozmawiali o nim, ale nie było nikogo kto by mu pomógł. Służby miejscowe też nie zainteresowały sie pieskiem. Gdyby to był duży pies z ras "groźnych" to interwencja pewnie byłaby podjęta, ale to tylko mały jamnik. On powoli umierał...
Po kilku tragicznych dniach znalazła się Osoba, która postanowiła pomóc. Nie wiedziała jak, nie miała własnych możliwości, ani doświadczenia w takich akcjach, bała się. wejść na lód. Pojechała do najbliższego schroniska - schroniska na Paluchu - zatrudniającego specjalistów, posiadającego sprzęt, samochody, doświadczenie, wszystko żeby podjąć akcję, w tej dramatycznej sytuacji. Łady, to wieś mieszcząca się niedaleko Palucha..
Na Paluchu odmówiono - nie ten rejon..
Pies umierał...
Nie wymagamy od Palucha aby przyjmował psy z całej Polski, ani z okolicznych gmin. Rozumiemy, że procedury nie znają słowa "empatia". Ale przecież Paluch to również ludzie, którzy wznosząc się ponad swoje zapisane w zakresach czynności obowiązki powinni wykrzesać z siebie "wartość dodaną" do swojej pracy. Wymagamy odrobiny współczucia dla cierpiącej istoty. Wymagamy zaangażowania w pomoc dla bezdomnych zwierząt.
Gdy byłam jeszcze na Paluchu, byłam świadkiem podobnych zdarzeń. Po naszej ingerencji pomagano. Można było. Był np. pies po wypadku z Michałowic, któremu, na naszą prośbę, udzielono pomocy, a potem przekazano Fundacji na Rzecz Zwierząt "Przytul Psa". Wtedy można było...
Co w tym wszystkim jest bardzo ważne? Miasto Warszawa współpracuje z wieloma fundacjami i stowarzyszeniami, którym udziela dotacji.. Po otrzymaniu pomocy piesek mógłby być przekazany pod opiekę którejś z nich. Dla nich nie ma rejonizacji. Z pewnością małego pieska któraś z organizacji by przygarnęła. Fundacja "Przytul Psa", która nie współpracuje z Warszawą też mogłaby pomóc, inne organizacje też, niekoniecznie z listy Miasta. Trzeba tylko wykonać kilka telefonów i pomóc...
Można jeszcze "załatwić sprawę" między gminami...
Szuwarek miał szczęście w nieszczęściu. Świadkiem rozmowy o Szuwarku w biurze adopcji Palucha był Pan Piotr. Natychmiast przekazał numer telefonu do Fundacji "Przytul Psa".
Błyskawicznie podjęta akcja przez Elę uratowała ledwo żywą bidę. Szuwarek jest już w klinice pod opieką lekarzy. Po wyleczeniu będzie potrzebował domu tymczasowego i stałego, będzie potrzebował Waszej pomocy.
Zdjecia i informacje o Szuwarku wkrótce na stronie www.przytulpsa.pl
1 grudnia 2010 Apel - zimowa zbiórka dla bezdomnych zwierząt z Fundacją "Noga w Łapę" - pomóżmy !

"Witajcie, chcialabym Was Wszystkich serdecznie prosic o przeczytanie i rozeslanie tego maila wsrod swoich znajomych, a takze o samo uczestniczenie w zbiorce.
Jak zwykle dopadla nas znienacka sroga zima. Poradzimy z nia sobie, bo mamy cieple domy, cieple posilki, wanny z ciepla woda...
Bezdomniaki w schroniskach, przytuliskach i na ulicach nie maja nic. Dlatego, podobnie jak w ub. roku robimy dla nich zbiorke darow.

Serdecznie pozdrawiam, Renata,
www.nogawlape.org, 888 066 402  "

28 listopada 2010 Paluch realizuje zalecenia audytu.

 

Po wydarzeniach z początku tego roku, wykonaliście zmasowaną akcję mailową w sprawie nieprawidłowości na Paluchu. W jej wyniku przez schronisko przetoczyła się fala kontroli i wizyt. Był tez szczegółowy audyt, który wskazał dyrekcji kilkadziesiąt zaleceń do wykonania.
Od tego zależało jej "być albo nie być", zatem ruszyła do działania po latach marazmu.
Obecnie powoli realizowane są te zalecenia:
* w geriatrii powstały wybiegi, a wolontariusze wyprowadzają psy
* zlikwidowano budy, przy których stały psy na łańcuchach i zakupiono drewniane domki
* wykonano szereg eutanazji cierpiących, beznadziejnie chorych psów z geriatrii i innych (m.in. Szatan)
* trwa przebudowa pawilonów, betonowanie wybiegów, każdy otrzyma oddzielne szambo
* trwa budowa spacerownika
TO DZIĘKI WAM COŚ SIĘ WRESZCIE RUSZYŁO.
TO WASZE OGROMNE "COŚ" DLA ZWIERZĄT.
W OBECNEJ, POLSKIEJ RZECZYWISTOŚCI TYLKO INICJATYWA OBYWATELSKA MOŻE ZADBAĆ O ZWIERZĘTA.
DZIĘKUJĘ WAM Z CAŁEGO SERCA.
Oczywiście Paluch to wciąż tylko okrutne wiezienie. Psy w niektórych domkach/klatkach żyją w otoczeniu 4 ścian i nie widzą nic... Nie wychodzą tez na spacery, cierpią. Psy w geriatrii umierają z samotności. Smród i hałas w schronisku są nie do zniesienia. Wciąż większość psów nie jest wykastrowana co powoduje wiadome konsekwencje...
Ale najgorsze jest to, że dobrostan utrzymuje się od lat na tym samym poziomie i dyrekcja nie może sobie z tym poradzić. To za kadencji obecnej dyrekcji liczba psów w schronisku wzrosła dwukrotnie i nic się nie robi aby to zmienić.
Wręcz przeciwnie. Zamyka się wernisaże promujące paluchowe zwierzęta. Zamyka się strony promujące zwierzęta. Odmawia się adopcji i współpracy.
Na przykładzie schroniska we Wrocławiu, gdzie radykalnie zredukowano liczbę pensjonariuszy przez adopcje, wiemy, że można. Tylko trzeba umieć i chcieć.
Ostatnia decyzja dyrekcji o zakazie wyprowadzania psów na zewnątrz schroniska godzi wprost w zwierzęta.

Strona wciąż nie działa jak trzeba. Pracownicy nie potrafią odczytać czipa (ostatni przypadek zagubionego psa Fundacji), a czipowanie w wykonaniu schroniska bywa sztuką dla sztuki (w przywołanym przypadku wpisano do bazy tylko imię i nazwisko dyrektora, który nie był znany znalazcy).
Przebudowa pawilonów to inwestycja za ogromne pieniądze, które mogłyby być przeznaczone na coś innego - na przykład promocję, BILBORD, sprawdzanie adopcji, polepszanie bytu zwierząt w placówce. Można było zrobić od razu dobrze - ale nie pokuszono się o konsultację ze specjalistami, a wybiegi wysypano piaseczkiem, który zatkał odpływy...
TO ZA NASZE PIENIĄDZE - TO MY PŁACIMY ZA TE BŁĘDY
Pamiętajcie,Paluch ma ogromne pieniądze. Z miasta otrzymuje rocznie ponad 6 milionów zł. Do tego dochodzą niemałe wpłaty darczyńców na konto schroniska oraz wpłaty przy adopcjach. Za te środki wciąż zwierzęta otrzymują tu tylko więzienną celę a nie przyjazną przechowalnię w oczekiwaniu na lepszy los. Za te pieniądze Paluch powinien realizować walkę z bezdomnością - chociażby przez kastrację i sterylizację wszystkich pensjonariuszy.
Zamiast zająć się powyższym dyrekcja wciąż grozi sądem internautom, wolontariuszom, a ostatnio promującej paluchowe psy galerii...
27 listopada 2010 Pilnie potrzebny transport dla średniego psa z Przasnysza, k. Ciechanowa do Warszawy lub Piaseczna.
Pilnie potrzebny dom tymczasowy dla tzymiesięcznych szczeniaków z działek!
Kontakt: 503 069 502
27 listopada 2010

Posłowie wycofują się z projektu noweli ustawy o ochronie zwierząt -
Obecnie funkcjonują dwa projekty nowelizacji ustawy o bezdomnych zwierzętach: poselski i obywatelski. Ten ostatni daje szansę na lepsze jutro naszych Mniejszych Braci.
Bezdomność zwierząt w Polsce osiągnęła gigantyczne rozmiary. Polskie zwierzęta potrzebują pomocy i dobrego prawa.  Niestety na to ostatnie na razie nie mogą liczyć. Prace nad nową, dobrą ustawą trwają i nie widać końca.
W tym trudnym okresie oczekiwania na opiekę z urzędu, na zobligowanie gmin do odpowiedzialności za losy zwierząt na swoim terenie, za lepszą kontrolę nad schroniskami, które obecnie zarządzają jak chcą, nie licząc się z dobrem zwierząt i z opinią publiczną. konieczne jest większe zaangażowanie społeczeństwa.
Tylko Wy możecie Im pomóc, tylko Wy możecie uczynić Ich świat choć nieco lepszym...

24 listopada 2010 Schronisko na Paluchu dołącza do grona najbardziej okrutnych i bezwzględnych tego typu placówek w Polsce. Wyrzuca wolontariuszy, a gdy nie może wyrzucić wszystkich robi to "nie wprost" - zabrania wolontariuszom pracy i kontaktu ze zwierzętami. Zabrania spacerów, ale w geście miłosierdzia buduje maleńki wybieg. Czy wyobrażacie sobie 70 wolontariuszy jednocześnie spacerujących ze swoimi psami na małym wybiegu ,,,
"Szlaban na spacery" to największe osiągnięcia obecnej dyrekcji Palucha. Jedyne,spektakularne...

Od lat, miesięcy przyzwyczajone zwierzęta do swoich wolontariuszy, do spacerów, czułości, przysmaków dostały kolejnego kopa od schroniska. Zakazano spacerów, które były ich jedyną iskierką w okrutnym, więziennym życiu.
Kopa dostali też wolontariusze, z którymi się nikt obecnie nie liczy. To przecież nawiedzeni, niespełna rozumu ludzie, którzy zamiast zająć sie swoimi prywatnym sprawami przychodzą do psów - zwykłych numerów w schronisku. Po moim odejściu robili to po cichu, bez narażania się dyrekcji, przytakując wszelkim głupotom i niekompetencjom dyrekcji tej placówki - aby być z nimi - zwierzakami. Za wszelką cenę. Myśleli, że się uda. Aby nieść pomoc zwierzętom, dawać nadzieję i odrobinę radości zanim zostaną zagryzione, umrą z zaniedbania i choroby. Adopcja bez prawdziwej promocji jest przecież dla nielicznych.
Ten świat jest niedoskonały, ale w wykonaniu urzędników z Palucha jest wyjątkowo podły.
RATUJMY PALUCHOWE ZWIERZAKI, KTÓRYM ODBIERA SIE PO KOLEI WSZYSTKO... Myślę, że z nienawiści do wolontariuszy, których zawsze traktowano tu jak istoty niespełna rozumu, które odbierają splendor pracownikom.
ALE ZASTANAWIA MNIE TO DLACZEGO MIASTO SIE NA TO ZGADZA ? CZY URZĘDNICY MUSZĄ BYć BEZ SERCA ? CZY TO JEST WPISANE W ICH ZAWÓD ?
RATUJMY BIEDNE, PALUCHOWE PSY SKAZANE NA OBÓZ ZAGŁADY, W KTÓRYM ZADAJE SIE IM WCIĄŻ KOLEJNE CIERPIENIA. TERAZ ZABIERA SIĘ JEDYNY SENS ŻYCIA.
PISZMY DO ORGANIZACJI, DO RATUSZA, NIECH TA INFORMACJA PÓJDZIE W ŚWIAT, NIECH POLSKA SIĘ WSTYDZI TAKICH URZĘDNIKÓW.
ŚWINIE W CHLEWIE MAJĄ LEPIEJ - PRZYNAJMNIEJ NIE ZAZNAŁY SMAKU SPACERÓW I CZUŁOŚCI - NIE MUSZĄ ZA TYM TĘSKNIĆ.
 
23 listopada 2010 Od Internautki - Schronisko w Klembowie koło Wołomina- nielegalne schronisko
W samym środku maleńkiej mazowieckiej wioski koło Wołomina w KLEMBOWIE. Pani Celina S. i Pan Marek, były wojskowy założyli 2 lata temu nielegalne schronisko . Pomimo 3 razy powtarzanej prośby Pani Celiny weterynarz powiatowy nie wyraził zgody na legalizację schroniska ale ponieważ na północ od Warszawy nie ma praktycznie żadnego schroniska działało nieprzerwanie przez 2 lata . W tym czasie przez schronisko przewinęło się wedle słów właścicielki 700 psów . Obecnie jest ich tam około 200 ,w tym bardzo, wiele szczeniaków. Reszta podobno została wyadoptowana. Osobliwością tego miejsca jest nie tylko uporczywe domaganie się legalizacji ,co sposób przetrzymywania zwierząt.
W KLEMBOWIE PSY SĄ ZAMYKANE W RZĘDACH PUDEŁ Z DYKTY USTAWIONYCH WZDŁUZ ŚCIAN STODOŁY I STAJNI WYNAJĘTEGO W ŚRODKU WSI GOSPODARSTWA, PSY POZAMYKANE SĄ W TAKŻE W CIEMEJ STODOLE , W BUDACH ZAMYKANYCH KRATKAMI , W WÓZKU Z SUPERMARKETU , W BAGAŻNIKU ZEPSUTEGO SAMOCHODU, W PIWNICY PRZYKUTE ŁAŃCUCHEM DO ŚCIANY, W KLATECZKACH I KOJCACH PO KONIACH W STAJNI.
Psy wypuszczane są pojedynczo na dwór na 5 MINUT DZIENNIE , ich straszne klatki czyszczone są wodą z domestosem i po zamknięciu w pudle z dykty z maleńką gęstą kratką u góry pies wdycha opary domestosu , siedzi , czasem kręci się w kółko . Udręka psów dużych jest największa ale wszystkie cierpią podobnie i płaczą. Na podwórku nie widać więc w ogóle psów, ale czasem słychać pełen udręki lament uwięzionych zwierząt. Po dwóch latach przybyła tu Straż dla Zwierząt i schronisko zamknięto dla nowych psów ale nie wywieziono tych , które tu trafiły bo właściciele przekonują o swoich najlepszych intencjach. Przecież pobierają tylko 1000 zł za odłowienie psa a obecnie średnie wynagrodzenie dla hycla to 1500 lub 2000 od jednego zwierzaka , leczą w Wołominie ranne psy bo lekarz weterynarii nie chce do nielegalnej placówki przyjeżdżać.
Na południowych przedmieściach Warszawy jest schronisko Emir koło Grodziska , Korabiewice w Puszczy Mariańskiej, Celstynów , Jozefów koło Otwocka , Boguszyce koło Rawy Mazowieckiej NA PÓLNOC OD WARSZAWY NIE MA TERAZ ŻADNEGO PRZYTULISKA ANI SCHRONISKA DLA ZWIERZĄT - obejrzyj zdjęcia z Klembowa na stronie - KOSZMAR W SCHRONISKU. 
22 listopada 2010 ZWRACAMY SIE Z WIELKA PROSBA O POMOC W PODAROWANIU BADZ SZUKANIU RAZEM Z NAMI DOMU ZASTEPCZEGO DLA FIGO.!
20 listopada 2010 Opowiadanie o kotach - od Internautki.
Dla większości z nas dramat zwierząt w schroniskach kojarzy się z tragedią psów, a właśnie koty najczęściej zapadają na choroby i umierają w schroniskach . Są jednak takie miejsca gdzie już teraz ludzie idą na ratunek kotom i skutecznie je bronią, myślę o Azylu dla Kotów w Konstancinie , Kocim Świecie Pani Kasi Strzeleckiej , warszawskiej Koterii , Fundacji Canis Pani Danusi Skarbek , Pomorskim Domu Tymczasowym dla Kotów , kocim blogu Sztuka Mruczenie Pani Jany Zamięckiej i mniej znanym od Dogomanii portalu miłośników kotów Forum Miau.
W Azylu dla kotów w Konstancinie Pani Irena Jarosz oddała kotom cały swój dom i założyła dla Nich Fundację Świętego Franciszka , na dom czeka tam między innymi 80 kociąt i 20 dorosłych kotów przekazanych Pani Irenie przez Osrodek Pomocy Społecznej . Są to koty osób starszych , którzy już nie mają sił aby zapewnić opieki swoim pupilom.
W Kocim Świecie Pani Kasi Strzeleckiej na dom oprócz przepięknych kotów i kociąt o ślicznych imionach takich jak Mateuszek czy Janeczek czeka około 10 pekińczyków i innych malutkich psiaków po przejściach. Pani Kasia znalazła juz dom dla 411 kotów i około 100 malutkich psów i przekazuje je nowym właścicielom między innymi w zaprzyjaźnionej lecznicy na Ursynowie. W warszawskiej Koterii od lutego 2009 roku koty miejskie są bezpłatnie sterylizowane i leczone , niektóre znajdują tam nowy domy. Wysterylizowano juz tam około 2000 warszawskich kotów miejskich, które potem wracają do parków i są dokarmiane żyjąc na wolności. Pani Danusia Skarbek pomaga warszawskim karmicielkom kotów, tym tak często nielubianym przez sąsiadów anonimowym aniołom, ma w domu punkt adopcyjny dla około 30 kotów. Sztuka Mruczenia to blog miłosniczki kotów Czeszki Pani Jany Zamięckiej . Jest ona poetką , artystką dla której koci świat jest kwintesencją piękna i radości życia. Tymczasowy Koci Dom na Pomorzu uratował około 200 kotów z opuszczonych przez jakiś czas Stoczni Gdańskiej i dokarmia i leczy kocią armię dzikusów w opuszczonych dokach, podobno było tam około 1000 kotów kiedyś dokarmianych przez stoczniowców. Forum Miau to legenda, uratowało niezliczoną ilość kotów w całej Polsce, miedzy innymi 85 kotów ze schroniska Pani Bozeny Wahl w Boguszycach, była to akcja przeprowadzona na najwyższym poziomie profesjonalizmu , koty były leczone i rozwożone po całej Polsce. Uratowano nawet Szu , kotkę która w schronisku przez miesiąc nie dostała żadnej pomocy po wypadku drogowym. J. K.
18 listopada 2010 Od Internautki o bezdomności w Polsce, jak jest, a jak powinno być..
W Polsce żyje 7 milionów zwierząt domowych i około 70 000 bezdomnych, które mieszkają w 109 schroniskach . 4 schroniska są w budowie .Zły system opieki nad bezdomnymi zwierzętami doprowadził do katastrofy humanitarnej w większości polskich schronisk. Brakuje 1500 maleńkich gminnych schronisk będących pod honorową opieką wolontariuszy i dzieci ze szkół i przedszkoli . Małe schroniska gminne pozwoliłyby na pożyteczną integrację bezdomnych zwierząt w społeczeństwie gdyż bezinteresowna opieka nad bezdomniakami ze schronisk jest znakomitą metodą na resocjalizację trudnej młodzieży i ekologiczną edukację dzieci.. Bardzo dobre doświadczenia tego typu mają Brytyjczysy , którzy są liderami w dobrej organizacji pomocy bezdomnym zwierzętom , nie tylko zresztą psom i kotom . Na Wyspach są nawet azyle dla osiołków , koni czy kucyków . Są też tam jednak bardzo wysokie kary za znęcanie się nad zwierzętami i dobre prawo. Powszechna sterylizacja zwierząt domowych pozwoliła na opanowanie tego problemu w Niemczech , Kaliforni czy Skandynawii i tam ludzie często organizują pomoc dla zwierząt w innych krajach a nieliczne porzucone koty w Oslo ,na przykład ,mieszkają w schronisku przypominającym do złudzenia dom mieszkalny , po jednym kocie w pokoju. W takich warunkach kot adoptuje się do życia z ludźmi.
17 listopada 2010 SCHRONISKO DYMINY W KIELCACH - kolejna tragedia psów. Przeczytajmy, zobaczmy i zróbmy "coś" aby Im pomóc.
Poniżej petycja w sprawie schroniska Dyminy w Kielcach:
http://www.petycje.pl/petycja/5853/petycja_w_sprawie_schroniska_dla_bezdomnych_zwierz%C4%84t_w_kielcach_dyminy.html

A oto informacje podane na stronie Fundacji dla Ratowania Zwierząt oraz link do albumu zdjęć z psiakami z Dymin, które dokumentacją warunki tam panujące.
http://fundacja-emir.pl/aktualnosci/SCHRONISKA/SCHRON/kielce.htm
http://picasaweb.google.com/emir.fundacja/SchroniskoWKielcach?feat=embedwebsite#
16 listopada 2010 Polskie schroniska - Schronisko Azylu Pod Psim Aniołem - od Internautki:
"Fundacja Azylu Pad Psim Aniołem od 2008 roku czyni wysiłki aby zbudować w Warszawie drugie schronisko , urząd miasta po wielu korowodach zaproponował lokalizację i teren, ale brak pełnej dokumentacji i koszty z tym związane hamują inwestycję , jest już ambitny projekt schroniska wykonany społecznie przez zaprzyjaźnioną pracownię architektoniczną, powstanie nowego schroniska jest wymuszone protestami mieszkańców nowego osiedla w Falenicy , które powstało wokół działki Pani Agnieszki Brzozowskiej na której znajduje się Azyl . patrz strona - fundacja Azyl Pod Psim Aniołem - nowe schronisko."
14 listopada 2010 Otwórzmy oczy na to co się dzieje w warszawskim schronisku na Paluchu. Przede wszystkim niech je otworzą Decydenci. Agresja terror, złe traktowanie zwierząt i ludzi. Znowu Wanda Dejnarowicz  i jej zastepca Henryk Strzelczyk przechodzą siebie. Przeczytajcie koniecznie i zróbcie COŚ aby ukrócić tę rządy za Wasze pieniądze. Za moje wołanie o pomoc ukarane zostały "moje" psy.:

http://www.rp.pl/artykul/564146_Wernisaz-w-kagancu-.html

12 listopada 2010 Polskie schroniska - interesująca wiadomość od Internautki, Pani Asi:
"Zrobiłam przegląd psich spraw w internecie i wynika z niego co następuje: Celestynów definitywnie zamknięty dla nowych psów , jest nowy zarząd TOZu , który chce usunąć dawną kierowniczkę i zbudować nowoczesne schronisko. Jest już nowy projekt zrobiony na Politechnice Warszawskiej i trwają pomiary geodezyjne, ilość psów udało się od 2009 roku zredukować z 1400 do 600 czyli wyadoptowano około 800 - wszystko to jednak liczby przybliżone. Schronisko w Swarzędzu jest w likwidacji - 200 psów do wyadoptowania do końca roku , podobno mają pojechac do Niemiec. Schronisko w Kielcach jest pod obstrzałem emirowców i prasy , tam panuje nosówka i bałagan nie do opisania , nowe schronisko we Wrocławiu działa świetnie , stare budy przesłano do Celestynowa. W gminie pytałam o schronisko dla Brwinowa i dowiedziałam się że z budową nowych schronisk są dwa problemy - protesty mieszkańców i wygórowane wymogi unijne, na które gminy nie mają środków , w ogóle wydaje mi się że brak nie środków a nacisku mieszkańców na rozwiązywanie problemów ich bezdomniaków. Widzę to po reakcji na bezdomne psiaki mieszkańców Brwinowa , czasem dokarmiają bezdomniaki, ale rzadko bardzo, tak jak na Spacerowej, interesuje ich pies na prawdę."
A tak wygląda nowe schronisko we Wrocławiu. Zobaczcie koniecznie:

"nowe schronisko kosztowało 27 milionów , fajna mają kociarnie z wybiegami , kojce dla psów jak kojce schroniskowe, ale jest spacerniak - trawnik , tak dobra promocja adopcji jest do kupienia wszędzie , we wszystkich schroniskach"
I tylko psiaków z Palucha żal. Ani spacerowników, ani trawy, ani promocji, po prostu marazm i terror. Brak rzeczywistych działań, chęci i kompetencji... nawet strona nie działa tak jak trzeba - ciągłe awarie w dziale "psy w kwarantannie". Jak odszukać zaginionego pupila gdy przeglądarka nie działa, a nawet jak działa to brak zdjęć, nie można się dodzwonić... Jedna wielka masakra.
STOŁECZNIE MIASTO WARSZAWA POWINNO WRESZCIE WZIĄĆ PRZYKŁAD Z DOBRYCH WZORÓW - NA PRZYKŁAD WROCŁAWIA, A NIE RÓWNAĆ DO GORSZYCH, NP. KIELC.
11 listopada 2010



W związku z licznymi apelami i listami do urzędu miasta w sprawie Palucha przygotowany został link, pod którym można znaleźć oficjalne stanowisko Urzędu Miasta: http://bip.warszawa.pl/NR/rdonlyres/01F70583-CF7E-4685-BFBE-7915EF6A7C97/748187/stnowiskoUrzduwsprSchroniska1.pdf
Umieszczając ten link Urząd czuje się zwolniony z konieczności odpowiadania na korespondencję. Moje zapytania do Pani Grażyny Sienkiewicz pozostały bez odpowiedzi. Jeśli tak traktuje się ludzi, obywateli to na co mogą liczyć zwierzęta?
Tekst pod powyższym linkiem to urzędniczy twór oderwany od prawdy i empatii, odpowiedni dla śrubek w hurtowni, ale nieadekwatny do sytuacji w placówce nazwanej przez internautów "obozem koncentracyjnym dla zwierząt". Zwierzęta na Paluchu poddawane są tu torturom psychicznym, gdy prosto z kanapy trafiają do przepełnionych klatek bez możliwości kontaktu z człowiekiem i fizycznym gdy w tych klatkach są gryzione i zagryzane lub niezauważone chorują i cierpią. Nie będę już przywoływać po raz kolejny szpitala leczącego w okrutnych warunkach psy po schroniskowych pogryzieniach i umieralnię w geriatrium. Tego raporty nie widzą. Placówka, którą powinien zarządzać wykształcony w tym kierunku specjalista, zarządza weterynarz. Ale najważniejsze, że Miasto jest zadowolone ze swojego gigantycznego obozu cierpienia zwierząt i spoczywa na laurach.
CZIPOWANIE TO FIKCJA - CZIPÓW ZABRAKŁO ZARAZ PO ROZPOCZĘCIU AKCJI.
WOLONTARIAT NA PALUCHU JEST DLA OSÓB MÓWIĄCYCH SZEPTEM LUB WCALE. INNYCH SIĘ WYRZUCA. TAK SAMO JEST Z PRACOWNIKAMI.
KNEBLE ZAŁOŻONO TEŻ MIEDIOM.
TERROR TRWA. JAK DŁUGO JESZCZE ?
11 listopada 2010 APEL - NASZ KRZYK ROZPACZY DO LUDZI NA CAŁYM ŚWIECIE  
10 listopada 2010 Paluch to gigantyczne więzienie, w którym zwierzęta cierpią.
Cierpią w osławionym szpitalu
, gdzie przebywają głównie psy po pogryzieniach w schronisku (w maleńkiej klateczce muszą sie załatwiać, jeść, spać, leżeć i zdrowieć, bez spacerów i kontaktu z wolontariuszami), w geriatarium (umieralni dla starszych i chorych, gdzie izolacja, brak światła dziennego i spacerów powoduje depresję i cierpienie), w przepełnionych pawilonach, puszkach betonowych z niewyobrażalnym hałasem, wilgocią, smrodem i szambo), w przepełnionych maleńkich klatkach na krańcach schroniska, gdzie dochodzi do psich tragedii, gdzie trafiają zagubione zwierzęta z "kanapy" do błotnego koszmaru....
Można wyliczać w nieskończoność. Dyrekcja Palucha ma jedna odpowiedź - w wielu schroniskach w Polsce jest gorzej. Jest, tylko czy to cokolwiek tłumaczy ???
W KORABIEWICACH JEST GORZEJ.
Dziś przeczytajcie poniższy tekst o Korabiewicach. Od Internautki. Przez jakiś czas próbowaliśmy pomóc psom z Korabiewic. Wiele osób próbowało. TAk samo jak na Paluchu takie osoby przeszkadzają, widzą, nie są mile widziane. Nie da się. Przeczytajcie:
"
Piszę, bo szukam pomocy u różnych źródeł... Chodzi o schronisko w Korabiewicach... Psy dostają jeść 3 razy w tygodniu. Efekt: zagryzają drugie z głodu... psy nie są leczone, martwe wrzucane są do worków... Jak tak można... schronisko zamiast opieki daje im śmierć.. NIe wiem do kogo się udać, co zrobić w tej sprawie??? Przesyłam zdjęcie wymowne dla każdego kochającego zwierzaki... sunia ze zdjęcia została zjedzona przez inne psy...."
3 listopada 2010 Mega i Maluch są już w schronisku w Łodzi. Pilnie potrzebny dom dla nieszczęśliwych piesków.
30 października 2010 Chora łodzianka szuka domu dla swoich psów...
Trzy lata temu straciła lewą nogę - zaatakował ją rak kości. Wtedy jej świat się zawalił. Mąż odszedł, przyjaciele o niej zapomnieli, skończyły się pieniądze. Krystynie Markowskiej zostały tylko dwa psy - Mega i Maluch. Teraz kobieta szuka dla nich nowego domu, bo nie może się nimi opiekować.
30 października 2010 Sunię Myszkę uratowała Monika razem ze szczeniakami. Szczeniaki znalazły domy, a Myszka wciąż jest w domu tymczasowym, w domu Moniki. Obecnie znalazł się dla suni dom stały pod Poznaniem, który Monika sprawdziła, jednak na drodze do szczęścia Myszki stoi odległość i problem transportu.
Myszka ze swoją tymczasową Opiekunką proszą o pomoc. 503 069 502.
28 października 2010 EUTANAZJA NA PALUCHU - SZATANA UŚPILI, KTO NASTĘPNY ?
Zobaczcie jak wyglądał pies z Palucha, Szatan, pies skazany na śmierć...
Za nieudolność ludzi, za nieprzestrzeganie procedur, za brak należytej opieki, za przepełnienie spowodowane brakiem promocji, a może z powodu animozji do wolontariuszy. W końcu czy można się spodziewać czegoś dobrego po dyrekcji, która wyrzuca doświadczonych wolontariuszy, pokazujących autentyczne fotografie schroniska i prawdę - jest dużo do ukrycia.  
25 października 2010 Od Internautki o bezdomności... tylko my obywatele we współpracy z organizacjami możemy pomóc. Polityków ani państwa krzywda bezdomnych zwierząt nie obchodzi... a przecież one są częścią naszej społeczności.
Podobno stosunek do zwierząt świadczy o tym jakimi jesteśmy ludźmi. Podobno...
"...przeczytałam o pieskach ze Stawisk i musze przyznac że bezdomnośc w tamtym rejonie jest potworna i potworna tolerancja ludzi na to. Niedawno, we wrześniu przejeżdzałam przez Grajewo i tam na dworcu PKS zauważyLam 3 psiaki, bidy. W tym momencie mogłam je tylko w biegu nakarmic, dobrze że miałam czym, jechałam autobusem. Ciągle mam te psiaki przed oczami. Może jakos można przez władze gminne cos zrobic dla tych psów? Grajewo jest z 20 km od Stawisk, jedno województwo. Jadąc to trasa widuje błąkające sie psy, jeżdze autobusem wiec nie moge ich nawet nakarmic..."
23 października 2010 Maniek musi przeprowadzić się do hotelu pod Piasecznem z domu tymczasowego w Sulejówku.
Przebywał u Pani Gosi i było mu tam dobrze, chociaż wciąż dochodziło do konfliktów z Uszakiem, małym zadziornym pieskiem. Ostatnio pojawiła się szansa domu pod Krakowem. Jednak Zainteresowany postawił twarde warunki, m.in. aby pies nie był wykastrowany. Potrzebny jest mu pies na polowania, do towarzystwa seterowi też wykorzystywanemu do łowów na ptactwo i inne leśne zwierzęta. Nie możemy oddać Mańka do tego domu, chociaż perspektywa prawdziwego domu jest zawsze bardzo kusząca.
Jest nam smutno, że Maniuś musi wrócić do hotelu, pobyt w którym bardzo źle znosi. Przez ostatnie tygodnie spał na kanapie i zamiana na budę jest prawdziwym dramatem. Dziękujemy Pani Gosi za wszystko co zrobiła dla Mańka. Rozumiemy, że nie może więcej.
Taki Mańkowy po prostu psi los...
Prosimy o pomoc w transporcie z Sulejówka do hotelu pod Piasecznem. 
22 października 2010 Psy w geriatrium na Paluchu skazane są na powolne umieranie.
Odizolowane od świata, zamknięte w ciemnych pokojach, skazane na załatwianie sie obok swoich posłanek, ukryte przed oczami odwiedzających, bez szans na adopcję, powoli umierają. Taki los zgotowali im nie poprzedni właściciele lecz ludzie, powołani do tego aby im pomóc.
Fil jest jednym z nich.
19 października 2010 Farbka.. apel o pomoc dla ciężko doświadczonej przez los, przemiłej suni...
Mloda, okolo 3 letnia sunia - z ogromnym bagazem doswiadczen i cierpien. Z domu, ktory uwazala za swoj wyslana do piekla schroniskowego obozu - z ktorego uciekla, zbierajac w sobie resztke sil i mobilizujac wychudzone i obolale cialko..
 
18 października 2010 Sunia ze stacji Shell w Stawiskach już w lecznicy.
15 października 2010 Paluch to stołeczne schronisko, które powinno stanowić przykład dla innych miast. To co się dzieje jest wciąż bulwersujące, chociaż tyle osób zwraca się do Miasta z prośbą o zmiany.

To, jaka jest firma zależy od jej zarządzających. Na Paluchu wciąż rządzą osoby, dla których prawdziwy obraz firmy i jej podopiecznych nie są ważne, wręcz drugorzędne, które kolekcjonują zwierzęta utrudniając adopcje, nie dbając o ich los i warunki. Fakt ten udowadniany jest codziennie, chociażby przez traktowanie ludzi i organizacji, pragnących pomóc paluchowym zwierzętom, nie wspominając już o traktowaniu tych ostatnich.

14 października 2010 Gdy Iwona i Ewa zabierały Maxa i Dianę ze stacji Shell w Stawiskach, nagle zobaczyły maleńką, przerażoną suczkę bez oka... Chuda, brudna, z podwiniętym ogonem...
Nie dała podejść do siebie, a One nie mogły zabrać trzeciego psa do samochodu... Jednak nie mogą o niej zapomnieć. Iwona dzwoni codziennie do Pana ze stacji, który dał sie namówić aby odłowić sunię.
Gdy to się stanie trzeba będzie natychmiast pojechać. 200 km od Warszawy, do miejscowości Stawiski...
Prosimy Was o pomoc, może Ktoś mógłby zaoferować transport. My zajmiemy się sunią.
Obyśmy zdążyli...
7 października 2010 Znowu o Paluchu – współpraca z obywatelami w wydaniu schroniska.

 

Od kilku miesięcy nie bywam już w schronisku. Zwierzęta, którymi się opiekowałam pewnie mnie już zapomniały, po tym gdy dyrekcja placówki bez skrupułów odebrała Im moje ręce i zaangażowanie. Coraz rzadziej śnią mi się schroniskowe koszmary, uśmiercane nowonarodzone małe, pogryzione i zagryzione najsłabsze psiaki, ślizgawka na odchodach w klatkach schroniska tymczasowego, siki w psich miskach, szambo i brodzące w nim psie łapy w pawilonach, koszmarne warunki w szpitalu, ogromne kontenery zasłaniające psom jedyne okno na słońce i świat, SMRÓD, HAŁAS I ATMOSFERA przygnębiające wszystkich, ludzi i zwierzęta.
Jednak kiedy już wydaje mi się, że udało się zapomnieć, otrzymuję telefon lub mail i koszmary wracają.
W niedzielę wracałam z podróży służbowej i właśnie zadzwonił telefon. Usłyszałam po raz kolejny paluchową historię. Nic nowego, po prostu typowe traktowanie, lekceważenie, upokarzanie ludzi i zwierząt.
Pani znalazła psiaka, bardzo chciała mu pomóc, ale nie mogła zabrać do domu. Ponieważ mieszka w Warszawie, w której jest przecież stołeczne, wzorcowe schronisko utrzymywane również z jej podatków, więc wezwała straż miejską i wyeksmitowała psiaka na Paluch. Nie chciała jednak tak po prostu pozbyć się problemu. Była w stałym kontakcie ze schroniskiem, a psiakowi za zgodą placówki szukała domu. Szybko znalazła. Jednak pomimo uzgodnień z biurem adopcji oraz posłusznego czekania na dozwolony procedurami termin odbioru psa dowiedziała się nieoczekiwanie, że psa oddano do adopcji innej osobie. Komuś, kto ponoć codziennie przychodził go odwiedzać, w okresie kwarantanny, co albo wcześniej ukryto przed nią, albo było nieprawdą, albo co jest najbardziej prawdopodobne psa już nie ma w schronisku z powodu ucieczki lub zagryzienia...
Dwa dni później otrzymałam telefon od koleżanki z bardzo podobną historią…
Bałagan organizacyjny, lekceważenie, ignorancja i co jeszcze ? Po prostu zarządzanie z minionej epoki.
JAK DŁUGO JESZCZE ???

4 października 2010 Akryl, nasza polska "hyclowa" rzeczywistość. Przeczytajcie koniecznie.
3 października 2010 O Paluchu od Internautki:
"MÓJ KOLEGA BĘDĄC Z DZIEWCZYNĄ SWOJA W SCHRONIE BYŁ ŚWIADKIEM JAK KOBIETA PRZYJECHAŁA Z DZIECKIEM BO BARDZO CHCIELI ZAADOPTOWAĆ PSA NA CO PANI DYREKTOR POWIEDZIAŁA, ŻE NIE MA MOWY BO W DOMU SĄ MAŁE DZIECI I BĘDĄ SIĘ ZNĘCAŁY NAD PSEM I W TEN SPOSÓB PIES BĘDZIE MIAŁ ZŁE WARUNKI ŻYCIA. KOBIETA WYSZŁA Z PŁACZEM I WIELKIM ROZCZAROWANIEM. CHCIAŁA POMÓC JAKIEMUŚ PIESKOWI, DAĆ MU DOM I GODNE ŻYCIE A TU ZONK!!!!!!! "
Nic dodać nic ująć - normalna praktyka na Paluchu - zniechęcanie, utrudnianie, dbałość o dużą liczebność dobrostanu. A przecież w przypadku wątpliwości wystarczy po prostu sprawdzić adopcję... Otrzymuję przecież wiadomości jak to psy są wydawane bezrobotnym, ludziom z marginesu, a tu nagle troska aby dzieci sie nie znęcały...
Przepełnienie na żądanie i nieudolne zarządzanie !!
W kolejnym wpisie o innym przypadku lekceważenia ludzi i zwierząt.
3 października 2010 Bezdomne zwierzęta w Radiu Plus, dziś od 6.00 do 9.30.
Sytuacja jest tragiczna.
Gminy absolutnie ignorują problem.
Nie zajmują się wcale lub wynajmują hycla, który odławia i... lepiej nie kończyć. W zaprzyjaźnionym hoteliku znajduje się pies, przywieziony przez hycla. To pies, bokseropodobny, właściwie szkielet psa wymagający interwencji weterynarza. Jest tu od dwóch tygodni i, dano mu żyć...
Warszawa kreuje schronisko na Paluchu na wzorcową jednostkę,
a przecież wiemy, że określenie tego miejsca jako gigantyczne wiezienie jest najłagodniejszym z określeń.  PANUJE TU SMRÓD, NIEOPISANY HAŁAS I ATMOSFERA POWODUJĄCA DEPRESJĘ, ZAGRYZIENIA, CHOROBY I ZGONY. Brak współpracy z mieszkańcami Warszawy, którzy chcą pomóc. O tym wkrótce.
Potrzebna jest Ustawa, a właściwie jej zmiana i zwrócenie oczu, na te, które same nie dadzą sobie rady.
Tylko Wy możecie wpłynąć na władze i decydentów.
W tym krytycznym okresie, przy zbliżającej sie zimie, tylko Wy możecie pomóc we współpracy z Fundacjami.
28 września 2010 Poszukujemy pilnie małej budy do domu tymczasowego współpracującego z Fundacją "Przytul Psa". Wtedy kolejny maluch będzie mógł otrzymać pomoc od Fundacji.
Kontakt: 503069502.
27 września 2010 Pamela ma ukochanego psa, z którym ciężko się rozstać... Pracuje w Piasecznie i musi wynajmować mieszkanie, jednak nie może znaleźć oferty, w której akceptowany byłby zwierzak. Obecnie Pamela rozstała się z przyjacielem. Psiak tymczasowo zamieszkał u jej przyjaciół. Oboje bardzo to przeżywają.
Czy ktoś może pomóc Pameli w znalezieniu pokoju u ludzi kochających/akceptujących zwierzęta ? Tel. 504 179 757.
23 września 2010 Białas z Tuchlina...
Białas przebywa obecnie na działkach w Tuchlinie. Nie jest tu bezpieczny.
Jeśli znajdzie dom tymczasowy Fundacja "Przytul Psa" obejmie go natychmiast pomocą.... 
22 września 2010 Pilnie, potrzebny dom tymczasowy dla małego kociaka.
"Kociak jest na 100% wychowywany w domu, bardzo lgnie do ludzi. Bardzo proszę o pomoc w znalezieniu domu tymczasowego lub stałego dla maluszka. . Wioletta. "
 wioncia@interia.pl
21 września 2010 Fruzia z Palucha, przykuta do 2 łańcuchów, woła o pomoc...
Fruzia z Palucha jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie ! Trzeba jej pomóc !
Proszę Was o wsparcie i napisanie w Jej sprawie do dyrekcji schroniska i urzędu miasta.

Fruzia ( 5 lat na Paluchu !!! ) przebywała w domku nr 63 kilka lat, sama, jako sunia, która nie lubi innych psów. W schronisku jest takich wiele, to w związku z nienaturalnymi, okrutnymi warunkami życia jakie zgotował im człowiek..
Kilka miesięcy temu, nie wiadomo dlaczego, przeniesiono ją do budy, na łańcuch...
I tu tragedia !!
Fruzia ma małą głowę. Wciąż zrywa się, co wiąże się ze śmiertelnym niebezpieczeństwem.
Ostatnio nałożono jej dwie obroże zaciśnięte do granic możliwości i 2 łańcuchy !!!
Fruzi ciężko przełknąć ślinę, jeść i pić.
"Zerwijmy łańcuchy" -  hasło nie dla Palucha.

 
18 września 2010 Paluch - koszmarne miejsce męczeństwa 2300 psów i 100 kotów...
Wasze pieniądze, pieniądze z podatków, są przekładane na niebotyczne cierpienie rezydentów Palucha.
NIE BĄDŹ OBOJĘTNY...
Czy ktoś jest w stanie wyobrazić sobie nieprawdopodobne męczeństwo zwierząt na Paluchu ?
Zgromadzone na niewielkim obszarze, w wiecznym smrodzie, hałasie, poukładane jak śrubki w szufladkach po 4 po 5, po 6... Zagryzające najsłabszych, rodzące małe, zabijane natychmiast po znalezieniu, psy walczące o niewysterylizowane suki, wszystkie cierpiące na depresję i choroby, tęskniące za dotykiem ludzkiej ręki lub reagujące agresją bezradne w swoim cierpieniu...
I to wszystko za przyzwoleniem ludzi, decydentów, zarządzających, cieszących się swoimi posadkami i zwalających obecny tragiczny stan rzeczy na skalę bezdomności w Polsce...
Mówią - to nie nasza wina, tak musi być... niech się cieszą, że pozwalamy im żyć...
Te schroniskowe "numery" nie upomną się o swoje prawa, nie założą związków zawodowych, nie obronią się, czasami ugryzą w desperacji i wtedy otrzymają etykietę świra i "szlaban" na adopcję, izolację...
Adopcję, która często jest utrudniana, uniemożliwiana z byle powodu....
Obojętność na Ich krzywdę, ciepłe posadki, bezkarne zarządzanie, przedmiotowe podejście audytów - aby tylko numery się zgadzały -, całkowita bezkarność ludzi i ukrywanie prawdy o koszmarze zwierząt...
Tych, którzy chcą odkryć prawdę, usuwa się natychmiast... I znowu bezkarność i ciepła posadka...
A ci na "górze" ? Coraz częściej myślą o wielkiej eutanazji - najłatwiejszym wyjściu z sytuacji, do której doprowadził człowiek...
Gdy znajdziesz psa, nie wołaj straży miejskiej, która często nie chce przyjechać, nie zawoź go do schroniska, w którym nie zechcą go przyjąć...
Nakarm go i poszukaj Fundacji, która mu pomoże, domu tymczasowego, domu stałego...
Skazanie go na schronisko to skazanie na cierpienie i śmierć. Cierpienie, szczególnie trwające wiele lat, często aż do końca życia, jest gorsze od śmierci.
A ponadto piszcie do władz, żeby nie czuły sie zupełnie komfortowo w tym koszmarze, który stworzyli, a kropla drąży skałę...
To Wasze pieniądze są przekładane na niebotyczne cierpienie rezydentów Palucha.
OBEJRZYJ KONIECZNIE
5 września 2010 Aron to tylko jeden z 2300 psów na Paluchu, dla schroniska to tylko numer, za którym idą pieniądze z Miasta...




Jego historia, jak wielu paluchowych rezydentów, jest bardzo smutna. Trafił tu oddany przez właściciela, który tresował go na psa obronnego lecz potem porzucił... Wkrótce znalazła się osoba, która chciała zaadoptować psa do pilnowania posesji. Aron spodobał się. Podczas procedury adopcyjnej, w biurze adopcji, w kolejce do lekarza Aronowi puściły nerwy... Ugryzł w rękę przechodzącą Dyrektorkę. Był bez kagańca, podminowany, pierwszy raz pozo klatką od długiego czasu. Już bronił nowego pana...
W schronisku nie przestrzega sie procedur...
Dostał "szlaban" na adopcję - w końcu ugryzł dyrektora schroniska. Przecież pogryzienia w takich sytuacjach zdarzają się. Przecież psy to czujące istoty.
Trafił do swojej celi do końca życia. Ulitował się nad nim wolontariusz. Aron miał chociaż spacery, zamiast... Po kilku latach wolontariusz zapomniał o Aronie...
Wtedy inny wolontariusz przejął wyprowadzanie Arona. Pokazał Go na tej stronie.
Pani Magda z Kanady pokochała Arona. Przysyłała Mu paczki, przysmaki...
Wolontariusza wykluczono za pokazywanie prawdy o schronisku na tej stronie.
Aron kolejny raz stracił...
Aron tkwi w swojej celi do końca życia. Nie wiemy czy jest chory, czy zdrowy, nie ma żadnych radości, powoli umiera...
Aron to tylko NUMER, za którym idą pieniądze. Za czasów Wandy Dejnarowicz liczba psów w schronisku wzrosła ponad dwukrotnie.
Takie bezduszne rządy na Paluchu są za przyzwoleniem Miasta. Utrudnianie adopcji, wyrzucanie wolontariuszy, brak kastracji i sterylizacji, pogryzienia i zagryzienia, dbałość wyłącznie o wizerunek, fałszywy, zakłamany wizerunek ogromnego, gigantycznego, okrutnego więzienia.
Jak długo? To zależy również od Was. Nie pozwólcie...
Popatrzcie Im w oczy i piszcie o pomoc do decydentów...

Im też zabrano wolontariusza...
4 września 2010 Czipowanie w Stolicy i znów nie tak.. dużo szumu i .. na tym koniec.
Dobre chęci i na tym jak zwykle koniec. Rozreklamowano akcję za duże pieniądze,, zaangażowano kliniki chętne do współpracy, namieszano ludziom w głowach i... czipy już dawno się skończyły. Kilka miesięcy temu... Niby coś sie chce zrobić, ale wciąż nie tak. Zakupiono za mało.
Schronisko na Paluchu to ewidentny przykład złych rządów. Ale jak widać nie tylko ono..
2 września 2010 Był jednym z 2300 numerów na  Paluchu.
Pewnego dnia wydawało sie, że los się do niego uśmiechnął. Wybrali jego. Biuro adopcji wydało psa, bez kastracji, bez zastanowienia, bez sprawdzenia, bez jednego telefonu poadopcyjnego...
Okazało sie, że mały "Numerek" pojechał do meliny, do rodziny z marginesu społecznego. Awantury, libacje, policja, cierpienie dzieci i zwierzęcia. Dzieci zabrano do domu dziecka, a pies znalazł sie na ulicy.
Tym razem miał szczęście. Zauważyła go pewna Pani. Pomogła. Pies ma już dom a wynędzniały, brudny zastraszony, doznaje przemiany.
Trzymajmy kciuki za jego dobry los.
A jednak to cierpienie nie poszło na marne. Udało mu się wyrwać z okrutnego miejsca. Większość zwierząt pozostaje tu na zawsze z powodu złego zarządzania placówką, braku promocji i złej koncepcji schroniska, koncepcji okrutnego gigantycznego więzienia zamiast placówek mniejszych łatwiejszych do skontrolowania i prowadzenia.
18 sierpnia 2010 Jamnik Kuba opuścił schronisko na Paluchu !
Był jednym z moich podopiecznych. Znalazłam go w klatce nr 67, w schronisku tymczasowym na Paluchu. Był uwięziony w trudno dostępnym miejscu z wieloma pieskami. Jego szanse na adopcję były tu marne. Siedział już długo. Ponadto miał opinię agresora... Dziczał...
Kuba to piesek w typie rasy. Takie psy dość szybko mogą liczyć na dom. Są chętnie adoptowane. Bezsendowna organizcja schroniska powoduje, że takie psy a również szczeniaki są rozsiane po całym ogromnym terenie schroniska i ... często spedzają tu całe życie zamiast iść do adopcji.
Kubę trudno było wypatrzeć i nie był promowany.
Po przeniesieniu bliżej biura Kuba był wyprowadzany na spacery i okazał się cudowną przytulanką. Nie podobało sie to pracownikom. Wrócił do starej klatki, gdzie wyprowadzanie go na spacery było bardzo trudne z powodu wielu piesków. Dla wszystkich brakuje rąk....
Wczoraj nastąpił cudowny dzień.
Wszystkiego najlepszego dla Kuby i jego nowych Właścicieli!!!
Dziękuję wszystkim, którzy pomogli.
16 sierpnia 2010 Na Paluchu nic się nie zmienia. Wciąż trwa gehenna psów i piękny wizerunek schroniska kreowany przez Dyrekcję. Miasto jest nieczułe na informacje napływające od Internautów i nie robi NIC. Oto kolejna bulwersująca tragiczna paluchowa historia.
Piszcie proszę na wyżej wskazane adresy, aby wreszcie zmieniły się okrutne rządy, zakłamanie i gehenna psów w tym stołecznym schronisku z minionej epoki.
Przeczytajcie koniecznie.
"To skandal jacy ludzie tam pracują nie wspominając o dyrektorce ta osoba nie ma uczuć!  Znam wiele takich historii od znajomych gdzie były takie przypadki! Naprawdę ktoś powinien się tym zainteresować bo to karygodne co się tam dzieje!!!"
15 sierpnia 2010 Pilnie potrzebny transport dla psa z Radzymina do Zalesia Górnego. Kontakt: 503 069 502.
31 lipca 2010 NA POMOC !!!
Przeraźliwie chudy słaniający się na nogach, duży, biały, w rude łaty pies, błąka się w Sowiej Woli. na trasie Błonie - Nowy Dwór Mazowiecki- główna trasa. Podbiega do każdego samochodu, najprawdopodobniej został wyrzucony.
FUNDACJA "PRZYTUL PSA" PRZYJMIE GO JEŚLI KTOŚ DOWIEZIE DO LECZNICY.
POMÓŻCIE. T. 503 069 502.
31 lipca 2010
 
Dramat Lakiego na Paluchu - prośba o pomoc...
Laki miał swojego wolontariusza, potem go stracił, po wykluczeniu, przestał wychodzić na spacery...
Wreszcie zaczęła go wyprowadzać wolontariuszka Ela C., gdy pozwoliło jej na to zdrowie po operacji. Teraz musiała przejść kolejną operację... i nie może przyjeżdżać do schroniska.
Laki znowu bez spacerów - to jeden z wielu dramatów psów z Palucha, ale to, że jest jednym z wielu nie koi jego cierpienia. On pragnie tego, do czego przywyknął.
Pomóżcie Lakiemu. Jest w spacerowniku na końcu schroniska.., to przemiły i doświadczony przez los psiak.
28 lipca 2010 DRAMATYCZNIE PILNE!3 CUDOWNE PSY W LESIE!

3 psy wyrzucone do lasu szukają domów stałych lub tymczasowych!!
Mała sunia, sięgająca tuż ponad połowę łydki, ma ok.7 miesięcy, trochę zalękniona
Piękna suczka-mix husky, bardzo łagodna, przyjacielska, cały czas daje brzuszek do głaskania, ma ok.10 miesięcy
ok.4 letni piękny mix owczarka niemieckiego długowłosego!
Błagam, pomóżcie je ocalić!
One cały czas śpią w lesie bo nikt nie chce im pomóc...
0-796 096 481

25 lipca 2010 Mikrus, mały, śliczny, przemiły piesek, po miesiącach cierpień nie żyje.. To mój podopieczny z Palucha, znów o jednego mniej... Gdybym tam była być może los jego potoczyłby sie inaczej... może udałoby mi się go uratować jak wiele innych...
Mikrus mógł żyć, a umarł w cierpieniach bo tak jest na Paluchu... Paluch obłudnie szczyci sie, że nie usypia psów, ale to, że zapewnia im bezsensowne cierpienia zataja...
Mikrus umarł 22 lipca w strasznych męczarniach, na Paluchu.

Umarł w męczarniach, podobno miał skręt żołądka, przynajmniej taka jest oficjalna wersja. Ponieważ prawdę zataja się na Paluchu możemy domyślać się innych przyczyn, najbardziej typową na Paluchu jest zagryzienie... Taki łagodny i bezbronny psiak często bywa ofiarą nieszczęśliwych, zdesperowanych więźniów schroniska.
Zobaczyłam go w przepełnionej klatce za geriatrium dwa lata temu. Śliczny, młody, przemiły utknął na "końcu świata" gdzie szanse na adopcję są prawie zerowe. Poprosiłam o przeniesienie do transporterka, gdzie był jakiś czas, a potem na moją prośbę trafił do budy. Niestety, w części mało eksponowanej, ale blisko biura, gdzie miał "okno na świat" i spacery. Gdy było zima, dokładałam mu słomy, a latem dolewałam wody - brakowało...
Wkrótce odezwała sie osoba, która wcześniej adoptowała mojego ulubieńca Minorka. Pragnęła pomóc Mikrusowi. Przyjechała gdy mnie nie było i uzyskała informację w biurze adopcji, że Mikrus jest bardzo agresywny. Musiała zrezygnować...
Mirkus nie był agresywny ani do ludzi, ani do zwierząt. To psia przytulanka. Ta oczywista nieprawda, to wydarzenie, zadecydowało o przyszłym losie psa.
W ten sposób traci swoja szansę, a czasami życie wiele psów na Paluchu.
Niedługo po tym Mikrus został adoptowany. Tu jednak wydarzyła się tragedia - pożar mieszkania i pies uciekł w popłochu... Znalazł się na Paluchu, prawdopodobnie po wypadku. Trafił do szpitala.
Gdy właścicielka Minorka ponowiła prośbę o pozwolenie adopcji odmówiono...
W szpitalu trzymano go kilka miesięcy i nie pozwalano na kontakt z wolontariuszem. W koszmarnych warunkach, bez kontaktu ze światem, ludźmi, swoim wolontariuszem tkwił w maleńkiej klateczce bez spacerów, załatwiając tu swoje potrzeby fizjologiczne co dla niego było prawdziwym koszmarem. To czysty, domowy piesek.
Szpital na Paluchu - tu chore zwierzaki nie mają uczuć...
Po kilku miesiącach Mikrusa przeniesiono do klatki w rejonie 13 - do licznej klatki. Wyprowadzenie go na spacer stąd było niezwykle trudne, ale pomimo tego zaczął wychodzić na spacery.
Dziś, 25 lipca, miał zostać adoptowany. Dziś miał być jego wielki dzień.
Śpieszmy się Im pomagać, walczmy o Ich prawa i zmiany na Paluchu, tym koszmarnym, okrutnym więzieniu i coraz częściej zgadzam się z tymi, którzy nazywają go obozem koncentracyjnym dla zwierząt,
Pamiętajmy, że cierpienie bez perspektyw, jest gorsze niż śmierć..

Żegnaj Mikrusku, niech ci tam będzie lepiej za Tęczowym Mostem.
17 lipca 2010 Paluch - przepełnienie na żądanie - kolejny przykład okrutnej polityki Dyrekcji Schroniska.
Na Paluchu źle się traktuje nie tylko zwierzęta, ale i ludzi. Przykładów mam wiele i wciąż dochodzą nowe.
Oto kolejny:
Ci Państwo stracili swojego pieska po 13 latach. Bardzo to przeżyli. Wiele zwierząt uratowali, odwiązywali od drzew w lesie, przygarniali chore, po wypadkach, znajdowali domy.... Przeprowadzili się z Warszawy niedawno (są rdzennymi warszawiakami), mają duży ogród, konie i potrzebowali dużego psa do ogrodu. Pojechali na Paluch, do najbardziej znanego schroniska w okolicy.
Obecnie mówią, że już nigdy tam nie pojadą i patrząc na beznadzieję psów uważają, że z dwojga złego lepsza już eutanazja...
Biuro adopcji powiedziało, że nie da im psa, gdyż na wsi będzie miał źle..., gdy się upierali, postawiono warunek aby 2-3 razy w tygodniu przyjeżdżali z psem do schroniska w celu pokazania zwierzęcia. Gdy ci Państwo zaprotestowali, że nie mają na to czasu, odmówiono...
Pies wrócił do klatki, być może pozostanie w tej maleńkiej zatłoczonej klatce do końca życia.
Ci Państwo adoptowali psa z naszej Fundacji. Jesteśmy zadowoleni. Oni też. Imiona i nazwiska znane właścicielowi strony.
PROTESTUJMY.
NIE POZWÓLMY NA TAKIE TRAKTOWANIE LUDZI I ZWIERZĄT  W STOŁECZNYM SCHRONISKU.
10 lipca 2010 W odpowiedzi na oskarżenia, które ukazały się ostatnio w artykułach prasowych, Wolontariusze z Palucha protestują.
Proszę Was o wsparcie Paluchowego Wolontariatu, tych wyjątkowych, wspaniałych Ludzi, bezinteresownie, z poświęceniem siebie pomagającym nieszczęśliwym, skrzywdzonym zwierzętom.
Pomóżmy Im i Ich Zwierzętom. Bez nich paluchowym bidom będzie jeszcze gorzej.
Piszcie
do Pani Prezydent, Wojewody Mazowieckiego, Prokuratury, NIK’u, prasy... Żyjemy przecież w demokratycznym kraju, w którym powinno być miejsce na uczucia i bezinteresowne czynienie dobra.
Wczoraj moja Koleżanka powiedziała mi po pobycie w schronisku: "jeśli chcesz zobaczyć piekło to przyjedź na Paluch..."
9 lipca 2010 Stanowisko Urzędu m.st. Warszawy dot. Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt -

To jest nie do przyjęcia. To po prostu całkowita ignorancja i arogancja władzy.
Na Paluchu jest tragicznie. Przepełnienie w maleńkich klatkach i koszmarnych pawilonach, w których od hałasu pękają bębenki nie tylko ludziom ale i zwierzętom, zagryzanie, ukrywanie prawdy, działania pozorne, dbałość o wizerunek kosztem psów.
A teraz jeszcze oskarżanie wolontariuszy.
ZNOWU URZĘDNICZY CHCĄ ZATUSZOWAĆ SWOJE NIEKOMPETENCJE, POKAZUJĄ CAŁKOWITY BRAK POSZANOWANIA DLA LUDZI POŚWIĘCAJĄCYCH SIĘ BEZINTERESOWNIE RATOWANIU ZWIERZĄT ORAZ DLA ZWIERZĄT, KTÓRYM WSPANIAŁOMYŚLNIE POZWALA SIĘ ŻYĆ, ALE W KOSZMARNYCH WARUNKACH I POD KOSZMARNYM ZARZĄDZANIEM OPARTYM NA TERRORZE I AROGANCJI WŁADZY.
Miasto jak widać, akceptuje obecny stan, błędy zarządzania, niegospodarność i męczeństwo zwierząt.
Wskazano mi, że trzeba pisać do Pani Prezydent, Wojewody Mazowieckiego, Prokuratury, NIK’u, prasy.
Trzeba walczyć o nasze zwierzęta i nasze podatki !
TYLKO WY MOŻECIE TO ZMIENIĆ.

6 lipca 2010 Kolejny artykuł, w którym pisze sie nieprawdę i obraża Wolontariuszy. Tutajkliknij...
Czy Miasto wyraża zgodę na obrażanie Wolontariuszy i obarczania ich winą za nieudolność Dyrekcji?
Zapytajmy, nie pozwólmy na to. Protestujmy !!!
5 lipca 2010

Potrzebne zmiany na Paluchu. TU ARTYKUŁkliknij...
To dobrze, że w końcu zauważono konieczność zmian. To dzięki Wam. Ale...
Wypowiedź dyrektora schroniska jest karygodna. Całe zło składa na karb wolontariatu - "samowoli" ludzi, którzy bezinteresownie, ogromnym wysiłkiem, dają z siebie tak dużo...
A przecież ta "samowola" to po prostu bezcenne działania wolontariatu dla zwierząt. Schronisko przyjmowało wolontariuszy lecz nie zajęło się organizacją pracy, nie było żadnej komunikacji, ani mailowej, ani telefonicznej (dzwoniono tylko po to aby przekazać naganę, np. za promocję zwierząt). Wielokrotnie zmuszano ich do łamania regulaminu. (Na przykład regulamin zabrania wolontariuszowi wyjmować psy z klatek, ale nikt w tym mu nie pomoże - to absurd i zapis jak wiele innych niemożliwy do spełnienia. To hak na tych, których chce sie usunąć..)
Chaos, który panuje w tej placówce dotyczy również organizacji wolontariatu, a właściwie kompletnego jej braku, wolontariatu, który organizował swoją pracę we własnym zakresie, aby jak najefektywniej pomagać zwierzakom, aby jak najwięcej im dać. To nazwano samowolą. To ciężkie i bardzo niesprawiedliwe oskarżenie.
Czytając te wypowiedź WD, już nie wierzę w zmiany przy obecnej dyrekcji. Jest coraz gorzej.
Coraz więcej oskarżeń, agresji, pomówień i ukrywanej krzywdy zwierząt... Tylko kolejne działania dla fałszywego wizerunku...
Obserwując to wszystko myślę, że dyrekcja tej placówki nie tylko nie lubi zwierząt ale je wręcz nienawidzi.... Teraz, przy braku kontroli społecznej, całkowicie bezkarnie je krzywdzi.
NIE POZWÓLMY NA TO !!!
3 lipca 2010 Przepełnienie na Paluchu - niekończąca się historia...
Sunia nr 143/08 została porzucona pod schroniskiem na Paluchu w 2008 r. Zauważyłyśmy ją w sobotę podczas spacerów. Była biedna, przerażona. Jednej koleżance udało się ją złapać i doprowadzić do schroniska i... Trafiła do gabinetu dyrektora.  Utknęła tu na dobre. Spędza życie zamknięta w czterech ścianach, chodząc po odchodach innych psiaków w podobnej sytuacji, wychodzi na pięciominutowe spacerki i tęskni za człowiekiem... To dobre gdy nie ma innego wyjścia dla psich kalek, ale nie zastąpi domu...
Wiele osób o nią pytało. Kierowałam do WD. Niestety, nikomu nie wydano... Podobno po rozmowie wszyscy rezygnowali...
Dziś kolejna osoba zwróciła sie o pomoc. Nie chcą jej wydać psa, chociaż dzwoni i prosi od jakiegoś czasu. Podobno sunia jest leczona. Już ponad dwa lata...
PRZEPEŁNIENIE NA ŻĄDANIE NA WARSZAWSKIM PALUCHU.
1 lipca 2010 Czipowanie w Warszawie - wiadomość od Internautki.
Kolejna historia wskazująca na to jak Schronisko i Miasto Warszawa są zaangażowane w pomoc zagubionym zwierzętom i ich właścicielom... a właściwie jak absolutnie NIE są zaangażowane.

PRZEPEŁNIENIE NA ŻĄDANIE NA WARSZAWSKIM PALUCHU.
OCEŃCIE SAMI I PISZCIE DO DECYDENTÓW. Ta sunia miała szczęście, ale ile jest takich, które spędzają resztę życia w schronisku w tym czasie gdy ich właściciele czekają...
30 czerwca 2010 Warszawa jest obojętna na los zwierząt. Ma jedno z najgorszych schronisk w kraju, przepełnione i oferujące tragiczną wegetację, często do końca życia dla czworonogów, która często przyszły tu prosto z kanapy... Brak promocji, organizacji, empatii...
Wolontariat jest ograniczany, dyrekcja ma władzę absolutną, a o wizerunek dba się za wszelką cenę. - kosztem zwierząt.
Kuriozalną sprawą jest czipowanie, które potwierdza pozorność działań, bez sensu i bez chęci zrobienia czegoś naprawdę.


"Warszawa nie przyłączyła się do ogólnopolskiej bazy prowadzonej przez Polskie Towarzystwo Rejestracji i Identyfikacji Zwierząt (PTRIZ). Jest w niej już ponad pół miliona zwierząt z kilkudziesięciu miast, m.in. Gdańska, Żar, Płocka, Ciechanowa. - Większa baza to większa szansa odnalezienia zaginionego zwierzaka - wyjaśnia Agnieszka Grażul-Luft z płockiego urzędu.
- W tym roku zaproponowaliśmy Warszawie bezpłatne przyłączenie się do naszej bazy. Trudno w to uwierzyć, ale stolica nie była tym zainteresowana. Nie mam pojęcia dlaczego - dziwi się Anna Pup, szefowa PTRIZ. I dodaje: - Nasza baza jest czynna całą dobę, a dostęp do warszawskiej często ogranicza się do godzin otwarcia urzędu."

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,67305,6679891,Czipowanie_psow_w_stolicy_kuleje.html

Ostatnio coraz częściej otrzymuję informacje o paluchowych psach, które znajdowane są poza Warszawą. Mają czipy, ale nikt nie może ich odczytać…

WSZYSCY CI, KTÓRZY PISALI PETYCJE W SPRAWIE PALUCHA OTRZYMALI PISMO OD URZĘDU MIASTA -  NIE MA ŻADNYCH NIEPRAWIDŁOWOŚCI. DYREKTOR SCHRONISKA JEST DUMNA, ŻE TYLE LUDZI PISAŁO W SPRAWIE BIEDNYCH ZWIERZĄTEK, I WYSZŁO NA TO, ŻE WSZYSTKO JEST OK.

W ostatnim czasie doszło kolejne groźne zjawisko. usunięto niewygodną kontrolę społeczną. Paluch, okrutne państwo w państwie szczelnie zamknięte przed okiem zewnętrznych intruzów, może robić bezkarnie co chce...

RATUJMY NASZE ZWIERZĘTA !!! Jeśli daje im się żyć, to niech to życie będzie godne.
Cierpienie jest gorsze od śmierci.
Po prostu piszmy bez końca, do skutku... aż Ktoś otworzy serce, oczy i rozum...

23 czerwca 2010 Tobi odszedł... i brak słów aby wyrazić żal, ból i rozpacz. Kocham je wszystkie, rozpaczam po każdym, gdy odchodzi, ale Tobi to legenda, to pies, jakiego już nigdy nie będzie...

Zegnaj Tobisiu, mój niepowtarzalny, kochany, silny, wielki rottweilerze, o sercu anioła. Nawet Ty, który tyle razy zwyciężałeś i pokonywałeś przeciwności losu, a ja nazywałam Cię „mój Niezniszczalny, Niepokonany”… musiałeś w końcu przegrać ze śmiercią...
Z nią przegrywa, w końcu, każdy…
Żegnaj…

22 czerwca 2010 Jeszcze raz Radio dla Ciebie - niedziałający link...
16 czerwca 2010 OSTRZEŻENIE...
16 czerwca 2010 Ekolodzy nie chcą Komorowskiego

Największe polskie organizacje broniące praw zwierząt nie chcą, by na stanowisku prezydenta RP stanął, człowiek, który jest czynnym myśliwym i ze swojej strzelby zabija niewinne zwierzęta - można przeczytać na portalu 5władza, który skupia środowiska obrońców zwierząt.
Nie do przyjęcia dla mnie jest to, że jego pasją jest mordowanie
zwierząt dla przyjemności – piszą dziennikarze portalu 5władza.eu. 
http://www.fakt.pl/Ekolodzy-nie-chca-Komorowskiego,artykuly,72069,1.html 

Bronisław Komorowski jest myśliwym od co najmniej 20 lat. Pamięta go z tamtych czasów pracownik Wojskowego Ośrodka RekreacyjnoKondycyjnego Omulew w Czarnym Piecu na Mazurach. Omulew miał wtedy koło łowieckie, strzelać mogli tylko dygnitarze wojskowi. Rezerwat był ogrodzony, zimą dokarmiano zwierzęta. Były łatwym łupem myśliwych…
Podczas polowania zastrzelono przez przypadek psa Romana Arseniuka, który był podkładaczem z psami. Sprawę umorzono, bo Arseniuk całą winę wziął na siebie i nie rościł do nikogo pretensji. W feralnym polowaniu brał udział poza Komorowskim także Jerzy Kozłowicz, warszawski biznesmen, znajomy Józefa Oleksego…
  http://www.rp.pl/artykul/492843_Komorowski___noc_mysliwego_.html
Czuję sympatię do
Bronisława Komorowskiego, ale nie głosowałbym na niego, bo on strzela do zwierząt dla przyjemności, to okropne
- załamywał ręce Ryszard Bugaj na antenie RMF FM.

12 czerwca 2010
Możesz nakarmić psią biedę! Kliknij sam i prześlij dalej: http://szerlok.pl/nakarm_psa/
11 czerwca 2010 Radio dla Ciebie wyemitowało krótki, pięciominutowy program o Paluchu... zemsta wolontariusza...
7 czerwca 2010 Po raz kolejny, ruszyła w Warszawie akcja elektronicznego znakowania psów i kotów, których właściciele zamieszkują na terenie m.st. Warszawy...
4 czerwca 2010 Koszmar kotów na Paluchu... prosimy, błagamy, żądamy pomocy. Piszcie na wskazane w petycji adresy. Tylko pisanie może coś zmienić.
Przeczytajcie ten rozpaczliwy tekst, pomóżmy kotom na Paluchu, temat kotów na tej stronie rzadziej się przewija, ale kochamy je na równi z psami. Jest im jeszcze gorzej niż psom w tym potwornym więzieniu...
4 czerwca 2010 09:08, będzie pomór na Paluchu:
Po raz kolejny zaczyna się pomór kocich maleństw na Paluchu. Eko Patrol, mimo prób przekierowania
do Konstancina, nadal przywozi tam kocięta. Od marca, gdy mieliśmy pierwszy potwierdzony przypadek
panleuko, zmarło kilka kociąt - o których wiemy...
3 czerwca 2010 Przepełnienie na żądanie, czyli adopcja Platona tylko dzięki Wolontariuszce. Dziękujemy i życzymy wszystkiego najlepszego !!!.
Gdyby nie wolontariuszka zostałby w schronisku, chociaż Oni wybrali Jego spośród 2300 psów. Biuro adopcji nie chciało pomóc gdy bał się wejść do samochodu, lekarz odwodził od adopcji...
Wolontariuszka zawiozła psa aż 65 km w jedną stronę swoim samochodem, dziś już wiadomo, że jest super, że pokochał mniejszego towarzysza i szaleje z nim w ogrodzie, że wszyscy są w nim zakochani.
3 czerwca 2010 Myśliwy zabija dla przyjemności - to jest niezaprzeczalne. Dlatego zapraszam Was do podpisania petycji.
2 czerwca 2010 Gdyby ktoś z Was chciał wypowiedzieć się za wydaniem zgody na wolontariat w schronisku dla bezdomnych zwierząt w Sosnowcu, to przesyłam link, chętni są i działają ale w partyzantce.
http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=5440
29 maja 2010 SOBOTA NA PALUCHU - spacery tylko dla wybrańców...

zajrzyjmy do psich kojców i bud...

psi kombinat..

ten z domku 20 z wyrwaną wargą

Znowu nie wszystkie psy, którym odebrano wolontariuszy, wyszły na spacery. Znowu mogły tylko wspominać dobre czasy...
Bulik był na spacerze !!! Dziękuję !!!
Poza tym było spokojnie. Mało wolontariuszy, mało adopcji, spokojne życia dla pracowników. Ulga - nikt nie pokaże błędów i niedociągnięć.
Schronisko na Paluchu to jedno z typowych, koszmarnych tego typu miejsc w Polsce. Są gorsze i dyrekcja schroniska zawsze się powołuje....
Brak dobrej strony internetowej i promocji, nieudana inwestycja (pawilony), przepełnienie do granic możliwości i zła organizacja przekładają się na gehennę i cierpienie nie do przyjęcia w cywilizowanym kraju.

Ok, zwierzęta mają "wikt i opierunek", ale czy to wystarczy do życia ? Czy formuła funkcjonowania w maleńkich, przepełnionych klatkach przez całe psie życie jest do przyjęcia ? Czy jest humanitarna ? Za mało wolontariuszy (są nabory, ale przecież ich wciąż ubywa, gdyż są usuwani lub sami odchodzą - to jest przecież miejsce tylko dla bardzo wytrwałych i zdeterminowanych...), brak wybiegów do pobiegania dla psów, zamknięcie w szpitalu bez spacerów, geriatrium... brak podstawowych działań, które mogłyby pomóc w tej krytycznej dla zwierząt  sytuacji.
J
est to tym bardziej okrutne, że w przeciwieństwie do opinii rozsiewanej przez dyrekcję są to w większości "kanapowce" w Warszawy więc przywykłe do innych warunków niż brodzenie w szambie i walka z nieprzyjaznym stadem. Kto ze wsi przywoziłby swoje zwierzę do Warszawy, jak wyglądają wiejskie psy? nie tak jak te, które przybywają do schroniska...
 
Obecna dyrekcja dba tylko o wizerunek, a nic nie robi aby zmniejszyć dobrostan. Wciąż brak radykalnych działań promocyjnych i rzetelnej informacji na oficjalnej stronie internetowej.
Dyrekcja i Urząd Miasta Warszawy dbają o ta, aby żadne złe informacje nie przeciekały do mediów. Wyrzuca się z pracy (powiedziano mi o przypadkach wyrzucania dziennikarzy i urzędników, którzy chcieli podjąć interwencje !!!) i wolontariatu... Jeden telefon wystarczy aby wstrzymać emisję programu lub artykułu...
Dyrekcja schroniska wytacza procesy internautom za krytyczne uwagi zamiast zająć się kluczowymi zadaniami placówki. Dyrekcja schroniska czuje się bezkarna gdyż ma swoich obrońców...
NIE TĘDY DROGA !!!
Kto za tym stoi ?
Co Wam to przypomina ?
Pozostaje tylko pisać i pisać i czekać na zmiany. Przyjdą na pewno, gdyż nie wierzę aby stołeczne miasto mogło sobie pozwolić w dłuższym terminie na takie dręczenie zwierząt w centrum Europy.
27 maja 2010 Kąciki adopcyjne na stronie Palucha - e-mail od wolontariuszki...
Nic dodać, nic ująć...
W jednym z ostatnich wpisów cieszyłam się z powstania kącików adopcyjnych na oficjalnej stronie Palucha. Oto komentarz wolontariuszki:
"Pani Elu nie wiem czy Pani zauważyła, że kącik adopcyjny wolontariatu, na stronie  schroniska, jest  pusty. Nie wiadomo jak z niego korzystać. Taki mały trik, wszystkie zdjęcia i opisy psów wykonane przez wolontariuszy umieszczane są w kąciku schroniska. Teksty są przemieniane tak, jakby robili je pracownicy schroniska. Cała ta sytuacja daje taki obraz, że wolontariusze nic nie robią a cała promocja to tylko robota osób pracujących w schronisku.
Nie mam odwagi tej sprawy poruszyć osobiście i może całe szczęście w tym nieszczęściu, że Pani może teraz pisać całą prawdę."
26 maja 2010 Zbiórka pożywienia dla uratowanych z powodzi zwierząt !!! - informacja Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie

Powódź to tragedia nie tylko ludzi, ale i zwierząt.
Zwierzęta domowe, gospodarskie, w schroniskach i przytuliskach - wiele ich zginęło podczas powodzi, ale wiele też udało się uratować. Nie pozostawiajmy ich bez ratunku, ewakuować trzeba nie tylko ludzi. Nie zapominajmy też o tych zwierzętach, które udało się uratować - im też wciąż potrzebna jest pomoc.

Z powodzi uratowano w województwie mazowieckim kilka tysięcy zwierząt, przede wszystkim krowy, świnki, konie, psy i koty. Zbieramy karmę dla zwierząt gospodarskich, siano, suchą karmę oraz saszetki i puszki dla psów i kotów .
Karma szybko sie psująca (np jakies mieso) nie będzie przyjmowana
.

Karmę można przynosić do Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie, pl. Bankowy 3/5, na placu stoi samochód który będzie tam stał aż do zapełnienia karmą.
Bardzo prosimy o pomoc dla ocalałych z powodzi zwierząt !
 

Zbieramy każdą żywność długoterminową dla zwierząt. I tych gospodarskich (tu mamy największe zapotrzebowanie) i tych domowych.

26 maja 2010 Co nowego na Paluchu...
Strona www.psy.warszawa.pl powodowała przez lata, że w schronisku dochodziło do wielu zmian i stanowiła jedyne, rzetelne źródło informacji o tym, co się działo na Paluchu....
Obecnie, po uniemożliwieniu przez schronisko redakcji paluchowych aktualności na stronie www.psy.warszawa.pl, musimy poszukiwać wiadomości z różnych źródeł. 
22 maja 2010 SOBOTA NA PALUCHU - zasłyszane...

Sila wróciła do swojej budy i była na spacerze... Na swoje miejsce wrócił też Ret. Żyje !!!
Na spacerze były też niektóre MOJE psy: Wilus, Mr White, Fruzia, Bullik...
Bulik pierwszy raz od 11 marca wyszedł z klatki i cieszył się spacerem.

DZIĘKUJĘ WOLONTARIUSZOM, ICH RĘKOM I SERCOM. DZIĘKUJĘ !!!
Dzięki Wam jest Im choć trochę lepiej... Cieszę sie ogromnie, chociaż...
To tylko okazjonalne spacery, a nie regularne cotygodniowe...
To tylko niektóre psy i sporadycznie, ale już COŚ.
Chociaż wyszły przecież kosztem innych...
Brakuje rąk a te, które były zostały odtrącone...
Poza tym w schronisku stara bida. Biuro adopcji nie potrafi podać informacji o psie z podanej klatki...
Adopcji mało..., wciąż otrzymuję telefony z zapytaniami o psy... Ja już udzielić informacji nie mogę, a do schroniska trudno sie dodzwonić...
W kontenerkach, przy biurze, szczelnie zamkniętych dyktą z maleńkimi otworkami do wietrzenia, psy się gotują wystawione na patelni słonecznej...
22 maja 2010 Przejęcie schroniska... i "wejście w czyjeś buty"...






Ostatnio, będą w grupie osób rozmawiających na temat schroniska na Paluchu usłyszałam zdanie: "ta cała nagonka na Paluch to próba przejęcia schroniska..."
Czyżby...
Na wszelki wypadek napiszę, że ani ja prywatnie, ani Fundacja "Przytul Psa" nigdy nie mieliśmy takich zakusów. Z powodów prywatnych i ideologicznych. O tym już pisałam na tej stronie.
Oceniając innych ludzi zawsze stosuję zasadę "wejścia w czyjeś buty...". Często, obserwując schronisko jako wolontariusz, "wchodziłam zatem w buty dyrektora schroniska" i mając różne przemyślenia rozmawiałam na ten temat z WD. Radziłam jej proponowałam, wspierałam... Nie dało to nic.
Zatem co ja bym zrobiła gdybym była dyrektorem schroniska ?
W obecnej tragicznej sytuacji Palucha (przepełnienie i wegetacja 2300 zwierząt) szukałabym dla nich ratunku.
Dla nich - nie dla siebie.
W jaki sposób.?
Zwierzęta są krzywdzone przez ludzi, ale, o ironio, tylko Ludzie mogą Im pomóc. Możemy mieć urazy do niektórych, możemy mówić, że ludzie są źli, że sprawiają nam i zwierzętom krzywdę, ale, bez nich nie zrobimy nic...
Dlatego:
- szanowałabym wolontariuszy i zachęcała Ich do pomocy, w różny sposób, przez pochwały, nagrody, serdeczne traktowanie i starałabym się aby było Ich jak najwięcej. Każdy wolontariusz to nie tylko spacery, socjalizacja, przysmaki to DOMY dla zwierząt. To wiele adopcji !!!
- wykorzystałabym olbrzymi potencjał wolontariatu w promocji (obecnie promocja przez wolontariuszy jest bardzo utrudniania), wewnętrznej organizacji schroniska (na przykład wizytówki, o które wolontariusze musieli prosić miesiącami, żeby nie powiedzieć latami...)
- nie zniechęcałabym Gości schroniska. To oni mogą uratować te psie i kocie istoty, a zwalniane miejsca są BEZCENNE !!!
- podejmowałabym działania zmierzające do jak największej liczby odbiorów przez właścicieli - przez np. bilbord, ulotki, spoty w mediach... pzecież gros zwierzą napływających wygląda jakby właśnie wyszły z domu...
- jeśli procedury, ustawa stałyby w sprzeczności z dobrem zwierząt walczyłabym o ich zmianę
- poprosiłabym o pomoc Fundacje i inne organizacje prozwierzęce
- zabiegałabym o media, aktorów i imprezy promocyjne
- współpracowałabym z gminami podwarszawskimi
- współpracowałaby z mieszkańcami Warszawy
- stworzyłabym wizerunek schroniska naszych marzeń, w którym nie wszystko może być piękne, ale może być PRZYJAŹNIE; bez łańcuchów na bramach, bez restrykcji, bez poganiania, bez represji, bez korespondencji z upomnieniami i agresywnych maili do internautów, w którym widać byłoby działania aby było lepiej
Nowe, kolejne klatki i mordercza praca opiekunów związana z usuwaniem nieodpływającego szamba to za mało. Zwierzęta też czują i trzeba na nie spojrzeć nie jak na śrubki w magazynie, nie jak numery lecz czujące istoty mające swoje potrzeby ponad "wikt i opierunek"
A co bym zrobiła gdyby jakiś wolontariusz postępował niezgodnie z przyjętymi, dopuszczalnymi regułami.
Zaprosiłabym go na rozmowę. Przy kawie, opowiedziałabym mu jakie są moje oczekiwania, podziękowałabym za to co robi i wytłumaczyła, że pewne działania trzeba zmienić. Osiągnęłabym kompromis. Dałabym mu szansę - ZE WZGLĘDU NA JEGO ZWIERZĘTA, KTÓRYM TRUDNO GO ZASTĄPIĆ...
Tak bym zrobiła nawet wtedy gdybym tej osoby nie lubiła, gdybym doznała od niej przykrości, pamiętałabym, że to wrażliwa na krzywdę zwierząt osoba, i jej postępowanie związane jest z ogromnymi emocjach towarzyszących opiece nad tymi skrzywdzonymi przez los, wciąż krzywdzonymi, nieszczęśliwymi, często bez przyszłości zwierzętami..
Myślę, że tak by zrobiła nie tylko ja, ale każda osoba prawdziwie empatyczna, prawdziwie kochająca, współczująca, osoba kochająca Ludzi, których jest bardzo dużo wokół nas.
Wiem, że są. Nie wolno ich odtrącać. Oni są nadzieję zwierząt. Jeśli ich odtrącimy, są trudni do zastąpienia.
Obecnie Schronisko na Paluchu pozwala zwierzętom żyć i tym się szczyci, ale to życie to jedno wielkie bezsensowne cierpienie związane z zamknięciem na maleńkiej, zatłoczonej, błotnistej przestrzeni, w większości bez spacerów, wolontariuszy... sensu...
22 maja 2010 SOBOTA NA PALUCHU - dużo psów wyjdzie dziś na spacery. Nie wyjdą te, których wolontariuszy wykluczono... "Moje" nie wychodzą już od 11 marca, niektóre sporadycznie, gdy wolontariuszom zostanie chwilka, inne nigdy... Bulik wciąż czeka... Sila przeniesiona do licznej klatki, w której nie wychodzi z budy, jamnik Kuba wrócił na "koniec świata"...
Kolejni wolontariusze na cenzurowanym...
Czy wrażliwa, kochająca zwierzęta Wanda Dejnarowicz powinna doprowadzać do takich psich tragedii?
One i tak już dużo przeszły i nie wiadomo czy dożyją jutra: babeszjoza szaleje, pogryzienia i zagryzienia mogą się zdarzyć w każdej chwili...
Czy w obecnej sytuacji nie powinna im zapewnić spacerów w wykonaniu pracowników schroniska ?
Przecież to takie proste, trzeba tylko chcieć i odczuwać empatię...
Czy Wanda Dejnarowicz kocha zwierzęta, czy całowanie ich przed kamerami to wystarczający dowód, czy tylko walka o wizerunek....
Oceńcie sami...
21 maja 2010 Przypomnienie o Kaju, który miał szczęście, że znalazłam sie na jego drodze. Zobaczyłam go zakrwawionego, gdy był gryziony przez towarzyszy niedoli. Natychmiast zawołałam pomoc. Trafił do szpitala. Żadnego opiekuna nie było w pobliżu... Uratowałam mu życie.
Nie pomogę już żadnemu Kajowi... ale Wy możecie. Wysyłajcie petycje do Rady Warszawy, do Poselskiego Zespołu do Spraw Zwierząt, do BOŚ (adresy pod petycją). Piszcie aby przełamać barierę urzędników i powszechną niemoc... aby schroniskiem zarządzali ludzie, którzy potrafią nie tylko kochać zwierzęta lecz sprawnie zarządzać firmą...
Przecież Magda Szwarc, Bożena Wahl, Violetta Villas też kochają zwierzęta...
Było to 27 stycznia tego roku. Wraz z ekipą Kuriera weszłam do schroniska aby udzielić wywiadu. To była jedna z przyczyn usunięcia mnie z wolontariatu. O ten wywiad zostałam poproszona - nie inicjowałam tego zdarzenia. Odbył się poprzedniego dnia, 26 stycznia, ale otrzymałam wieczorem telefon od dziennikarki, że dyrektor Wanda Dejnarowicz zadzwoniła do Szefowej redakcji z informacją, żeby wstrzymać materiał, gdyż ja nie jestem wolontariuszem i procesuję się ze schroniskiem. Po zdementowaniu przeze mnie tego kłamstwa, Dziennikarka otrzymała zgodę na przeprowadzenie wywiadu pod warunkiem, że odbędzie się na terenie schroniska i że będą uczestniczyć dwie strony...
Wanda Dejnarowicz zaprzeczyła, że udzieliła tych kłamliwych informacji. Jest to nagrane...
Czy można mieć zaufanie do takiej osoby ?
Podczas wywiadu, gdy wszyscy byli zajęci rozmową niepostrzeżenie pobiegłam do budynków kwarantanny aby zobaczyć co tam się dzieje. Były wtedy siarczyste mrozy i nowoprzybyłe psy, w depresji przymarzały do betonu. Z inicjatywy tej strony zaczęto układać drewnianie podesty. Zobaczyłam, że podsety zostały ułożone tylko od widocznej części pawilonu. Ta, od strony ogrodzenia wciaż nie była zabezpieczona.
Zupełnie przy okazji, zobaczyłam scenkę gryzienia. To gryzienie trwało już długo, żaden z pracowników nie zauważył....
Natychmiast wezwałam pomoc. Zanim przybiegli zrobiłam zdjęcia aby pokazać Wam, że co dzieje się na Paluchu. Oficjalna wersja jest, że nie ma zagryzień, nie ma pogryzień, jest sielanka i wspaniała opieka.
Niestety nie wiem co sie dzieje z Kajem. Tylko Wy możecie sie dowiedziec. Proszę, zapytajcie a ja tę informację umieszczę na stronie. Dużo Osób o niego pyta. Niech nie zostanie zapomniany...
20 maja 2010 W schronisku na Paluchu jest ok. 2250 psów i prawie setka kotów... Zbudowane jest dla 1800 psów i 150 kotów !
Z roku na rok zmniejsza się, o kilkaset, liczba napływających zwierząt... a dobrostan schroniska na Paluchu rośnie !!!
Takie rządy...

Przy tak dużej liczbie zwierząt podstawowe działania dyrekcji powinny zmierzać w kierunku zwiększenia liczby adopcji lub znalezieniu innych rozwiązań pozwalających "odchudzić" placówkę (domy tymczasowe, współpraca z fundacjami, wolontariuszami, punkty adopcyjne w Warszawie i pod Warszawą....). Takich pomysłów może być setki. Trzeba tylko chcieć.  Niestety, tak nie jest.
Dyrekcja jest dumna z raportów, które wskazują, że 83 % z liczby przybyłych zwierząt idzie do adopcji.. A to przecież oznacza klęskę i prostą drogę do katastrofy... katastrofa już jest, ale odczuwają ją tylko zwierzęta w tym gigantycznym więzieniu, a są tacy, którzy mówią - obozie koncentracyjnym...
Przy tak dużej liczbie zwierząt zwierzchnicy schroniska powinni motywować dyrekcję do zmniejszenia dobrostanu zwierząt.
Adopcje na Paluchu to przede wszystkim zasługa wolontariuszy. I również dlatego wolontariusze są tak cenni. Każdy z nich to wiele uratowanych psich i kocich istnień.
Schronisko nie promuje wszystkich zwierząt na swojej stronie, nie urządza imprez promocyjnych (co za poprzednich dyrektorów pozwalało na utrzymywanie dobrostanu na poziomie 700-800), nie współpracuje z organizacjami pozarządowymi, nie ułatwia adopcji przez stworzenie wewnętrznej obsługi gości, utrudnia wolontariuszom promowanie, nie wykazuje się żadną inicjatywą i kreatywnością w tej dziedzinie. Zakazuje promocji na stronie, na której umieszczono innowacyjny katalog dla 500 paluchowych psów.
W SCHRONISKU PRACUJE 7 PRACOWNIKÓW ADMINISTRACYJNYCH !!! W TYGODNIU NIE MA ADOPCJI, NIE MA DUŻO PRACY...
Dyrekcji wyraźnie nie zależy na zmniejszeniu dobrostanu. Rozkłada ręce - winna ogromna skala bezdomności w Polsce i zero działań.
Dyrekcji tym samym nie zależy na poprawie bytu stłoczonych zwierząt co pokazuje też wyrzucając wolontariuszy, pozostawiających swoje zwierzęta i zniechęcając innych absurdalnymi pismami z upomnieniami... Traktuje jak uczniaków ludzi, w różnym wieku, różnej profesji poświęcających swój czas i siły skrzywdzonym zwierzętom...
Dyrekcja szczyci sie, że nie usypia zwierząt. Czy to powód do dumy, że pozwala się im cierpieć tak, jak to było udziałem Burusia. Czy to wspaniałomyślność, czy okrucieństwo?
Oczywiście eutanazja "robi" się sama. Zagryzienia, depresje powodujące zgony, niezauważone choroby, w tym babeszjoza z braku zabezpieczenia przed kleszczami...
Obecnie, w wyniku audytu, podejmowane są podobno jakieś działania. Nie wiemy jakie, nie wiemy ile, zobaczymy... Dotychczasowe doświadczenie mówi, że żaden pomysł nie był przeprowadzony do końca. Trwał kilka tygodni, miesięcy i umierał śmiercią naturalną. Niech przytoczę, sprawiające tyle radości, pokazywane na stronie, "wietrzenie" szpitalnych psów zniknęło z działań po kilku razach.
TAK CZY INACZEJ TRZYMAJMY KCIUKI ABY SIĘ UDAŁO, CHOCIAŻ TROCHĘ.
Może ostatnie wydarzenia nie pójdą na marne.
Może wreszcie skorzystają zwierzęta, chociaż trochę. Każde "COŚ" jest na wagę złota.
To również Wasza ogromna zasługa. Bądźcie z Nimi - paluchowymi więźniami.
18 maja 2010 Czy ratować Frodo ?
15 maja 2010 Dla niektórych psów to kolejna sobota na Paluchu bez spacerów, chociaż mogłyby je mieć, do których tak bardzo przywykły przez miesiące, lata. Bulik nie wyszedł z boksu od 11 marca !!!
STOP traktowaniu zwierząt - jak numery.
STOP wyrzucaniu wolontariuszy.
STOP ukrywaniu prawdy o schronisku.
STOP zamykaniu psów w geriatrium, w pomieszczeniach bez światła i kontaktu ze światem zewnętrznym.
STOP niepotrzebnemu cierpieniu psów w szpitalu.
STOP utrudnianiu adopcji oraz nicnierobieniu aby je zwiększyć.
STOP nieliczeniu sie z opinią publiczną i ludźmi, którzy chcą pomóc.
STOP gehennie kotów.
STOP prywatnemu folwarkowi na Paluchu.
15 maja 2010 Cd. wiadomości z soboty... Fruzia uciekła...
Fruzia jest przemiłą suczką, która przebywa na Paluchu już ponad 5 lat !!! Przez większość tego czasu mieszkała w domku, skierowanym na ścianę ciągu A, w schronisku tymczasowym... Fruzia nie widziała nic oprócz drewnianej ściany...
Czy wyobrażacie sobie takie życie? Dzień w dzień tylko ściana... Dla numeru w kartotece to drobiazg, ale dla żyjącej i czującej istoty to horror...
Poruszona jej losem zaczęłam ją wyprowadzać na spacery. Jakość życia Fruzi zmieniła się diametralnie. Z tygodnia na tydzień czekała na spacer, kontakt z człowiekiem. Zrobiła się radosna i szczęśliwa. Na moją prośbę zajęli się nią Edyta i Wojtek. Obecnie nie ma ani mnie, ani ich. Fruzia nie ma swojego wolontariusza.
Wykluczenie wolontariuszy generuje psie tragedie.... Każdy wolontariusz to ogromny skarb dla przynajmniej kilkunastu psich istnień. Jest nie do zastąpienia, gdyż w schroniskowym, nieprzyjaznym środowisku mało kto przetrwa dłużej...
Po pewnym czasie udało mi się namówić Dyrektorkę do przeniesienia Fruzi do zwolnionego domku, który wspaniale usytuowany dawał jej widok na schroniskowe życie. Znowu Fruzia miała lepiej.
Niedawno Fruzia straciła swój domek i przeniesiono ją do budy. Ona nie nadaje się na łańcuch. Ma małą główkę, która wysuwa sie z obroży, a jej agresja do psów prowokuje do ataku. W schronisku tymczasowym często agresywne (do innych zwierząt) psy uwalniają się z domków i atakują te przy budach. Fruzia w każdej chwili może paść ich ofiarą...
W tę sobotę Fruzia urwała się z łańcucha. Przechodząca koleżanka zatrzymała ją i wtedy okazało się, że sunia  miała tak zaciśniętą obrożę na szyi, że z trudnością przełykała ślinę...
Może ta ucieczka uratowała jej życie... Tej soboty Fruzia wywalczyła sobie spacer i ulgę w cierpieniu... Jest wielka !
Fruzia to niezwykła sunia z ogromną charyzmą... Kocha ludzi, a ją pokochałam przez te lata wspólnych spacerów...
Proszę, pomóżcie Fruzi. Grozi jej codziennie śmiertelne niebezpieczeństwo...

dyrektor@paluch.org.pl;gsienkiewicz@um.warszawa.pl
15 maja 2010 Smutna sobota na Paluchu dla psiaków, które były kiedyś pod moją opieką.
Żaden nie był dziś na spacerze... tęsknie patrzyły jak inne wychodziły...
Bulik nie wyszedł z boksu od 11 marca !!! Inne czasami, bardzo rzadko spotyka ta radość, gdy wolontariuszom pozostaje chwilka po wyprowadzeniu swoich podopiecznych. Rzadko zostaje... Punkt 16.00 w sposób bezwzględny zostają wypraszani ze schroniska - nie zdążają wyprowadzić nawet swoich... Wcześniej zapędza sie ich do wyprowadzania psów z pawilonów co jest bardzo problematycznym pomysłem...
One kiedyś wychodziły w każdą sobotę. Przywykły do tego. Tak bardzo tęsknią...
Wanda Dejnarowicz zabierając psom tę odrobinę radości w ich koszmarnym, pełnym niebezpieczeństw schroniskowym życiu odkryła swoje prawdziwe oblicze, pokazała, że rozgrywki z ludźmi kosztem zwierząt to najważniejsze zadanie w jej życiu. Pokazała, że są dla niej tylko numerami.... Ktoś inny, przynajmniej przydzieliłby im wolontariusza...
Na domiar złego niektóre z moich byłych podopiecznychsą terroryzowane, przenosi się je do licznych klatek aby utrudnić kontakt z nimi. Sila znalazła sie w  klatce, w której z powodu pozostałych psów bała sie wychodzić z budy... Jamnik Kuba, wyciągnięty chory z klatki w schronisku tymczasowym, wrócił tam z powrotem do wielu psów, bez szans na adopcję..
Psy w schronisku umierają na babeszjozę gdyż nie zabezpiecza się ich przed kleszczami - nawet tych, które wychodzą na spacery... Gdy ktoś przypadkiem zauważy chorego psa rozpoczyna się kosztowne leczenie. Taniej byłoby zapobiegać. To znowu kolejny przykład na niegospodarność...
Koszmar geriatrium trwa... psy przebywają w pomieszczeniach bez okien, bez światła, bez kontaktu z otoczeniem i ludźmi.
STOP okrucieństwu na Paluchu !!!
Pomóżcie moim psom, zróbcie "coś" dla psów z Palucha...
dyrektor@paluch.org.pl;gsienkiewicz@um.warszawa.pl
14 maja 2010 Nowym dyrektorem Biura Ochrony Środowiska została Pani Grażyna Sienkiewicz. To szansa na zmiany na lepsze, to nadzieja dla paluchowych więźniów, to zastrzyk optymizmu... Jak będzie, pokaże czas...
Piszcie - gsienkiewicz@um.warszawa.pl
Ja napisałam tak:
13 maja 2010

Sila znowu straciła radość i sens życia, które podarował jej pół roku temu wolontariusz...

Pół roku temu zauważyłam ją w klatce, w schronisku tymczasowym. Miała chore i obolałe uszy.... Zobaczyłam ją karmiąc psy z tamtego rejonu. Zabrałam ja z klatki i zgłosiłam do leczenia. Sila została poddana leczeniu i umieszczona przy budzie, niedalego szpitala. Od tego czasu jej życie w schronisku nabrało sensu. Zyskała nie tylko pomoc lekarską ale spacery, kontakt z ludźmi i głaskanie przechodzących obok jej budy wolontariuszy i pracowników. Była bardzo lubiana, gdyż to przemiły pies.
Obecnie, po pół roku lepszego życia w schronisku, Sila znowu straciła radość życia. Przeniesiono ją do odległej, licznej klatki, gdzie grozi jej pogryzienie, skąd wzięcie jej na spacer to karkołomne przedsięwzięcie, gdzie nie ma kontaktu z wolontariuszami, do których przywykła przez wiele miesięcy, gdzie nie widzą jej goście schroniska...
To kolejna tragedia w jej smutnym psim życiu... ale przecież to tylko jeden z 2300 numerów...
Ja nie mogę już jej pomóc... A może Wy moglibyście zrobić coś dla Sili...
8 maja 2010 Nazwaliśmy go Laki, gdyż Los niespodziewanie podarował mu nadzieję na życie. Egzekucja nie odbyła się.
Dziś przybył do hoteliku. Już podaliśmy mu preparat na kleszcze, a w najbliższych dniach odrobaczymy go. Będzie dostawał wartościowe jedzenie jak pewnie nigdy dotąd, nie będzie na łańcuchu lecz w wygodnym kojcu z ocieplaną budą. Ela będzie go socjalizować i wyprowadzać na spacery. Jest bezpieczny. Po tym co przeżył, jest w raju...
DZIĘKUJEMY SERDECZNIE WSZYSTKIM ZA TROSKĘ I POMOC DLA LAKIEGO. On potrzebuje Waszego wsparcia i wirtualnych opiekunów.
8 maja 2010 Po siedmiu latach życia na łańcuchu, egzekucja wyznaczona na poniedziałek,10 maja, godz. 15.00.
Rzecz dzieje się we wsi Złotokłos. Pies ma 7 lat i przez całe życie był na krótkim łańcuchu. Jak był traktowany? Łagodnie mówiąc nie najlepiej... Dwa tygodnie temu łańcuch się zaplątał i jego właściciel usiłował go wyswobodzić. W czasie tej operacji doszło do pogryzienia. Po dwóch tygodniach obserwacji wyznaczono termin egzekucji na 10 maja, godz. 15.00.
Syn właściciela lubi psa, ale mieszka w małym mieszkaniu w bloku i nie decyduje się na zabranie go do siebie.
Chcemy psa uratować, ale potrzebne są środki na hotel. Być może będzie w nim przez wiele miesięcy, lat...  Dla niego taki hotel z kojcem, dobrym jedzeniem i wodą to raj.
Hotel kosztuje 300 zł miesięcznie. W grę wchodzi na przykład adopcja wirtualna.

Czy uda się uratować psa? Pozostały dwie doby życia...
W przypadku chęci pomocy prosimy o kontakt pod numerem: 501511714.
7 maja 2010 Cezar prosi o pomoc... 
1 maja 2010

Wanda Dejnarowicz jest już 6 lat na Paluchu. Jej udziałem jest to, że schronisko zmierza prostą drogą do katastrofy...
A miało być pięknie, miało być schronisko naszych marzeń...
Skończyło się na wyrzucaniu wolontariuszy i rozpaczliwym dbaniu o wizerunek za wszelką cenę - za cenę psów i kotów.
Zwierzęta cierpią w tym gigantycznym obozie. Przyjedźcie na Paluch.
Zobaczcie jak żyją zwierzęta w szpitalu, w geriatrium, w schronisku tymczasowym, w rejonie 13, w klatkach za geriatrium, w maleńkich kontenerach przy biurze, w biurze... Co to za życie ?
Jako wolontariuszka przez 11-lat pokazywałam prawdziwy i wiarygodny obraz schroniska. Reagowałam na nieprawidłowości. Widziałam to od "środka", w każdą sobotę, w każdą pogodę, swoimi oczami i okiem aparatu fotograficznego.
Relacjonowałam na tej stronie najważniejsze wydarzenia ze schroniska. Otrzymywaliście prawdziwe informacje z tego co sie dzieje na Paluchu.
Śledziłam losy schroniskowych psiaków. Pokazywałam dobre i złe.

Za obecny stan schroniska odpowiedzialna jest Wanda Dejnarowicz i stołeczne miasto Warszawa. W środku Europy, w XXI wieku, gehenna psów i kotów zamkniętych i skazanych na kraty i czekanie na śmierć, w maleńkich klateczkach bez nadziei i szansy, bez rąk i serca, do których mogłyby się przytulić przed ich ostatnim tchnieniem..  
29 kwietnia 2010 OGROMNA PROŚBA O POMOC DLA REKSIA !!! Potrzebny dom tymczasowy. Mamy czas do niedzieli.
Niestety, po krótkiej radości okazało się, że
dom w Przemyślu dla Reksia jest nieaktualny. Zebrana kwota 300 zł zostanie użyta na hotel (miesiąc pobytu) lub kastrację,czipowanie i inne zabiegi jeśli znajdzie się dt w okolicach Warszawy.
Darczyńcom bardzo dziękujemy. Joanna - 508 546 503
26 kwietnia 2010 OGROMNA PROŚBA O POMOC DLA REKSIA !!!
Stary pies Reksio ,porzucony przy stacji kolejki dojazdowej do Warszawy w Podkowie Leśnej znalazł dom w Przemyślu u bardzo miłej młodej osoby ,która daje opiekę zwierzętom ,które są w szczególnie trudnej sytuacji i należy do stowarzyszenia miłosników zwierząt Nadzieja w Przemyślu, w domu ma juz dwie sunie uratowane z opresji i chce dać dom jeszcze Reksiowi .Pies przebywa jednak w domu tymczasowym w Brwinowie i potrzebuje pomocy w transporcie do Przemyśla lub pieniedzy na transport koleją , na oferty pomocy dla Reksia czeka wolontariuszka. Joanna - 508 546 503
26 kwietnia 2010 Rocko  - szczęśliwe zakończenie.
Otrzymałam dziś taką wiadomość: "dziękuję za umieszczenie Rocka na swojej stronie w pilnych adopcjach. Tak długo była cisza (lub podejrzane propozycje), a dziś 2 telefony z dobrymi domkami. Rockuś pojechał zatem dziś do nowego domu. W imieniu swoim i Rocka bardzo dziękuję. Pozdrawiam. Katarzyna"
To ogromna radość. Życzymy wszystkiego najlepszego dla Rokusia, nowych Opiekunów i oczywiście jego wybawicielce Kasi.
24 kwietnia 2010

Zabieranie wolontariuszy psom, pozwalanie im na cierpienie, zamykanie w maleńkich klatkach bez spacerów, promocji i szansy na dom, beznadzieja staruszków w geriatrium i w szpitalu... to nie wszystko... to za mało dla dyrekcji.
Wanda Dejnarowicz za animozje w stosunku do ludzi odgrywa się również na byłych podopiecznych.
Tobi to pies z Palucha.

Adoptowany wiele lat temu, pomimo uporu schroniska aby pozostał pod pretekstem, że musi być leczony. Dzięki mojej determinacji zabrałam go z tego upiornego miejsca i wyleczyłam. Żył w miłości, szczęśliwy, bezpieczny. Pół roku temu stwierdzono u niego nowotwór kości. Amputacja, trzy chemioterapie i pół roku darowanego życia. WD pożyczyła mu wózek na moją prośbę i pomimo podpisania dokumentu o zwrocie w określonym terminie powiedziała, że może mu służyć tyle ile potrzeba...  Tobi wciąż żyje, do wózka się przyzwyczaił i zmiana na inny dla tak schorowanego psa to niepotrzebna uciążliwość..
Dziś otrzymałam pismo z żądaniem zwrotu wózka...
Tak kocha się o psy na Paluchu, tak troszczy się o byłych podopiecznych, tak postępuje dyrekcja schroniska dla bezdomnych zwierząt...
Oceńcie sami...
23 kwietnia 2010 Wanda Dejnarowicz jest już 6 lat na Paluchu.
Czego dokonała przez ten czas?
Tworzyła wizerunek schroniska. Sielankowy obraz psów całowanych przez panią dyrektor, parówki, kolorowe parasole wciąż łamane przez wiatr, opowiadania w mediach jak jest cudnie... Podsumowanie już wkrótce...
19 kwietnia 2010

Mr White'a "wyciągnęłam" ze schroniska tymczasowego kilka miesięcy temu. Był zdziczały i strasznie się bał... Przez wiele tygodni pracowałam nad nim gdy wreszcie zrobił się przemiłym, kontaktowym psiakiem. Skakał jak szczeniak na mój widok i perspektywę spaceru...
Ten proces brutalnie przerwano zabierając mu wolontariusza...
W ubiegłym tygodniu zwróciłam się z prośbą o wydanie Mr White'a pod opiekę mojej Fundacji. Prywatnie nie mogę go adoptować. Mam już 11 psów na utrzymaniu... Fundacja może mu dać indywidualną opiekę, bezpieczeństwo i przyszłość... Schronisko odmawia mu adopcji, a wolontariuszy zniechęca do opieki nad nim twierdząc, że jest agresywny i kłamiąc, że mnie pogryzł...
Odmówiono...
Oceńcie sami.
18 kwietnia 2010

"Kot w pustym mieszkaniu" - Wisława Szymborska
Gdy zabiera śmierć, jesteśmy bezradni, bezsilni i nic nie możemy zrobić... tylko płakać...
Gdy zabierają ludzie, to okrucieństwo, bezduszność i czynienie zła z premedytacją - moim psom z Palucha zabrano ich człowieka, na którego czekają w swoich klatkach...
Nawet w obliczu śmierci i wielkiej tragedii narodowej, nie ma refleksji, nie ma empatii, nie ma uczuć na Paluchu...
TEGO SIE NIE ROBI PSOM...
Osądźcie sami..
12 kwietnia 2010

Życie każdej istoty na Ziemi jest kruche, ulotne i krótkie...
Nigdy nie wiadomo kiedy się skończy...
Zwierzęta w schronisku są skazane na życie okrutne, w warunkach nienaturalnych, pełnych niebezpieczeństw. Ale te, które mają wolontariuszy, mają też namiastkę swojego pana, troskę, spacery, czułości...
Każdy z moich psów, którym zabrano wolontariusza może nie dożyć jutra. Z powodu zagryzienia, babeszjozy, skrętu żołądka lub innej choroby, której nikt nie zauważy. Umrze w samotności i bólu bez tej ostatniej przyjemności przed śmiercią i pożegnania.... One wciąż czekają i nie rozumieją kto i dlaczego zabrał im to co kochały... Czy umrą czekając...
8 kwietnia 2010 Dwa oblicza Palucha - suplement... 
7 kwietnia 2010 Petycja do pobrania.
Dwa oblicza schroniska na Paluchu, wiezienia, czy obozu koncentracyjnego, to zależy od indywidualnej oceny, tak czy owak to miejsce jest okrutne i woła o pomstę do Nieba - prawdziwa hańba dla Warszawy..
7 kwietnia 2010 Mr White miał szansę na adopcję. Przyszedł Pan, który chciał go adoptować... schronisko odmówiło... pozostał sam, na łańcuchu, bez wolontariusza, bez spacerów, bez szansy na odrobinę przyjemności i uczucia swojego człowieka..
Oceńcie sami i pomóżcie Mr White'owi...
4 kwietnia 2010 Arogancja, lekceważenie Gości, wolontariuszy, pracowników to normalna praktyka w schronisku. Przeczytajcie list od internautki - jest takich wiele...
Przepełnienie na żądanie. Zapytacie po co, dlaczego ?  Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze...
3 kwietnia 2010 Dla Bulika to kolejna sobota bez spaceru... Jego sytuacja jest szczególnie dramatyczna. Energetyczny, młody, przyzwyczajony do sobotnich spacerów gryzie kraty i rozpaczliwie usiłuje się wydostać z więzienia. Czasami mu się to udaje...

Bulik zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Może dlatego, że ma tak mało sympatyków jako kłopotliwy do spacerów psiak. Nawet mężczyźni z trudnością dają sobie z nim radę. Wychodząc z klatki jest nieprawdopodobnie podekscytowany, co przekłada się na ciągnięcie, szarpanie, obroty, skoki…
Bardzo lubię Bulika i jest mi ogromnie smutno, że pozbawiono go spacerów i odrobiny przyjemności, które nadawały sens jego życiu. Być może pozostanie w klatce do końca swoich dni...  Nikt nie zauważy gdy zachoruje, gdy będzie cierpiał, gdy nie będzie miał słomy, wody, gdy umrze… Odejdzie jak jeden z 2300 numerów w schronisku.
I pomyśleć, że gdy przybył do schroniska był jeszcze psim dzieckiem. Przebywał w klatce z innymi psami. Pierwszy raz zabrałyśmy psy z całej klatki z Agatą. Już wtedy ciągnął… Potem przeniesiono go z kwarantanny do pawilonu 8 i tu opiekunka oddzieliła go od drugiego psa, zaczął wykazywać agresję. Potem kilka razy uciekał z klatki. Jest bardzo mądry, sprytny i przyjazny dla ludzi. Nie jest przyjazny do innych psów lecz na spacerze nie zauważyłam agresji gdy spotkał się przez ogrodzenie z psami z lotniska.
Jest śliczny. Jest wyjątkowy. Ja to wiem. Mój Bulik
Proszę Was o pomysły jak pomóc Bulikowi.
Pomóżcie moim psom.

3 kwietnia 2010 WIELKA SOBOTA smutniejsza niż zwykle dla paluchowych psów...

W każde święta, oczywiście też w Wielką Sobotę, nie zawsze przy aprobacie naszych bliskich, odwiedzałyśmy z Elą podopiecznych na Paluchu. Niewielu wolontariuszy przychodzi w taki czas do schroniska. Często wyjeżdżają do swoich rodzin, załatwiają swoje ludzkie sprawy.
My zawsze byłyśmy.
Po spacerach następował gigantyczny poczęstunek – setki przysmaków i dużo radości.
Dziś nie będzie nas... Nie przyjedziemy do swoich psów, nie wyprowadzimy, nie przytulimy, nie poczęstujemy.
Dyrekcja Schroniska zabrała Im tę odrobinę przyjemności w ich bezsensownym, więziennym życiu.
Nawet w obliczu Świąt i Boga nie ma zmiłowania i empatii dla zwierząt - przecież to tylko numery...
A przecież stosunek do zwierząt jest miarą człowieczeństwa,
Osądźcie sami.
http://psy.warszawa.pl/podstrony/aktualnosci2009/akt20090411/akt20090411.htm

http://psy.warszawa.pl/podstrony/aktualnosci/html/2008-03-22/ak220322008.htm
http://psy.warszawa.pl/archiwum/2007/html/paluch/ak07042007.htm

2 kwietnia 2010

Kochani Sympatycy tej strony, Przyjaciele Zwierząt
Życzę Wam Wesołych Zdrowych Słonecznych Świąt Wielkanocnych
w gronie Rodziny, Przyjaciół i Zwierząt.

Życzę Wam Kochani nieustającej determinacji w walce o poprawę losu bezdomnych zwierząt.
One nie pomogą sobie same, a często ich życie zależy od ludzi pozbawionych empatii i niezbędnych umiejętności.

Urzędnikom odpowiedzialnym za opiekę nad bezdomnymi zwierzętami
życzę więcej wrażliwości, więcej troski i więcej uczciwości w wykonywaniu obowiązków wynikających z pełnionych funkcji.
Życzę aby wizerunek podległych placówek tworzyli przez naprawianie błędów i niedociągnięć,
ciągłą pracę nad poprawą bytu zwierząt, a także dbałość o ich przyszły los.
Życzę aby nie traktowali zwierząt jak numery w kartotece,
żeby zrozumieli, że one mają swoje uczucia, a stosunek do zwierząt jest miarą człowieczeństwa,

Życzę by zrozumieli, że ukrywanie prawdy i usuwanie wolontariuszy ją pokazujących to nie ta droga.
Życzę aby nie lekceważyli prawdziwych uczuć ludzi i zwierząt, żeby czasami weszli w ich buty…

Wszyscy pamiętajmy, że dobro wraca, a zło odciska się piętnem na naszym życiu i przyszłości…

1 kwietnia 2010 Zamknięcie strony dla psów paluchowych stało się faktem.
Po tylu latach, w czasie których przyczyniła się do wielu korzystnych zmian na Paluchu, przyniosła wiele domów dla paluchowych zwierzaków. To chyba największy "sukces" obecnego dyrektora schroniska, pierwszy raz w historii tego schroniska pełniącego funkcję bezterminowo - Wandy Dejnarowicz, przy udziale Biura Ochrony Środowiska Miasta Stołecznego Warszawy.
Podsumowanie wkrótce.

Decyzja dyrekcji schroniska jest nieodwołalna i stanowcza. Udowadnia to co przecież wiemy, ale co zostało obecnie jednoznacznie określone - Schronisku nie zależy na promocji zwierzaków, na ich losie, na tym, aby było jedynie poczekalnią do lepszego życia, aby ta poczekalnia była miejscem godnym a nie przepełnionym i pełnym psich tragedii.
Schronisko woli zamiatać brudy pod dywan, zamykać pogryzione psy w szpitalu przed ich wolontariuszami, ukrywać przed nimi prawdę o zagryzieniach ich podopiecznych, zamiast współpracować i dążyć do lepszego.
Schronisko dba o wizerunek przez oszukiwanie Was, podatników, twierdząc, że jest super i przez tworzenie funduszy w drodze zwiększania dobrostanu.
Decyzja ta, to aprobata dla przepełnienia i psich cierpień, gdyż rezygnacja, chociaż z jednej formy promocji zwierząt, z pojedynczego domu, dla tego, który może zostać do końca życia w gigantycznym więzieniu, zostanie zagryziony lub będzie cierpiał z pogryzienia, samotności, depresji, skazany na dożywocie, prowadzi do zwiększenia rozmiaru psich nieszczęść.
Schronisko jest moralnie odpowiedzialne za każdego nieszczęśnika, którego ominie godne życie i pozostanie w placówce – ja nie wiem ile ich będzie, ale będą…
Będzie więcej Burusiów, Miśków, Kajów, odgryzionych łap, ogonów, uszu, twarzy i nikt ich nie pokaże światu. Ich cierpienie pozostanie w ukryciu.
Odpowiedzialne jest Schronisko, czyli ludzie nim zarządzający.
Oceńcie sami i zróbcie COŚ...

Teraz wszystko zależy od Was...

31 marca 2010

ZAMKNIĘCIE STRONY WWW.PSY.WARSZAWA.PL DLA PSÓW Z PALUCHA
W związku z otrzymaniem dziś odpowiedzi od Dyrekcji Palucha na moje pismo w sprawie wykluczenia z wolontariatu i promowania psów paluchowych informuję, że wskazuje ono jednoznacznie na brak zgodny na promocję paluchowych psów na tej stornie. Dyrekcja inforjuje, że promocja jest zastrzeżona tylko dla wolontariuszy z Palucha, po otrzymaniu specjalnej zgody Dyrektora Schroniska.
skan pisma zamieszczę wkrótce
OCEŃCIE SAMI

31 marca 2010 Zakręcony, bez szans, bez pomocy, bez wody, skazany na dożycie...
Tylko dzięki tej stronie można było doprowadzić do, chociaż małych, ale zmian. Dbając o wizerunek WD usuwała nieprawidłowości.
Audyt, kontrole nie wykazują nieprawidłowości gdyż bazują na materiałach przekazanych przez Dyrekcję. Na raportach Dyrekcji.
Tylko na tej stronie można było zobaczyć prawdziwe oblicze schroniska - na zdjęciach.
Teraz możemy obejrzeć w mediach całowane psy, sielankowe obrazki i usłyszeć zapewnienia, że na Paluchu jest super.
31 marca 2010

Nie otrzymałam odpowiedzi od WD na moje pismo w sprawie wykluczenia z wolontariatu, ale WD odpisuje Internautam i pisze różne ciekawe rzeczy. Oto niektóre z nich:
- że łamałam regulamin - nie podaje jednak punktów, które łamałam. Rozumiem, że cały od początku do końca. Każdy zarzut jestem w stanie wytłumaczyć i sprostować, jednak nie otrzymałam odpowiedzieć Pracownik jednostki budżetowej Urzędu Miasta nie musi odpowiadać na korespondencję. Czy to nie jest łamanie procedur tak samo jak niezakładanie psom kagańców przy adopcji, wizyt u lekarzy, prowadzące do nieszczęśliwych następstw (Szatan, Aran...) Procedury na Paluchu są łamane.
- przyprowadzałam swoje psy do leczenia do schroniska - dwa przykłady:.
Pyzę zabrano ze schroniska w Sochaczewie w strasznym stanie. Moja koleżanka przygarnęła ją do dt jako kolejnego rottweilera na 40 m2, w odruchu serca, widząc jej cierpienie. Ponieważ przy tylu psach koszty utrzymania i leczenia są ogromne poprosiłyśmy WD o zbadanie Pyzy. Wydawało nam się, że pomimo swej chudości ma duży brzuch. Zbadano, zrobiono usg, wszystko było ok. Gdy koleżanka zapytała co to za białe plamy na obrazie, usłyszała, że to powietrze... Ze schroniska Pyza pojechała do mnie. Małgosia nie dawała sobie rady i poprosiła mnie o przejecie jej. Za kilka dni Pyza urodziła. Gdy poinformowałam schronisko przyjechali i zabrali ją na "przebadanie". Prosiłam aby nic nie robili małym - to nie był schroniskowy pies. Zabito małe, chociaż prosiłam aby je zostawiono skoro już się urodziły, twierdząc, że nie miała mleka. Gdy ją przywiozłam do domu, zobaczyłam, że miała... Nie zrobiłam z tego afery.  Nie zauważono też, że Pyza miała świerzb... Zaraziła nim 3 pozostałe psy gdy została u mnie. Leczenie kosztowało mnie ponad 1000 zł. Po tych przejściach nie miałam serca jej oddać.. i została u mnie.
- WD oskarża mnie, że korzystam ze sprzętu rehabilitacyjnego dla mojego psa. To nie ja. To Tobi, podopieczny Palucha. Tobiego zabrałam z Palucha. Gdy wiele lat temu chciałam go adoptować powiedziano, że mi go nie wydadzą, że nie stać mnie na leczenie...  Miał entropium, dysplazję, kaszel kennelowy i był w depresji... Siedziałam w BA 4 godziny, powiedziałam, żę nie wyjde bez psa i wyszłam z Tobim. Wyleczyłam go z entropium, kaszlu, depresji, a dysplazja dzięki długim spacerom przestała dawać dolegliwości. Kilka miesięcy temu stwierdzono u niego raka kości... Zdecydowaliśmy się na amputację łapy. Potem przeszedł 3 chemioterapie. Żyje i ma się dobrze, jednak na początku twierdzono, że ma tylko kilka tygodni życia przed sobą. WD wypożyczyła nieużywany obecnie w schronisku wózek dla niego. Zrobiliśmy mu drugi, który jednak nie jest tak wygodny. Tobi żyje i jeździ na wózku ze schroniska. W listach do internautów ma to wypomniane. Dla swoich podopiecznych schronisko nie ma serca - to tylko numery...
 - WD zarzuca mi, że źle oceniam lekarzy ze schroniska i że nie mam prawa do oceny.: gdy zabierałam ze schroniska Kokę, umówiłam się na jej sterylizację. To obowiązek schroniska. Wiem, że psy, które mają właścicieli są dobrze traktowane, właściciel stoi na straży praw. Po sterylizacji lekarz był bardzo miły. Powiedział, że zaniesie Kokę do samochodu. Byłam zadowolona. To duży pies. Potem żałowałam... Pierwszy przystanek był przy furtce. Sukę brutalnie postawiono na ziemi.... Zawyła... Potem otworzyłam samochód i dr wrzucił ją do bagażnika.w combi. Długo wyła i wyleciał z niej mocz.... Zapytałam jak może tak... Pani Elu zsikała się gdyż dostała kroplówkę. Ten przeraźliwy jęk mam w uszach do dziś...
WD powiedziała, że to niemożliwe,,,
30 marca 2010 Dowiaduję się z przykrością o kolejnych "odejściach" z wolontariatu... to już 4 osoby, o których wiem, być może są inne... Kto następny ?
Proszę, zostańcie z naszymi psami. Tylko Wy możecie stać na straży ich praw. W schronisku to tylko numery, za którymi idą z naszych podatków pieniądze... im więcej psów, tym więcej kasy... więc po co wydawać do adopcji ?
Gdy nastała Wanda Dejnarowicz liczba psów w schronisku wzrosła o 500, chociaż z roku na rok schronisko przyjmuje o kolejne setki ich mniej...
Oceńcie sami...
29 marca 2010 Mój podopieczny Bono został już odebrany przez właściciela, a właściwie "wyrwany" ze schroniska... To smutna historia. W wyniku ciężkiej choroby Pani trafiła do szpitala, a piesek do schroniska. Na szczęście przeżył, chociaż został pogryziony co jest niestety okrutną codziennością w schronisku... Pani napisała:
"
Bono jest juz od ostatniej soboty  w domu. Pogryziony, strasznie brudny, troche zdezorientowany,ale chyba szczsesliwy. Poczatkowo nie chciano mi go oddac,ale sie zaparlam mimo, ze jeszcze chodze o kulach i sie udalo."
Dziękujemy za determinację. Aby wyrwać psa z Palucha jest ona potrzebna. Życzymy wszystkiego najlepszego !!!

Wiem o innych pogryzieniach i psich tragediach, jednak nie mogę pisać... opiekunowie, wolontariusze, goście się boją...

27 marca 2010 SOBOTA NIE NA PALUCHU...
To już trzecia sobota, w którą nie odwiedzam moich podopiecznych na Paluchu... a one czekają, czekają, czekają...
Okrucieństwo to nie tylko zadawanie bólu fizycznego, to nie tylko pozwalanie na cierpienie zwierzęciu, to również wyrządzanie innych krzywd - na przykład zabranie wolontariusza bezdomnym psom oczekującym na odrobinę czułości, spacery, przysmaki... Okrucieństwo na Paluchu ma wiele wymiarów.
Nie muszę komentować... nie muszę oceniać tego kto zadaje te cierpienia...
Oceńcie sami.
Ale mam też dobrą wiadomość i chcę się nią koniecznie z Wami podzielić. Mój ukochany Mikrus już w nowym domu. Pomimo, że przebywał przy biurze i już ponad dwa lata to do tej pory nie był wykastrowany... jak większość psów na Paluchu. Ale najważniejsze, że opuścił to straszne miejsce. Kilka tygodni temu chciała go adoptować wspaniała Osoba, jest szczęśliwą właścicielką rottweilerka Minorka. Powiedziano jej, że Mikrus jest agresywny do innych zwierząt. Nie dała za wygraną. Dziś przyprowadziła przyjaciółkę...
Dla Drogich Pań, dla Mikrusa i dla Minorka - wszystkiego najlepszego !!!
To już drugi mój podopieczny wychodzi ze schroniska. Wierzę, że uratuję je wszystkie, z Waszą i losu pomocą.
Dziękuję Wszystkim, którzy pomagają moim psom. Pamiętajcie, zło zwycięża tylko w krótkim terminie, w długim wygrywa dobro...
26 marca 2010 Na stronie Palucha ukazało się wyjaśnienie odnośnie psa Szatana.
Zapomniano tylko o jednym, zapomniano, że psom, w trudnych sytuacjach, psom po przejściach, nadpobudliwym,  powinno sie zakładać kaganiec. Szczególnie w sytuacjach stresujących, w kolejce do lekarza, przy strzyżeniu, na pierwszym spacerze, gdy psiak jest niezwykle podekscytowany.
To nie tylko procedura, to jest oczywiste...
Na Paluchu takich procedur sie nie przestrzega, chociaż takie nieprzestrzeganie prowadzi do poważnych konsekwencji dla psów, czyli schroniskowych numerów...
Najważniejsza procedura jest przestrzegana - wypraszanie wolontariuszy o godzinie 16.00. Wtedy dyrektor schroniska stoi przy bramie i  pokazuje  wolontariuszom zegarek. Wyprasza sie jednak nie wszystkich - kilku wybrańców  procedury nie obowiązują.
Procedury nie zawsze, nie dla wszystkich i w zależności od humoru... takie rządy...
25 marca 2010 Odpowiedź z BOŚ...
Przeczytacie, że
jest super, a na przypieczętowanie tego usunięto źródło prawdziwych informacji jaką była ta strona. Teraz nikt już się nie dowie prawdy o Paluchu i nic nie zakłóci tej sielanki.
Obecnie już wiemy, że nie było męczeństwa Burusia, Miśka i innych starych, chorych i cierpiących, biuro adopcji udziela prawdziwych informacji, jest promocja i idealna obsługa adopcyjna, szpital pracuje super, geriatrium to wspaniały hotel dla szczęśliwych staruszków, słoma i budy są zabezpieczane przed zimą na czas, nie rodzą się małe i nie są zabijane, wszystkie psy są wykastrowane, a suki wysterylizowane, psy się nie zagryzają, w pawilonach nie stoi szambo i nie grozi epidemią, wolontariusze bez zakłóceń wyprowadzają psiaki, a  raporty Dyrektora Schroniska potwierdzają tę piękną rzeczywistość.
Szkoda tylko, że Pani Dyrektor Piechowski tak łatwo zmienia zdanie... od naszej rozmowy upłynęło zaledwie 2 miesiące i mówił wtedy innym głosem..

Potrzebne zatem zmiany od podstaw. Trzeba pisać i chodzić do Pani Prezydent Gronkiewicz Waltz, która jest bezpośrednim zwierzchnikiem Schroniska i do Prezydenta Kaczyńskiego, który będąc Prezydentem Warszawy powołał obecnego Dyrektora Schroniska na umowę na czas nieokreślony, co stanowiło precedens w dziejach placówki - jest zatem moralnie odpowiedzialny za obecną tragiczną sytuację na Paluchu...

List od Prezydenta opublikuję wkrótce...
24 marca 2010 Chociaż nie bywam już na Paluchu i nie przekazuję co się dzieje w schronisku to wciąż docierają do mnie niepokojące informacje.
Tylko w ostatnich dniach dwa psy pozbawiono szansy na dom. Takie przypadki zdarzają się niemal codziennie.
Jednemu pieskowi adopcja przeszła koło nosa gdyż na prośbę o informację o nim powiedziano, że został odebrany przez właściciela... pies przebywa w schronisku...
Z kolei Babunia, czternastoletnia sunia, mogła pojechać do wspaniałego domu na dożycie.. odmówiono adopcji, gdyż za daleko... Gdy byłam jeszcze w schronisku taka adopcja była możliwa, zawiozłam np. Kolę do Bełchatowa i z formalnościami nie było problemu, były też inne adopcje "z dowozem" do domu, ale teraz mnie nie ma i takie psy zostaną w przepełnionych klatkach na okrutne dożycie w schronisku....
Wciąż nie można odnaleźć psa gdyż mylone są klatki, numery, informacje...

(Numery psów i kontakty znane właścicielowi strony)

Przepełnienie na żądanie. W końcu to nic dziwnego, budżet zależy od liczby psów...
21 marca 2010 Co zrobić gdy znajdziecie zwierzę na terenie Warszawy - warto przeczytać informację z Biura Ochrony Środowiska...
21 marca 2010 Otrzymuję od Was setki listów.
Piszecie w mojej i paluchowych psów sprawie. Mam nadzieję, że pod naporem tej korespondencji UM podejmie stosowne działania i odpowie również na moją korespondencję.
Wiecie, że tu nie chodzi o jednego wolontariusza i kilka psów. Chodzi o coś więcej. Chodzi o ukrywanie prawdy, o zaniedbania, o brak należytych kontroli, o gospodarowanie pieniędzmi obywateli, o zwalnianie pracowników i wyrzucanie wolontariuszy, o brak audytów z prawdziwego zdarzenia i ukrywanie sprawozdań poaudytowych....
A oto jeden z listów...
21 marca 2010 Moja korespondencja do Dyrekcji Schroniska i Urzędu Miasta wciąż pozostaje bez odpowiedzi...
Czy to arogancja urzędników, arogancja władzy, lekceważenie obywateli, czyli pozostałości minionej epoki...
Pismo, które otrzymałam w sprawie wykluczenia mnie z wolontariatu to jawnie pogwałcenie praw człowieka. Tydzień temu WD zaprowadziła mnie do Koordynatora wolontariatu z żądaniem aby mi dał umowę do podpisania bowiem ta umowa sie gdzieś zawieruszyła.. Podpisałam umowę z pieczątką schroniska i otrzymałam jej kopię... Dwa tygodnie później przyszło pismo..
Nigdy nie otrzymałam żadnego sygnału, że coś robię źle, rozmawiałam i mailowałam z WD prawie codziennie...
Dyrekcja lubi widać zabawiać się w taki oto dziwny sposób....
Tak sobie myślę, że elementy tego widowiska są dość znaczące: sprawa sądowa o zaniedbania w księgowości,  "prześwietlała umysły pracowników", męczeństwo  Burusia , Miśka z raną na nodze, umieralnia w geriatrium, szpital i wreszcie wykluczenie wolontriusza z jawnym ignorowaniem prawa obywatela jak na prywatny folwark przystało....
Oceńcie sami...
20 marca 2010 SOBOTA BEZ PALUCHA - Dziś pierwszy dzień wiosny, ale radością z powitania tej cudownej pory roku nie mogłam sie podzielić z moimi paluchowym podopiecznymi. Tak mi smutno, że nie wszystkie mogły sie cieszyć spacerami. Energetyczny Bulik, uwielbiający ruch i wolność, gryzł kraty...
19 marca 2010

Jutro sobota i moje psy już drugi raz pozostaną w klatkach i będą czekać, i czekać, i czekać..
Zostały skrzywdzone po raz pierwszy gdy straciły domy i trafiły do schroniskowego koszmaru, człowiek, pan ich życia i śmierci, znowu coś im zabiera.
Zwierzęta na Paluchu są tylko bezimiennymi numerami, w większości nie mają imion, wizytówek, praw, nie mają głosu, tylko kraty i wieczne czekanie... Robiąc zdjęcia dawałam im szansę aby były zauważone, te, które dotąd nie były, dawałam... (jamnik Jakub)  

Aron - kolejny mój podopieczny i kolejna smutna psia historia.
Następne historie wkrótce...
Parę słów o upokarzaniu. Wolontariusze na Paluchu byli i są upokarzani. Wyprasza się ich ze schroniska, gdy zbliża się 16.00, a oni zlani potem latem, zmarznięci zimą, mokrzy w deszcz, pędzą z ostatnimi psami aby żadnego nie pozbawić spaceru, karmią ostatnimi kanapkami przy dźwięku brzęczących łańcuchów od bramy (czasami zamykani w schronisku tymczasowym), pod presją pracowników biura adopcji, WD lub opiekunów, którym wydano takie polecenie..
Ale dziś o innym przykładzie upokorzenia. Kilka tygodni temu w biurze adopcji, do segregatora wolontariuszy podpięto dokument. W tym dokumencie znajdowały się charakterystyki wolontariuszy pisane ręką pracowników biura adopcji... były ujawnione dane osobowe do wglądu. Mógł przeczytać każdy...
Nie sadzę aby ten dokument znalazł się w segregatorze wolontariuszy przypadkiem. chodziło z pewnością o to aby upokorzyć tych, którzy odważnie wyrażają opinie, tych, którzy są niewygodni.
Nie ujawnię treści tego dokumentu gdyż mnie na tej liście nie było - wpis o mnie bym ujawniła, o innych nie mam prawa. Osoby, które były na tej liście boją się mówić... Oczywiście wykluczenie mnie z wolontariatu to też miała być forma upokorzenia i przestrogi dla innych. Za pisanie niewygodnych rzeczy. Za niezależność i odwagę. Ocenę pozostawiam Wam.
Strona www.psy.warszawa.pl wprowadziła dużo korzystnych zmian w schronisku.
Jeszcze niedawno ustalony limit wolontariuszy był liczbą 15... Dziś jest ich 65. Jeszcze niedawno nie otwierano bramy schroniska w czasie godzin wyprowadzania i wolontariusze musieli sie przeciskać przez wąską furtkę ze swoimi pupilami, jeszcze niedawno, drzwi geriatrium były zamknięte i wstęp był zabroniony, jeszcze niedawno psy nie miały w ogóle wizytówek, dziś jest ich za sprawą wolontariuszy coraz więcej chociaż idzie to jak po grudzie, jeszcze niedawno wyprowadzanie "na dowody" było zakazane... o tych sprawach załatwionych i niezałatwionych wkrótce... Niewątpliwie była to jakaś walka, ale przecież prowadząca do korzystnych zmian.
cdn.
18 marca 2010

Zbliża się sobota i moje psy czekają na mnie - na spacer, na głaskanie, na przysmak...
Mr White, który chudnie, Aron, Laki, Bullik, Fruzia, Sila, Iwo, Bazyl, Wilus i kilkaset innych, którym nie podam przysmaku, dotyku, zdjęcia...
Ale jest też jeszcze coś innego.
Przed każdą sobotą spotykałam się z Ludźmi, którzy nie mogąc bezpośrednio pomóc przekazywali dla zwierząt prezenty. Pani Małgosia, serdelki dla Lakiego, Pan Jarek, kiełbasy i inne pyszności dla psów ze schroniska tymczasowego, Pani Magda z Kanady przesyłała pieniądze dla Arona, ja kupowałam 20 bochenków chleba tostowego, pasztet i margarynę (400 kanapek), aby sprawić przyjemność, aby socjalizować, aby przygotować do adopcji...
Moja Mama, były wolontariusz z Palucha, robiła kanapki i cieszyła sie, że może dać Im chociaż tyle.... Była szczęśliwa, że robi COŚ.
Były też inne Osoby, z którym umawiałam się gdy znajdując psa w Warszawie i nie mogąc zatrzymać, wołali EkoPatrol, a potem chcieli go odwiedzić, dać spacer, monitorować jego los i szukać domu...
Był czas, że robiłam wszystko aby pomóc Wam i Waszym podopiecznym, teraz pomóżcie moim psom - wierzę, że zło zwycięża tylko w krótkim terminie... przecież gdyby nie ja, wiele adopcji nie doszłoby do skutku...
17 marca 2010 Oświadczenie
W związku z otrzymywaniem odpowiedzi od Dyrektora Schroniska przez Osoby, które piszą w sprawie usunięcia mnie z wolontariatu, w których podawany jest powód usunięcia "nieprzestrzeganie regulaminu" oświadczam co następuje:
Regulaminu przestrzegałam, a dowodem tego jest, że nigdy nie otrzymałam żadnego upomnienia ani ustnego, ani na piśmie odnośnie wyżej podawanego zarzutu. Są to zatem pomówienia.
Moja korespondencja do Dyrekcji Schroniska i Urzędu Miasta wciąż pozostaje bez odpowiedzi...
17 marca 2010 O Paluchu, nie z Palucha - skazane na dożycie...
Jest wiele psów na Paluchu, które spędzają tu całe życie (Jaśmin był jednym z nich, 10 lat !!!, ale mu się poszczęściło dzięki wolontariuszom i tej stronie). Czasami rzucone do klatek na końcu świata, bez wizytówek, spacerów, dziczeją i odstraszają swoim szczekaniem (jamnik Kuba), te z geriatrium ukryte przed Gośćmi, a także z gabinetu Dyrektora oraz z wielu innych miejsc i przyczyn: dziwne depozyty bez prawa do adopcji, psy po przejściach, czasami po prostu na pierwszy rzut oka nieatrakcyjne, gdy nie widać ich ukrytych zalet, a nie są promowane.
Szatan zwrócił moją uwagę gdy przebywał jeszcze na terenie rejonu 13. Był bardzo skołtuniony i brudny. Rozpierała go energia. Bardzo prosił o spacer. Zrobiłam mu zdjęcia z myślą, że trzeba się nim zająć w przyszłości. Nie jest łatwo przyjąć kolejnego psa pod opiekę. Zawsze brakuje czasu, a ostatnie minuty przed 16.00 upływają na popędzaniu przez dedykowanych pracowników schroniska, w stresie, że jakiegoś pupila się nie wyprowadzi...
Następny spacer dopiero za tydzień...  
16 marca 2010 O Paluchu, nie z Palucha - wspomnienie o Miśku, wspomnienie, gdyż nie wiemy gdzie jest, co się z nim dzieje, czy żyje, a wciąż mnie pytacie..
Sprawy niezałatwione
GDZIE JEST MISIEK ??? CZY ŻYJE ??? CZY NADAL CIERPI ???
Miśka zobaczyłam w domku nr 19, z otwartą raną, w brudzie, wśród kup... Zapytałam WD co mu jest i poprosiłam o pomoc dla niego. Usłyszałam, że nic nie można zrobić, że jest leczony. Ale nie było śladów leczenia a pies wciąż cierpiał. Wolontariusze poprosili mnie o pomoc dla Miśka. Ja wskazałam na konieczność zgłaszania WD. http://psy.warszawa.pl/podstrony/aktualnosci2010/20100102/akt20100102sob.htm
Gdy nic nie pomagało zamieściłam apel na stronie.
Wtedy Wy napisaliście i Misiek został zabrany ze schroniska. Do tej pory nic o nim nie słychać. Otrzymałam jedynie wiadomość, że jest w zewn. klinice, że miał przeszczep skóry.
Wciąż mnie pytacie co z nim jest. Nie wiem, gdyż na pytania do WD otrzymuję wymijające odpowiedzi, z których nic nie wynika.
Pomóżmy Miśkowi wspólnie. Nie zostawmy go samego. Może siedzi w koszmarnej klateczce w szpitalu, gdzie śpi, je, załatwia się i nie widzi słońca... 

Paluch to nie jest prywatny folwark.
Społeczeństwo łoży na to schronisko w postaci podatków, wpłat na konta od Darczyńców, wpłat do kasy schroniska podczas adopcji.. To są ogromne pieniądze. Co się dzieje z tymi pieniędzmi ? Co się dzieje z psami, które są własnością Miasta ale i nas wszystkich, którzy je utrzymujemy, wyprowadzamy i dajemy im serce i troskę.
Zapytajcie Miasto dlaczego nigdzie nie ma raportów ile jest zwierząt na Paluchu, ile przybywa, ile wychodzi, ile ma wolontariuszy, ile kona w geriatrium, ile wydano na leczenie, na socjalizację, ile urodziło się małych z powodu braku sterylizacji i kastracji, ile ich zabito (m.in. dzieci naszej Inki), ile było zagryzień, ile pieniędzy wydano na leczenie pogryzionych. ???
To nie jest prywatny folwark. Takie dane nie mogą być ukrywane. Raporty muszą być rzetelne a 8 mln, które schronisko otrzymuje rocznie z naszych podatków musi być wydane w sposób przejrzysty i jawny. Musimy się tego domagać.
Dlaczego nie ma audytów w schronisku i raportów poaudytowych? W schronisku pracuje sztab urzędników, w tym dyrektor i zastępca dyrektora. Brakuje opiekunów...
W świetle poniższego artykułu mam wątpliwości.:
http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_040825/warszawa_a_1.html
15 marca 2010 Mr White, mały, bezdomny piesek, jeden z 2300 na Paluchu. Najpierw zabrano mu dom i godne życie, teraz pozbawiono go jedynej przyjemności w więziennym życiu - wolontariusza... bez litości, bez empatii, bez serca...
Był jednym z 2300 bezimiennych numerów na Paluchu.
Przebywał w małej klatce, w schronisku tymczasowym, z innymi psami. Jego świat to były kraty, pokryty odchodami beton, rozwalająca się buda i brak perspektyw na lepsze życie... Kto przygarnie pokracznego brzydala...

Obejrzyjcie filmik o Mr White - http://psia.tv/pokaz-187-mr--white---podopieczny-z-palucha.html
Pomóżcie małemu pokracznemu pieskowi. Was też pokocha jego małe serduszko.
Mówią mi, że chudnie i marnieje...

W kolejnych wpisach będą kolejne historie moich piesków. Tylko tyle mogę im dać....
15  marca 2010 O Paluchu, nie z Palucha - moje wspomnienia i sprawy niezałatwione..
Wspomnienie o Lisi:
To była niesamowita historia.

Zaczęło się tak.
Gdy Pan Radek adoptował sunię Damę ze schroniska zobaczył pieska, który akurat przybył i bardzo zapadł mu w pamięć. Po kilku miesiącach napisał do mnie z prośbą o wypromowanie jego na stronie. Zaczęłam poszukiwania i z tygodnia na tydzień mi się nie udawało go znaleźć…To był piesek nr 1927/07. W poszukiwaniach pomagała mi moja Ela.. I właśnie ona pewnej soboty natrafiła na ślad. W ostatniej chwili... Ela odkryła straszną rzecz. W budzie, w kałuży krwi leżał pies. Jego szyja i noga były obdarte ze skóry… to sprawa współtowarzysza niedoli, który przez wiele dni po prostu go okaleczał.  Nie zauważył tego nikt i pewnie pies skonałby w cierpieniach gdyby nie Ela.. Opiekunka, która pomagała wyciągać poranione zwierzę, złapała sie za głowę: "jak ktoś mógł wprowadzić sukę do tej klatki, w której rezydowała inna suka - nienawidząca osobników jej płci.
To była właśnie Lisia. Leczenie trwało długo i było bardzo kosztowne, a co najważniejsze ogromnie bolesne. Wydarzenia odbiły się też na psychice Lisi, która kilka razy wracała z adopcji...

Nie można powiedzieć, że to był tylko wypadek jakich jest wiele w schronisku. Codziennie psy były karmione, pojone, sprzątane były nie czystości. Podobno na Paluchu są obchodzy. Przez wiele dni nikt nie zwrócił uwagi na cierpienie psa, torturowanego przez współtowarzysza z klatki... Jak to możliwe?
W boksie nr 27, w schronisku tymczasowym są trzy psy. Jeden mały i dwa duże. Do niedawna były tylko dwie budy... Od miesięcy zwracam uwagę  dyrekcji, ze w klatce sie źle dzieje. Rudy pies jest terroryzowany przez Czarnego. Był jeszcze mały kundel, który też nie wychodził z budy.. Dziś uświadomiłam sobie, że na zdjęciach z mojej ostatniej soboty w schronisku małego juz nie było... Proszę, pomóżcie tym psom i sprawdźcie tę klatkę. Na zdjęciach można zobaczyć jakie biedny Rudy ma życie...
15 marca 2010 PONIEDZIAŁEK - o Paluchu, nie z Palucha
Zostawiłam na Paluchu moje psy, nasze psy, bezdomne psy, psy którym podarowałam moje serce i 11 lat życia... Pozbawiono mnie możliwości odwiedzania Ich, bez uprzedzenia, bez żadnego sygnału, w tym czasie gdy ta strona była cenzurowana przez Wandę Dejnarowicz - dzwoniła o różnej porze dnia i nocy abym dokonała zmian i poprawie. Dokonywałam.
Będę nadal śledzić losy paluchowych zwierzaków i pisać o nich.
W sobotę była kontynuowana akcja wyprowadzania grupowego psów z pawilonów. P
od dowodzeniem WD. Klatka po klatce. Były takie, które wychodziły pierwszy raz i strasznie sie bały, sikały ze strachu, stawiały opór. Normalnie wolontariusze przygotowują psy do spacerów. Niektóre od razu wychodzą ochoczo, inne oswaja się przysmakami i po kilku, kilkunastu podejściach następuje ten pierwszy, króciutki spacer. Potem jest już coraz lepiej.
W grupowym wyprowadzaniu nie ma czasu. Jest go mało. Na gwizdek muszą wszystkie wyjść. Nie ma czasu na zbędne czułości... Pod klatką stoi kilkanaście osób: wolontariusze i pracownicy, coś się dzieje czego zwierzęta nie rozumieją... Panuje poddenerwowanie... Następny spacer będzie za miesiąc lub dwa, jeśli w ogóle będzie i towarzyszyć mu będzie przemoc od nowa i złe wspomnienia... a gdzie jest behawiorysta... gdzie jest empatia...
Wyszedł cały pawilon 3.
Wspomnienie:

Empatii też nie było gdy pewnej soboty zabrałam Burusia na spacer. Doszliśmy tylko do furtki. Zaczął wymiotować i trząść się... zadzwoniłam natychmiast po ratunek do WD - usłyszałam "niech pani go pocałuje w czółko...", ale on cierpi.. - "niech pani go pocałuje w czółko..."
Potem konał jeszcze przez kilka tygodni, a gdy zapytałam czy nie lepsza byłaby eutanazja usłyszałam: "on ma umrzeć sam, tu się psów nie usypia."
Umarł w cierpieniu, w obcej klinice, wśród obcych ludzi... tu fragmenty opinii lekarskiej....

Powiedziano mi, że Mr White chudnie... pomóżcie mi mu pomóc...
14 marca 2010 NIEDZIELA - nie na Paluchu
Chociaż w domu, odcięta od swoich podopiecznych ze schroniska, jednak mogę sie pochwalić ostatnim sukcesem. Tym sukcesem jest jamnik Kuba.
Jedną z moich działalności na Paluchu, gdy byłam wolontariuszem, było fotografowanie psów w klatkach "na końcu świata". Przeniesione tam psiaki, często atrakcyjne dla Gości, bez promocji, kart informacyjnych, tracą szansę na adopcję. Dzięki moim fotografiom, zostały zauważane.
Tak było z jamnikiem Jakubem. Po kilku prezentacjach na stronie znalazły sie ręce dla niego. Był już tam 2 lata, trochę zdziczał i opiekun odmówił wyjecia z klatki. Wolontariuszka wykazała sie uporem i... na zewnątrz boksu jamnik okazał się przytulanką. Wczoraj wolontariuszka przeniosła go do kontenerka i okazało się, że ma grzybicę... Gdyby pozostał...
Jamnik Kuba już nie jest tylko bezimiennym numerem w schronisku, dostał szansę, dzięki tej stronie, a może dzięki Wam szybko znajdzie dom, jeśli schronisko nie odmówi, gdyż zechce go leczyć i leczyć i leczyć...
Ilu takim psom już nie pomoże ta strona ?

Jeden wolontariusz mniej, to może nic wielkiego z punktu widzenia 2300 psów w schronisku, ale dla tych 10, które go straciły to ich życie... Przecież nie możemy pomóc wszystkim ale niech każdy pomoże komuś, więc pozwólmy pomagać tym, którzy chcą... nie jest ich dużo.

O podobnych przypadkach wkrótce, w kolejnych wpisach. 

Moja korespondencja do Dyrekcji Schroniska i Urzędu Miasta wciąż pozostaje bez odpowiedzi...
13 marca 2010 SOBOTA - nie na Paluchu
Dziś miałam udany dzień.
Rano interwencja i uratowanie suni ze szczeniakiem. (Czara jest juz bezpieczna ze swoim maluchem w hoteliku. ) Potem spacer z fundacyjnym podopiecznym Imbirkiem, obiad rodzinny i spacer z własnymi psami. (Porządne pozimowe czesanie.) Psy i rodzina wreszcie usatysfakcjonowani moją obecnością w domu... Zapraszam do radosnych relacji na stronie Fundacji, wkrótce... www.przytulpsa.pl 
A na Paluchu...
Nie było tam moich rąk, ale było serce. I siedząc przy kominku i popijając winko (pyszne, afrykańskie od mojej Przyjaciółki) myślę o okrucieństwie ludzi, którzy zadają ból zwierzętom, gdy chcą odegrać się na ludziach. Tak jest zawsze. Sąsiedzi trują psy sąsiadom gdy się pokłócą, a w schronisku wyklucza sie wolontariusza aby zabrać kilku psom spacery... bo to jest dotkliwe dla tych, którzy potrafią kochać... Człowiek nie udał się Panu Bogu.
Z dobrych wiadomości jest miła niespodzianka - trzynastka to zawsze była szczęśliwa liczba dla mnie - mój podopieczny Bafi z domku nr 56 został adoptowany. Hurrrrrrraaaaaaaaaaaaaa.
Pomóżcie moim psom wydostać sie z tego okrutnego więzienia. Za te 11 lat poświecenia dla psów z Palucha. Za tę stronę, która przyniosła tyle dobrego dla paluchowych psiaków. Za odwagę publikowania niewygodnej prawdy, za znoszenie upokorzeń. i za rozstanie..
Tak martwie się o Mr White'a, o Wilusa, o Mikrusa, o Silę, o Fruzię, o Arona, o Lakiego, o nieznośnego Bullika....  i o te 2300, którym dziś nie dałam nic, ani zdjęcia, ani przysmaku, ani dotyku ręki...
Popatrzcie na 
MOJE PSY... Nie spotkałam Ich dziś... Nie dałam Im dziś nic...
13 marca 2010 SOBOTA - dziś nie pojadę na Paluch, nie zrobię zdjęć i relacji, na które tak czekacie. Nie wyprowadzę, nie nakarmię, nie przytulę....
Pisałam dla Was od wielu lat, robiłam to aby przyciągnąć Ludzi i zainteresować "psim" problemem. Wyszło z tego dużo dobrego, byliście ze mną. Wyszło z tego dużo adopcji a wolontariat z kilkunastu wolontariuszy urósł do kilkudziesięciu...
Teraz ja Was potrzebuję.
POMÓŻCIE TERAZ MOIM PSOM. ONE MNIE POKOCHAŁY I NIE MOGĘ ICH ZOSTAWIĆ... POMÓŻCIE. PROSZĘ WAS O POMYSŁY...
Moja korespondencja pozostaje na razie bez odpowiedzi...
12 marca 2010 PIĄTEK -  normalnie trwały przygotowania do sobotniego spotkania z moimi paluchowymi przyjaciółmi. Przygotowywanie kanapek i innych przysmaków. Normalnie, ale nie dziś...
Dziś jest mi bardzo smutno. Jest mi smutno, że zawiodę moich podopiecznych, nie zabiorę ich na spacery, nie poczęstuję przysmakami. Setki spragnionych mordek, łakomie połykających przygotowane przez moją Mamę pyszne kanapki z masełkiem i pasztetem.... nie zrobię zdjęć smutnym mordkom czekającym za kratami na lepszy los....
One nie rozumieją, że przyleciałabym do nich na skrzydłach, w każda pogodę i w każdy czas, ale... zabronili mi to ludzie, dla których 2300 więźniów tego gigantycznego obozu koncentracyjnego nie ma praw....
Tak mi smutno. Pomóżcie uratować moje psy. Boję się aby się im nic złego nie stało...
Moja dzisiejsza korespondencja:
 

Czarny piątek dla psów z Palucha - 11 marca 2010 r.

11 marca 2010 NOWE PSY NA PALUCHU -
Decyzją Dyrektora Palucha nie będzie już edycji tego działu. Na stronie Palucha zdjęcia nowych psów są prezentowane tylko przez 2 tygodni i potem znikają. Po tym czasie właściciele nie mają już szansy odnaleźć czworonoga.
Do psich tragedii dołącza się to, że nie wszystkie psy mają prezentowane zdjęcia w albumie i na stronie - przykładem jest rottweiler o numerze 99/2010, którego zdjęcia nie umieszczono w katalogu, a on umarł po kilku tygodniach pobytu w szpitalu bez szansy na odnalezienie przez właściciela...

Czarny piątek dla psów z Palucha - 11 marca 2010 r.

6 marca 2010 SOBOTA NA PALUCHU - paluchowe cuda..., na spacerkach..., psi kombinat..
Dziś na spacerach zapachniało wiosną...
Spanielka wyrzucona z samochodu i uratowana przez wolontariuszki z Palucha wróciła do właściciela...
Gigantyczny kontener wciąż zasłania pawilon 8 i niepotrzebne pogarsza warunki psów w koszmarnych pawilonach...
Schronisko tymczasowe to przerażający psi kombinat... bez spacerów, nadziei szans na lepsze życie... dajemy im chociaż przysmaki...
Geriatrium, biały domek w sektorze 2, szpital to jedne z najsmutniejsze miejsc w schronisku... izolacja, samotność, czekanie...
Spacery pod nadzorem Pani Dyrektor rozpoczęły się  - wyszły dziś wszystkie psiaki z pawilonu 1. To super sprawa, ale czy skończy sie tak jak z pomysłem wietrzenia psiaków ze szpitala... , wybiegiem dla psów i szeregiem innych wspaniałych pomysłów? Trzymam mocno kciuki za pomyślność tego przedsięwzięcia !!
Na dogomanii wolontariuszka z Palucha, Kora, napisała, że Fundacja Przytul Psa chce przejąć schronisko. To absolutna bzdura i pomówienie. Fundacja Przytul Psa nie zamierza, nie ma propozycji i nie chce przejmować schroniska, a także nie ma w planach zakładania własnego. Ten przerażający moloch stoi w absolutnej sprzeczności z rozumieniem pomocy zwierzętom przez założycieli Fundacji. Taki pomysł gigantycznego więzienia mógł powstać tylko w głowach bezdusznych urzędników, a nie ludzi pragnących pomagać w sposób humanitarny. Osoby, które rozsiewają takie plotki czynią zło i sieją niepotrzebny ferment. 
6 marca 2010 NOWE PSY NA PALUCHU - w tygodniu od 20 do 27 lutego br. przybyły na Paluch 83 psy. Tylko 52 z nich ma zdjęcia w albumie...
Przybywają rasowe, małe, duże, młode, stare, piękne i brzydkie, w większości zadbane, zagubione. Wszystkie doznają szoku... Niektóre jeszcze nie wiedzą, że pozostaną tu do końca życia gdzieś na końcu schroniska...
5 marca 2010 OGÓLNOPOLSKA AKCJA STERYLIZACJI TRWA -
4 marca 2010 Misiek - wiadomość od pani Dyrektor: "Misiek przechodzi rekonwalescencję po operacji przeszczepu skóry" 
Kaj, piesek pogryziony 27 stycznia w czasie wywiadu z Kurierem, przebywa obecnie w transporterku obok biura. Jego numer 12/10.

Jantar to jamnikowaty psiak, którego umieszczono w licznej klatce, daleko, w schronisku tymczasowym. Mało kto tam dociera... 
28 lutego 2010 NIEDZIELNE PALUCHOWE ADOPCJE
27 lutego 2010 SOBOTA NA PALUCHU - paluchowe cuda,.., spacerki..., schronisko...
Roztopy to kolejny trudny okres po mroźnej zimie...
Popatrzmy na
paluchowe cuda, na spacerki kilku podopiecznych, zdjęcia schronisko..
Zapraszamy do schroniska, do adopcji, do spacerów, do pomocy.
Pamiętajmy, że na 2200 psów na Paluchu tylko ok. 10% wychodzi na spacery z wolontariuszami. Inne skazane są na życie w maleńkich zatłoczonych klatkach. Często do końca życia...  Czasami trafiają tu jako szczeniaki lub bardzo młode psy i tak już zostają przeniesione do klatek na końcu schroniska....
Wciąż za mało ludzi odbiera swoje psy, za mało jest adopcji. Psy, które przybywają do schroniska to w znakomitej większości zwierzaki, które miały domy i z trudnych do ustalenia przyczyn je straciły. Właściciele nie potrafią ich odnaleźć.
27 lutego 2010 NOWE PSY NA PALUCHU - w tygodniu od 13 do 20 lutego br. przybyło na Paluch 59 psów. Tylko 29 z nich ma zdjęcia w albumie.
Zdecydowana większość przybyła w bardzo dobrym stanie, wskazującym, że miały dobre domy, które jednak straciły, a ich właściciele nie chcą lub nie potrafią ich odszukać.
Jaki czeka je los ? Część z nich pozostanie tu na zawsze...
Raport Paluch 2008/2009 wciąż aktualny...
24 lutego 2010 Horror na Marysinie - http://wiadomosci.onet.pl/2682,2132285,horror_umeczonych_zwierzat,wydarzenie_lokalne.html
23 lutego 2010 Od Internautki:
"...powinny powstać prywatne przytuliska gdzie każdy psiunio jest kochany i zadbany , ja też , myslę że warto zadbać o powstanie wielu jak największej ilości / na 100 000- 1000 /nie schronisk a punktów adopcyjnych zadbanych przez profesjonalistów i duże grupy wolontariuszy np;szkoły , wtedy bliżej ludzi bezdomniaki miałyby większe szanse na szybką adopcję , bezdomniaki można zintegrować społecznie do pomocy przy resoicjalizacji trudnej młodzieży , więzniów czy niepełnosprawnych , takie kontakty pod nadzorem trenerów , w Polsce jest teraz 108 schronisk / 5 w budowie / , na stronach można się o nich wiele dowiedzieć..."
23 lutego 2010 Od Internautki:
"....
są w Polsce dobre schroniska przy wielkich aglomeracjach - patrz Wrocław / 300 psów , swobone nie przepełnione czyste wybiegi skuteczna akcja adopcyjna / 1970 zwierzaków  z zeszłym roku , ewidencja eutanazji - 70 ,sprawne i dobrze funkcjonujące pogotowie , MIASTO ZBUDOWAŁO JUŻ NOWE SCHRONISKO KOSZTEM 24 MILIONÓW ZŁ NA 500 ZWIERZAKÓW Z WŁASNYM LABORATORIUM I WYBIEGAMI DLA ZWIERZĄT, które startuje wiosną , Toruń - ma certyfikat angielski dobrostanu zwierząt , Lublin / nowe , małe zoo - terrarium z gadami , dobra praca edukacyjna / Kraków - wiele akcji pomocy na terenie wokół Krakowa i w Polsce , silny/ prawniczki / i kompetentny wolontariat -wzór cnót wszelakich ...."
20 lutego 2010 SOBOTA NA PALUCHU - paluchowe cuda..., schronisko na zdjęciach...
Wilgotna pogoda to zawsze trudny czas dla zwierząt w schroniskach. Błoto, mokro wszędzie...
Dziś na Paluchu było posprzątane, przybyło podestów w pawilonach i przy budach, coraz mniej rozwalonych bud... Słomy nie dokładano, ale przecież temperatura wzrosła, a w taką pogodę słoma szybko wilgotnieje i gnije.
Dzień był zdominowany przez zebranie wolontariuszy. Do niektórych Pani Dyrektor zadzwoniła i zaprosiła na spotkanie. Miało ono na celu przedstawienie nowej organizacji wolontariatu i wyprowadzania. Utworzone grupy będą wyprowadzać coraz to inne psy w kolejne tygodnie co nam doświadczonym wolontariuszom wydaje się wbrew uczuciom psów i ludzi... Nie daje to szans na zaprzyjaźnienie, pokochanie, poznanie...
Doświadczeni wolontariusze, najstarsi stażem, nie zostali zaproszeni na spotkanie. Ich głos się nie liczy...
Doświadczenie i starość na Paluchu nie cieszy sie uznaniem i szacunkiem. Człowiek doświadczony za dużo wie i nie boi się mówić. Stary pies swoją mową ciała psuje wizerunek... Starość zamyka się w geriatrium...
20 lutego 2010 Raport Paluch 2008/2009 wciąż aktualny, a minął cały rok...
19 lutego 2010 W tygodniu od 6 do 13 lutego br. przybyły na Paluch 63 psy, ale tylko 43 z nich mają zdjęcia w albumie...
14 lutego 2010 Nero, nr 150/10 na Paluchu, przesyła pozdrowienia - swoje szczęście i życie zawdzięcza Pani Agnieszce.

Najpierw go znalazła i nie zostawiła bez pomocy. Wezwała straż miejską - nie mogła wziąć do domu. Następnie Agnieszka ustaliła jego numer, dowiadywała się o jego stan i przyjeżdżała wyprowadzać na spacer. Happy end nastąpił dość szybko. Agnieszka znalazła mu dom. Po wyjściu ze schroniska pies pojechał z nowymi opiekunami do weterynarza. Ten stwierdził odmrożenie łap i stan zapalny żołądka...
Agnieszka nie tylko dała mu nowe życie - dwa razy mu je uratowała...

Dziś Agnieszka napisała: "
Ten piesek,który nie machał ogonkiem, nie reagował na nic, siłą wyjmowany z klatki na spacer teraz jest psem nie do poznania bardzo posłusznym, macha ogonkiem, kocha swoich nowych opiekunów za okazanie mu ciepła. Po prostu odwdzięcza się całym sobą. Dzieci są zachwycone.

13 lutego 2010 SOBOTA NA PALUCHU - boksio... - nowe telefony do schroniska - tel. 604 778 747  tel. 692 44 86 15
Dziś była telewizja na Paluchu, kręcili jakiś program a filmowali sielankowy świat przy biurze...
Pawilony kwarantanny zyskały podesty na betonowe wybiegi ale nie wszystkie...
Blaszak wciąż zasłania świat psiakom z pawilonu 8...
W rejonie 13 całkiem nieźle, ale w schronisku tymczasowym pieski świat nie wygląda najlepiej...
Samochód pogotowia tylko wygląda ładnie, pogotowia dla zwierząt Warszawa wciąż nie ma....
Samojed po kastracji czuje się dobrze a boksio nr 407/10 odebrany pomimo problemów z komunikacją...

Schronisko uruchomiło telefony komórkowe: tel. 604 778 747  tel. 692 44 86 15  
11 lutego 2010 Dziś Fundacja "Przytul Psa" jedzie do Żyrardowa z kolejnymi darami i po Zeusa...
10 lutego 2010 2300 ZWIERZĄT NA PALUCHU i "rzetelna informacja" - uzupełnienie ostatniego wpisu...
W sprawie tego pieska otrzymywałam już zapytania. Przekazywałam je do Pani Dyrektor. Jednak piesek jest wciąż w kwarantannie.
Ostatnio napisano mi m.in. :
" .....dzwoniłam na Paluch w sprawie białego psa, który pojawił się już dwukrotnie na Pani zdjęciach-najpierw w sesji pt."cuda na Paluchu", a teraz w zdjęciach z 6 lutego. Nie udzielą mi żadnych informacji, bo nie znam numeru psa ani nic o nim nie mogę powiedzieć..."

Nie jestem w stanie opisać z detalami każdego psa. Staram się jak najwięcej ich pokazać aby zainteresować ludzi. Aby walczyć o adopcję każdego psiaka.
8 lutego 2010 Nowe psy na Paluchu
W ostatnim tygodniu (31.01 - 6.02) przybyło na Paluch 61 psów. W albumie znalazło się tylko 45 zdjęć... Co z pozostałymi.. Czy zostały odebrane, czy umarły, czy reszta to szczeniaki... ? Chcielibyśmy znać tę statystykę, jednak dane takie nie są upubliczniane. Szkoda.
Popatrzcie na te psy. Wyglądają na psy miejskie. W znakomitej większości przychodzą w bardzo dobrym stanie. Błyszcząca sierść, okrągłe boki, kanapowce... Dla takich delikatnych zwierząt schronisko to koszmar, powoduje niesamowity stres i depresję. To one kładą się na betonie w pawilonach kwarantanny na lodzie, zrezygnowane i nieszczęśliwe. To im trzeba przede wszystkim pomóc się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Dać szansę na życie w trudnych schroniskowych warunkach.
Dlaczego nie odbierają ich właściciele, dlaczego tak mało się robi aby im to umożliwić. Bilbordy, spoty, ulotki, możliwość dodzwonienia się do schroniska i rzetelna informacja... a przecież jedna z naszych koleżanek załatwiła schronisku bilbord za darmo...
Dużo rozmawiam z mieszkańcami mojej gminy. Wyrzucanie psów w podwarszawskich gminach to prawdziwa plaga. Przyjeżdża samochód z warszawską rejestracją, otwiera drzwi i... sprawa załatwiona....  
6 lutego 2010 SOBOTA NA PALUCHU - zajrzyjmy do psich kojców i bud...

Była szczęśliwa adopcja pieska nr 150/10. Znalazła go Pani Agnieszka zmarzniętego, błąkającego się na jej osiedlu. Musiała wezwać straż miejską aby zabrano go do schroniska. Nie mogła zatrzymać. Jednak nie zostawiła go bez dalszej pomocy. Przychodziła, wyprowadzała i znalazła mu dom...
Wciąż marzną psy na betonie w budynkach kwarantanny... Są to zdesperowani nowicjusze w depresji po przybyciu do schroniska. Niektóre psy nie potrafią wejść do środka pawilony - boją się bramki...
Wymieniano niektóre zniszczone, nie dające ciepłego schronienia, budy...
Niedawno walczyliśmy o usunięcie kontenerów ze schroniska tymczasowego a już postawiono następne...
Jesteśmy ogromnie wdzięczni Opiekunom za pomoc w karmieniu psów przysmakami.
Psy ze wszystkich schronisk proszą Was o pomoc. Na lodzie grożą im odmrożenia, cierpią z zimna i samotności...
Nie można pomóc wszystkim, ale każdy może pomóc komuś. Pani Agnieszka dowiodła tego niezbicie.

6 lutego 2010 Nowe psy na Paluchu
Dopiero dziś zamieściłam zdjęcia nowych psów z ostatnich dwóch tygodni. Czekałam na obiecane pliki, ale Schronisko, pomimo obietnic, nie przekazało mi ich tłumacząc względami technicznymi, stąd opóźnienie w prezentacji na stronie. 21 stycznia prezentowałam w aktualnościach zdjęcia z otrzymanych ze Schroniska plików (zdjęcia psów przybyłych do 16 stycznia). Różnica w jakości jest ogromna. Jednak musimy pozostać przy fotografowaniu albumu...
W ostatnich dwóch tygodniach przybyło na Paluch 128 psów, a więc średnio 64 psy tygodniowo - w albumie znalazły się zdjęcia tylko 70 psów.
5 lutego 2010 Oświadczenie
W związku z kierowanymi pod moim adresem oskarżeniami ze strony Dyrekcji Schroniska Na Paluchu oświadczam, że wszystkie zdjęcia oraz opisywane fakty prezentowane na tej stronie są prawdziwe i aktualne i pochodzą z moich własnych obserwacji, od Wolontariuszy i Sympatyków tej strony.
Elżbieta Lipińska/wolontariusz
30 stycznia 2010 SOBOTA NA PALUCHU - cuda paluchowe
Sobota przebiegła spokojnie. Schronisko było chronione przez patrol straży miejskiej.. Być może było to wynik tego, że niektóre portale internetowe zapowiadały zwiększone wizyty gości po ostatnich wydarzeniach i komentarzach w mediach.
Zawieszaliśmy firaneczki do bud, dokładaliśmy słomę, dolewaliśmy wodę. Tego dnia, jak to się często zdarza, kilku opiekunów nie przyszło do pracy... To prawdziwy dramat dla zwierzaków pozostających pod ich opieką, a dla pozostałych pracowników duża dodatkowa praca... Dlatego nie wszystkie klatki były sprzątnięte, ale mamy nadzieję, że wszystkie psiaki zostały nakarmione i napojone.

 

"Na Paluchu zwierzęta marzną" - komentarz do przeczytania w aktualnościach na stronie Kuriera. Wreszcie zaczęto mówić o tym trudnym temacie, jakże ważnym dla paluchowych zwierząt.


 

27 stycznia 2010 Kurier Warszawski na Paluchu.
Zadzwoniono do mnie 26 stycznia abym wypowiedziała się przed kamerami Kuriera Warszawskiego o Paluchu. Zwolniłam się z pracy. Pojechałam. Materiał się nie ukazał...
Kolejnego dnia spotkaliśmy się na Paluchu. Rozmawialiśmy ponad godzinę. Ja i moja koleżanka Ela musiałyśmy sie zwolnić z pracy i poświęciłyśmy swój czas. Program miał się ukazać o godzinie 18.00 ale wyemitowano go dopiero o 21.45. To co zobaczyłyśmy przeraziło nas. Z godzinnej rozmowy został strzępek nie na temat...
Potem dziennikarka została oprowadzona po schronisku. Nam zakazano wstępu....
Na chwilę wpadłam niepostrzeżenie do pawilonów kwarantanny i zobaczyłam okropną scenę zagryzania. Udało się uratować pieska, ale gdyby nie ja... poza mną nikogo nie było...
Dziś nie wpuszczono nas (mnie i mojej koleżanki wolontariuszki) na teren schroniska, a Pani Dyrektor napisała do jednej z internautek, że tę stronę prowadzi osoba, która była kiedyś wolontariuszem na Paluchu...
25 stycznia 2010 25 stycznia był najokropniejszym dniem w zyciu. Gibona i Maleńkiej... Nie szukaja juz domow, znalezli go na łąkach TM.
25 stycznia 2010 Adopcja shar pei...
Dziś był szczęśliwy dzień dla cudnej, chociaż chorej suni rasy shar pei z Palucha. Przybyła do schroniska 15 lipca 2009 r. Od razu trafiła do szpitala i ostatnie 6 miesięcy spędziła w szpitalnej klatce. Wiemy jak tam jest. Spanie, jedzenie, załatwianie sie w jednej malutkiej klateczce przy bardzo ograniczonym kontakcie z ludźmi...
Ta Pani zobaczyła ją przypadkiem. Sunia na chwilę wyszła ze szpitala z opiekunem. To był ten przypadek, który zadecydował o jej życiu. Gdy Pani zobaczyła jej oczy, jej stan... postanowiła ją przygarnąć. Tak też zrobiła. Na drugi dzień przyjechała ją adoptować i adopcja odbyła się bez żadnych problemów. Każdy z pracowników zadawał jej wielokrotnie jedno pytanie - "czy na pewno adoptuje ją dla siebie?".
Sunia od razu pojechała do specjalisty od oczu. Ten stwierdził, że w wyniku kilkumiesięcznego zaniedbanego stanu zapalnego oczu grozi jej ślepota... Dostała lekarstwo i czekamy czy cofną się zmiany, na co jest maleńka, znikoma szansa...
I w sumie można się cieszyć, można  powiedzieć, że była adopcja, że sunia ma już dom, że jest pod opieką i jest super.
Ale tak na prawdę nie jest super. Pozostaje kilka pytań bez odpowiedzi. Dlaczego ukryto ją przed światem? Dlaczego tyle czasu przebywała w koszmarnych szpitalnych warunkach, dlaczego nie dano jej szansy i nie promowano, dlaczego nie leczono odpowiednio tak delikatnego psa.... dlaczego nie dano jej wolontariusza, który pomógłby jej i wyręczył schronisko w spacerach i promocji... Ile jest jeszcze takich psów w schronisku.... ?
Jeden z pracowników schroniska powiedział przy jej adopcji, że sunia powinna iść do adopcji wkrótce po przybyciu, gdyż popyt na takie psy jest duży. Ale przecież nikt o niej nie wiedział...
Dlaczego tak się dzieje na Paluchu ?
25 stycznia 2010 Paluch - po południu.
Kochani, spieszę napisać, że mam aktualne informacje od Pani Dyrektor. Zakupione zostały grzejniki i w każdym pawilonie pracują po 2 - na full. Słomy nie można wkładać do pawilonów, gdyż zatkają się odpływy. To byłaby prawdziwa klęska. Budy zostały zamknięte, słoma dowieziona, w tej chwili (18.00) Pani Dyrektor robi obchód. Mówi, że jest ciężko, ale że żaden pies nie zamarzł. Ale sama ma w gabinecie 6 stopni...
I jeszcze jedno. Aktualnie zepsuty jest tylko jeden kocioł do gotowania, a dwa pracują.
Oby do wiosny...
25 stycznia 2010 I znowu bardzo źle, tragicznie !!! Znowu cierpią psy na Paluchu.
Tym razem zamarzły pawilony, Bubel za 16 mln wciąż wykręca nowe numery. Pracownicy wożą wodę w kotłach, psy leżą na lodowatym betonie... masakra... Jedzą suchą karmę, gdyż kuchnia zepsuta...
I w tej tragicznej sytuacji nikomu nie przychodzi do głowy aby sięgnąć po deskę ratunku dla psów - po słomę: rzucić ją na wybiegi, do środka, dać izolację od lodowatego podłoża!
Co na to urzędnicy z Ratusza ???
23 stycznia 2010 SOBOTA NA PALUCHU
Obecne mrozy to wyjątkowo trudny czas dla zwierząt. My, ludzie, przebywamy w ciepłych mieszkaniach i biurach, narzekamy, że zimno, a co mają powiedzieć one...
Na Paluchu było w sobotę po prostu zimno. Spacery krótkie, dokarmianie przysmakami i aż 22 adopcje (psy i koty). Dziękujemy !!!
Wolontariusze mówią, że psy są głodne, że nie mają wystarczająco słomy, że wiata ze słomą pusta od czwartku... Pani Dyrektor mówi, że słoma jest przywożona i dokładana, że są obchody i wszystko jest pod kontrolą. Że pracownicy robią co mogą a zwierzęta są syte i bezpieczne.
A ja, ja po prostu robię zdjęcia.
24 stycznia 2010 INFORMACJA Z PALUCHA:
Pani Dyrektor napisała: "Wszystkie pieski ok. Bullik w świetnej formie. Pan Grzegorz miał dyżur nocny, robił obchody i czuwał."
Po tej informacji jest mi lepiej i myślę, że Wam też. Pozdrawiam. EL
22 stycznia 2010 MRÓZ - DOŁĄCZAMY SIĘ DO APELU FUNDACJI EMIR - RAZEM RATUJMY ZWIERZĘTA PRZED ZAMARZNIĘCIEM
W ZWIĄZKU Z PROGNOZAMI METEO ZAPOWIADAJĄCYMI NA KONIEC TYGODNIA WIELKIE MROZY OK -30 stopni CELSJUSZA ZWRACAMY SIĘ DO WSZYSTKICH O PISANIE MAILI DO KIEROWNICTW SCHRONISK O NALEŻYTE ZABEZPIECZENIE PSÓW PRZEZ ŚMIERCIĄ Z ZAMARZNIĘCIA!!
Słoma. wysoko energetyczna karma w zwiększonych racjach i ciepła woda do picia ( najlepiej z dodatkiem oleju)
PROSIMY TEŻ WŁAŚCICIELI, ABY ZAdbALI O SWOJE PSY W NADCHODZĄCE, TRUDNE DO PRZETRZYMANIA DLA ZWIERZĄT, DNI !!!
Każde zwierzę, które przez ludzkie niedbalstwo zginie od mrozu - to niebywałe okrucieństwo i hańba !dla społeczeństwa !!
21 stycznia 2010 W drugim tygodniu stycznia trafiło na Paluch 59 psów, a więc nastąpił wyraźny spadek przybyć po szczycie noworocznym. Popatrzcie w jakim dobrym stanie przybywają, piękna sierść, zadbane, grube.. dlaczego właściciele nie potrafią ich odnaleźć? Niestety za mało sie robi w tym kierunku. Nie ma bilbordu, nie ma plakatów w mieście, nie ma edukacji w mediach, nie ma informacji, że jeśli zginął pies to szukaj na Paluchu i chociaż niektórym to wydaje sie dziwne, ale ludzie nie wiedzą... Popatrzmy: część 1, część 2.
16 stycznia 2010 SOBOTA NA PALUCHU
Byliśmy, wyprowadzaliśmy, karmiliśmy, dokładaliśmy słomę naszym podopiecznym. Niestety nie wszystkie zwierzaki mają swoich wolontariuszy, a z pewnością będzie jeszcze mniej po zapowiadanej tajemniczej "reformie" wolontariatu... Myślę, że niewygodni odejdą... umowy podpisano z nami tylko na 2 miesiące... po 10 latach ciężkiej, wyniszczającej pracy...
Aparat fotograficzny zamarzł.. więc nie ma zdjęć. Ale generalnie powtórka z rozrywki z ubiegłego tygodnia. W niektórych budach nie ma słomy, w niektórych się przelewa, psiaki szpitalne, z geriatrium, ze szpitala zamknięte na 7 spustów, Miśka (tego od rany) nie ma, w niektórych rejonach wolontariusze obserwują psy przeraźliwie głodne... , pogryzienia, ten z domku 20 z wyrwaną wargą przyprawił mnie o ból serca i bezsenne noce...
Poza tym przyjechała telewizja i filmowała "przybiurową sielankę"...
13 stycznia 2010 Z radością informuję, że Wulkan z Palucha, nr 609/08,wczoraj został wydany do adopcji. Dziękujemy nowym Opiekunom naszego podopiecznego oraz Wszystkim, dzięki którym ta adopcja doszła do skutku.
12 stycznia 2010 SOBOTA NA PALUCHU - spóźniona relacja...
12 stycznia 2010 Dziś przyjeżdząją Panie adoptować Wulkana, nr 609/08, uroczego pieska w typie rottweilera.
Adopcja to ważna rzecz. Daje nie tylko szczęście psu i jego przyszłemu właścicielowi, ale zwalnia miejsce, powoduje, że jakieś życie schroniskowego psa może być uratowane. Może Mikuś by żył...
Wulkan od kilku miesiecy przebywa w szpitalu schroniskowym. To 1m2 powierzchni, na której śpi, je i załatwia potrzeby fizjologiczne. Dla tak energetycznego psa jak Wulkan to horror..
Osoby, które przyjeżdżają po niego będą go leczyć i kochać... i nie zamkną go w małej klateczce lecz dadzą mu godne życie.
10 stycznia 2010 Żegnaj mały Mikusiu... po 4 miesiącach pobytu w schronisku został zagryziony przez zdesperowanych, nieszczęśliwych jak on towarzyszy z przepełnionej paluchowej klatki...
Maly  piesek Mikus nr.2307/09 zostal zagryziony przez kolegów z klatki 6 stycznia br.  W schronisku był od września,4 miesiace, niby nie długo, ale......
 Najpierw stracił ogon, teraz - zycie.
        Ładny mlody piesek.
        Chcial byc kochany.
        Chekal na swojego czlowieka.
        Chcial do domu.......
Schronisko to bardzo niebezpiecznie miejsce. Szczegolnie zimą. Malo tego ze klatki sa przepelnione, to jeszcze do tego dochodza chlod i glod.
PSY SA BARDZO GLODNE. Karmienia 1 raz rano nie wystarczy, tym bardziej tej suchej karmy,   ktorej  one nawet glodne nie chca jesc. A jak pies glodny, to jest zly. Dlatego nawet w niby spokojnych klatkach dochodzi do pogryzienia.
 Zegnaj maly Mikusiu
9 stycznia 2010 Burusia już nie ma...
Właśnie otrzymałam cyniczną wiadomość ze schroniska, że Buruś zasnął w klinice po spacerze i że schronisko dziękuje wszystkimi za zainteresowanie tym psem...
Buruś umarł w klinice zamiast w domu, przy bliskiej osobie, a takie godne dożycie chciało mu zapewnić kilka osób.
Od kilku miesięcy ciężko chorował, jednak prawdziwe leczenie otrzymał w ostatnich dniach. Było już za późno.
Miał nie tylko ciężkie życie, ale okrutną śmierć, w bólu, samotności, z dala od bliskich mu ludzi...
To ludzie zgotowali mu taki los...

 
9 stycznia 2010 2009 r. - przybyło na Paluch 3341 psów - o 169 mniej niż w roku poprzednim.
2008 r. - przybyło 3530 psów - o 170 mniej niż w roku poprzednim
2007 r. - przybyło 3700 psów  - o prawie 200 mniej niż w roku poprzednim
2006 r. -  przybyło 3897 psów

2005 r. -  przybyło 3389 psów
8 stycznia 2010 Jeśli ktoś chciałby pomóc szczeniaczkowi z Żyrardowa to piszcie, zamawiajcie. W niedzielę tam będziemy, jeśli pogoda pozwoli, możemy przywieźć...
8 stycznia 2010 Fundacja "Przytul Psa" pragnie pomóc Miśkowi. Więcej w aktualnościach...
6 stycznia 2010 Fundacja "Przytul Psa" jedzie do schroniska w Żyrardowie w najbliższą niedzielę. Zrobimy relację zdjęciową. W tę sobotę jesteśmy na Paluchu w godzinach 12.00-16.00 i możemy przyjąć dary dla psiaków żyrardowskich. Pomóżmy im !
3 stycznia 2010 Przeczytajcie pozdrowienia i życzenia od Pani Beaty, Opiekunki Kawy oraz zobaczcie koniecznie tę wyjątkową kolekcję zdjęć z jej domu.
My też pozdrawiamy Panią Beatę i całą Gromadkę z całego serca i jeszcze raz dziękujemy najpiękniej jak umiemy za wszystko co robi dla zwierzaków, w tym wsparcie psów paluchowych budami. Zakupione i przysłane przez Nią na Paluch 3 budy służą podczas tych mrozów wspaniale l
Dziękujemy !!!   
2 stycznia 2010 Otrzymaliśmy pozdrowienia od Agenta - czy pamiętacie naszego pięknego i słodkiego pupilka...
2 stycznia 2010 SOBOTA NA PALUCHU -  pierwsza w 2010 roku !!!
Buruś umiera w klinice.., Misiek z Palucha cierpi już od miesięcy i pilnie potrzebuje pomocy..., w sobotę było 18 adopcji..., wciąż mało słomy w budach, a idą tęgie mrozy..., porzucony szczeniak na stadionie w Warszawie uratowany.., karmiliśmy w powiększonym składzie z Asią i Tereską....
31 grudnia 2009 Smutne zakończenie roku... tragiczne dla Burusia, który cierpi i nikt nie może mu pomóc w zderzeniu z urzędnikami, których jest własnością...
Historia Burusia zaczęła sie wiele lat temu. Buruś biegał po polach wokół schroniska. Wkrótce zaprzyjaźnił się z pracownikami i wolontariuszami. Schronisko postawiło mu budę obok bramy, był dokarmiany i na swój sposób szczęśliwy. Towarzyszył nam na spacerach z psami.
I zdarzyło się to co zadecydowało o jego późniejszym życiu. Ugryzł policjanta, przecież bronił, robił to co jego serduszko nakazywało... Niestety schronisko nie zaszczepiło przeciw wściekliźnieswojego nieformalnego podopiecznego. To zdarza się często również w odniesieniu do psów schroniskowych ale one są szczepione przy "wyjściu"...  dla Burusia to miało skutki znamienne...
Policjant uparł się aby Burusia uśpić. Pani Dyrektor udało się wynegocjować pozostawienie go przy życiu... dożywotnio w klatce...
Buruś przeżywał ogromną depresję - stracił to co kochał najbardziej. Wolność. Nie wolno było go wyprowadzać. Ponadto Buruś nie umiał chodzić na smyczy. Wtedy pewnie zaczęła choroba. Od pół roku zaczął chudnąć i marnieć.. W ostatnią sobotę zobaczyłam go bardzo cierpiącego, wymiotującego, skóra i kości. Zadzwoniłam do Pani Dyrektor.. było zamieszanie, które opisywałam a potem zawieziono go do zewnętrznej kliniki, z którą schronisko ma podpisaną umowę.
Dziś dowiedziałam sie, że żyje, że cierpi, że usuwaną ma wodę z osierdzia, że nie ma szans...
Powinien godnie umrzeć w zaciszu domowego ogniska. Trzy osoby deklaruję chęć przygarnięcia go na dożycie... Ani Pani Dyrektor ani Miasto nie są zainteresowani takim rozwiązaniem...
A Buruś cierpi i dogorywa wśród innych cierpiących pacjentów szpitala, w obcym, mało przyjaznym miejscu, wyrwany ze swojego posłanka, bez szansy na dożycie w domu, dla jakiejś niezrozumiałej dla niego zasady...
Ile jest takich psów na Paluchu? W geriatrium, w szpitalu, w małym białym domku...
28 grudnia 2009 Zapraszam na stronę Schroniska w Żyrardowie.
28 grudnia 2009 Buruś z Palucha nie umrze w prawdziwym domu chociaż znalazła się Osoba, która pragnie mu taki podarować.
Buruś zdechnie w samotności, gdyż taka jest wola Dyrektora Schroniska. Buruś jest tylko psem, jednym z 2300 numerów na Paluchu, które głosu nie mają... mogą tylko cierpieć po cichu..
26 grudnia 2009 SOBOTA NA PALUCHU - zdominowana przez cierpienie Burusia i bezduszność paluchowych urzędników...
Ostatnia sobota roku upłynęła w schronisku jak zwykle na spacerach i dopieszczaniu podopiecznych przez wolontariuszy, którzy przybyli licznie do swoich ulubieńców. Adopcji było mało. Taplaliśmy się w błocie i robiliśmy wszystko aby nasi podopieczni wyszli na spacer przed zmrokiem. Potem było mnóstwo przysmaków.
Pani Dyrektor miała wolny dzień, jej zastępca cały czas przebywał w ciepłym i suchym gabinecie... I byłoby tak lepiej gdyby nie Buruś.
Cierpienie Burusia. zdominowało ten dzień.
Buruś.jest bardzo chory już od dawna. Został przeniesiony do pawilonu kociarni gdy zaczęły się chłody aby było mu ciepło. Dziś zastałam go w strasznym stanie. Wymiotował, męczył się i cierpiał... Nie było nikogo z pracowników kto by się zainteresował się jego cierpieniem, zajrzał do niego, chociaż pracy tego dnia było mało gdyż po prostu goście nie dopisali...  
Pożegnanie Topika...

Topik pojechał do domu w Poznaniu, chociaż zastępca dyrektora schroniska robił wszystko aby do tej adopcji nie dopuścić. Nawet wezwał policję... Jego Pani musiała pokonać 2 razy 600 km aby go zabrać do domu - i pokonała. Oprócz tych bezdusznych, okrutnych są dobrzy Ludzie na świecie.

Topik miał cudowne życie i bezgraniczną miłość swojej Pani - przez całe 4 lata.
Dwa tygodnie temu zaczął troszkę kuleć i pomimo, że czuł się świetnie jego Pani zabrała go do lekarza.
Umarł w strasznych męczarniach po tym, gdy lekarz podał mu lek mający go uzdrowić.

25 grudnia 2009 O szczeniakach, adopcjach, przygodzie Kawy, przenosinach przeczytajcie na stronie www.przytulpsa.pl .
19 grudnia 2009 SOBOTA NA PALUCHU - czekają 1..., czekają 2...

Przedostatnia sobota na Paluchu w tym roku przywitała nas siarczystym mrozem. W taki czas priorytetem powinna być słoma w budach, ale nie do końca tak było. Niektórym dokładaliśmy ją z Panią Dyrektor.
Z niespodzianek to mały biały domek w sektorze 2, w którym po remoncie znalazły ciepłe schronienie marznące psiaki oraz nowe, funkcjonalne poręcze w biurze adopcji.
Niestety adopcji było jak na lekarstwo... ale były spacery, czułości i przysmaki dla naszych podopiecznych.

15 grudnia 2009 Idą mrozy. Apelujemy do Dyrekcji Schroniska na Paluchu i wszystkich schronisk w Polsce
o zadbanie aby budy zostały wypełnione słomą i ocieplone firaneczkami. Zwierzaki z Palucha otrzymały 0,5 tony słomy od czytelniczki naszej strony, Pani Teresy. Wczoraj słoma ta została odebrana.
Dziękujemy serdecznie. Mamy nadzieję, że zostanie ona szybko włożona do bud.
14 grudnia 2009 Fundacja "Przytul Psa" pomaga bezdomnych zwierzętom już 9 miesięcy. W tym czasie przyjęła pod bezpośrednią opiekę 74 psy i 14 kotów.
Utrzymuje, leczy, sterylizuje i szczepi swoich podopiecznych przetrzymywanych w hotelach i domach tymczasowych, ale wspiera również inne placówki pomagające zwierzętom - psom i kotom. W tym roku Fundacja pomogła Schronisku w Korabiewicach, Schronisku w Boguszycach oraz małym ośrodkom, w których brakuje pieniędzy na utrzymanie i sterylizację.
Schronisko na Paluchu, w którym też wciąż jest, ma zabezpieczone w środki finansowe przez Miasto. Dlatego pomoc Fundacji ogranicza się do adopcji oraz promowania schroniskowych zwierzaków.
21 grudnia  przedstawiciele Fundacji jadą do Przytuliska Pani Antoniny Jaworskiej z darami dla zwierząt.
Jednocześnie przypominamy, że Fundacja nie prowadzi działalności gospodarczej i środki na powyższe ma jedynie z darów od Darczyńców. Każda złotówka jest przeznaczona dla zwierząt. Nie są wypłacane żadne wynagrodzenia. Jej członkowie pracują całkowicie charytatywnie po godzinach pracy zawodowej.
12 grudnia 2009 Przytulisko Pani Antoniny w Pomiechówku - filmik.
Pani Antonina jest bardzo chora. Ma anginę i czuje się bardzo źle. Trzymajmy kciuki aby szybko wyzdrowiała. Jedziemy do Niej 21 grudnia, w poniedziałek. Pieski najbardziej lubią puszki chappi z zółtą etykietą...
12 grudnia 2009 SOBOTA NA PALUCHU - one czekają na Was..., zaginiony/znaleziony..., spacery...
Krótkie dni bardzo utrudniają nam pracę. Spacery po ciemku, karmienie po ciemku, marznące dłonie i patrzenie na chudnące psy... ale jeszcze "chwila" i przybędzie dnia "na barani skok" a potem będzie już coraz lepiej i optymistyczniej...
Schronisko jest ładnie przystrojone, ale wciąż za mało słomy, za mało adopcji i troski o te, którym trudno się przystosować do schroniskowej rzeczywistości co często demonstrują rezygnacją i zwinięciem w kłębek na zimnym betonie, w mróz...
Umowy z nowymi wolontariuszami wciąż niepodpisane, nie wolno im zatem wyprowadzać psów i wciąż nie wiadomo kiedy to nastąpi. A tyle czasu już minęło od egzaminu... Przecież te Święta to czas prezentów - najpiękniejszy prezent dla paluchowego psa, zamkniętego w maleńkiej klateczce, to przecież spacer... Kilkadziesiąt wolontariuszy to kilkaset spacerów na tydzień...

 
11 grudnia 2009 Oto nasza Dorotka z Felą... zobaczcie koniecznie.
I moja Kawusia, jeszcze w schronisku... oj łezka się kręci, już ze szczęścia...
11 grudnia 2009 Pożegnanie Milki....  Misia umarła :(
"28 listopada w nocy odeszła nasza ulubienica Milka 1662/09... Serca nam pęka, że po raz kolejny nie udało nam się pomóc...

"Misia była starszą sunią, mimo to bardzo cieszyła sie na spacery i myśl o nowych zapachach poza schroniskiem. W klatce paluchowej spedziła ponad 3 lata, z czego dopiero ostatnie miesiące jej zycia znów urozmaiciły - spacer i dotyk ludzkiej reki. Jest mi bardzo smutno, ze odeszła, nie doczekała kolejnego spaceru, do którego zabrakło jej jednego dnia....... Ania G."  

10 grudnia 2009 Jeszcze o przytulisku Pani Antoniny. Zapraszam do obejrzenia filmiku...
10 grudnia 2009 Są takie małe przytuliska, gdzie, pomijając straszną biedę, warunki dla przebywających w nich zwierząt sa zdecydowanie lepsze niż w przeładowanych, pełnych bezimiennych istot molochach. Powinniśmy je wspierać i pomagać aby przetrwały... Przecież w przeciwieństwie do bezdusznych, zakratowanych gigantów oferują godne życie psim i kocim rozbitkom życiowym. Jednyn z nich jest niewielkie, ale bardzo potrzebujące wsparcia Przytulisko Pani Antoniny. 21 grudnia Fundacja "Przytul Psa" pojedzie do Pani Antoniny i Jej zwierząt, a dla Was przygotujemy relację z tych odwiedzin. 
10 grudnia 2009 Mr.White z Palucha zaprasza na film.
10 grudnia 2009 Pamiętacie moją ukochaną rottweilerkę Kawę i jej niespodziewaną, szczęśliwą adopcję, o której pisałam 2 grudnia? A oto kolejny uratowany rottek, z Otwocka, nowy towarzysz życia Kawy, Brutus. Kolejny przedświąteczny cud ?
9 grudnia 2009 Nasz Olek w nowym domu! Czy stał się cud? Cuda w naszej branży oczywiście się zdarzają, ale na ogół jest to po prostu wynik ciężkiej pracy zaangażowanych osób. Tak było i tym razem. Przeczytajcie co napisała Ela C.
8 grudnia 2009 Zapraszam na www.przytulpsa.pl do obejrzenia zdjęć naszego podopiecznego kotka Atosa. To jeden z 3 kociaków znalezionych na szosie przy Paluchu. Teraz uroczy urwisek ma kochaną Panią - Olę. Dziękujemy i pozdrawiamy serdecznie.
7 grudnia 2009 Jeszcze powróćmy na chwilę do aukcji z 4 grudnia. Ewa przysłała więcej zdjęć.
5 grudnia 2009 5 grudnia, dzięki inicjatywie Społecznego Liceum Ogólnokształcącego nr 17, przy ul. Batorego 14 w Warszawie oraz uzyskawszy pozwolenie od Pani Prezydent, zorganizowaliśmy kolejną już zbiórkę. Dary rzeczowe zawieźliśmy do Boguszyc.
Psy z Boguszyc...
Zebraliśmy 180 kg karmy, kołdry, dywany, środki czystości, miski, smycze, legowiska, 280 zł.... Wyniki były gorsze niż w podobnych zbiórkach poprzednio organizowanych. Przyszło mniej osób i myślimy, że to niefortunny okres mikołajkowy był tego przyczyną.  Ale i tak do przewiezienia potrzebne były trzy samochody, w tym jeden combi.
Początkowo myśleliśmy o zawiezieniu darów do Korabiewic, ale niestety nie było możliwości skontaktowania się...
Podjęliśmy decyzję o zawiezieniu darów rzeczowych do Boguszyc, schroniska uprzednio prowadzonego przez Panią Bożenę Wahl, obecnie pod zarządem Fundacji Ostatnia Szansa. Gdy przyjechaliśmy było już ciemno.
Przyjęto nas serdecznie. Uprzejmy i bardzo miły Pan oprowadził mnie po części schroniska. Zrobiłam zdjęcia. Popatrzcie.

Zapraszamy do obejrzenia relacji na stronie Fundacji...
4 grudnia 2009 Aukcja obrazów i zbiórka pieniędzy dla podopiecznych Fundacji na Rzecz Zwierząt "Przytul Psa" w Młodzieżowym Domu Kultury im. Władysława Broniewskiego przy ul. Łazienkowskiej 7 odbyła się w piątek, 4 grudnia.
To była bardzo udana impreza. Wspaniała atmosfera, piękne prace młodych artystów, bardzo dobra organizacja, imponujące wyniki.
Uzbieraliśmy ponad 1000 zł, spotkaliśmy wspaniałych Ludzi, planujemy dalszą współpracę.

Wszystkim Artystom, Organizatorom, Uczestnikom, Kibicom pięknie dziękujemy. 

3 grudnia 2009 Już dziś, na drugi dzień po adopcji, Pani Beatka przysłała zdjęcia Kawy. Zapraszam do obejrzenia.
2 grudnia 2009 Wielki Dzień mojej najukochańszej podopiecznej Kawy !!! Wszystkiego najlepszego !!!

Czasami nieprawdopodobne staje sie prawdziwe. Moje marzenia o zabraniu Kawy prysły, ale stał się inny cud. 1 grudnia zadzwoniła Pani Beata z pytaniem o Kawę. Kilka lat temu zabrała do swojego domu rottweilerkę Tinę. Teraz postanowiła przygarnąć Kawę.
Powiedziałam, że możemy się spotkać, że zaprezentuję Jej sunię... Pani Beata odrzekła, że już podjęła decyzję...
2 grudnia Pani Beata przyjechała do schroniska i tak jak powiedziała wcześniej podpisała umowę adopcyjną i zabrała sunię.

1 grudnia 2009 W grudniu czeka nas kilka imprez, na których zbierane będą dary dla podopiecznych Fundacji "Przytul Psa". Zapraszamy serdecznie.

Aktualności 2009 - marzec - grudzień

Aktualności - 2009 rok - styczeń i luty   kliknij

Aktualności - 2008 rok - kliknij

Archiwum - 2007 r. - kliknij..